Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


środa, 27 maja 2026

O zakończeniu okresu leniuchowania

     Hmm… I co ja mam Wam powiedzieć? Zimnem już się nie wykręcę, zwłaszcza, że nawet w nocy temperatura nie spadła poniżej dwudziestu stopni. Nie mam już żadnego usprawiedliwienia dla lenistwa i najwyższy czas powrócić z nowymi wypocinami.A że w tych temperaturach pocę się bardzo intensywnie…

     Jerzyki szaleją już po całym osiedlu, słońce przypieka, a w blokowisku zaczęły się intensywne remonty. Nieustanny, powodujący ból zębów dźwięk wiertarki udarowej, w połączeniu z hałasem motocykli za oknem, to jednoznaczne oznaki lata. Sen zimowy definitywnie i dość gwałtownie się skończył, za to przyszła pora coś napisać.

     No to piszę. A o czym? Na początek może o tym, co najlepiej mi wychodzi – czyli trochę sobie ponarzekam na to, na co nie mam wpływu. Albo mam, ale mi się nie chce nic z tym zrobić.

     Na początek coś, co uzmysłowiłem sobie już jakiś czas temu: nie tylko ja się starzeję. Mój rower też. Coraz więcej dolegliwości mu się objawia. Przeskakuje już tak, że boję się mocnej naciskać pedały, żeby nie wykonały gwałtownego, pełnego i dość głośnego obrotu, po którym można sobie wybić zęby o kierownicę. Ma też wiele innych, drobnych usterek i chyba nie opłaca się go już naprawiać. Zwłaszcza, że to Anglik, na wymiarach calowych i w Polsce o części do niego trudno. Pewnie nadeszła pora, by się z nim pożegnać. Szkoda, bo lubię ten rower. Przyzwyczaiłem się do niego i nie wiem, gdzie w rozsądnej cenie znajdę inny, tak lekko chodzący, tak składny i tak doskonale pasujący do moich rozmiarów. Już od pewnego czasu odwiedzam odpowiednie sklepy i uważnie oglądam prezentowane tam jednoślady – i żaden mi się nie widzi. Nie robią już teraz takich rowerów, jakie mnie się podobają. Nie wspominając już o tym, że przerażają mnie swoimi rozmiarami.

     Przede wszystkim, nie wiem skąd wzięła się ta idiotyczna moda na rowery bez błotników. Rzadko który jest w nie wyposażony. A jeśli już jest, to zwykle przypomina niezgrabne konstrukcje z lat pięćdziesiątych. A ja muszę mieć rower z błotnikami, bo używam go na co dzień, nie do rekreacji, ale do tzw. „kolarstwa roboczego”. Pogoda nie zawsze dopisuje, a ubłocone twarz, nogi i plecy to nie jest jedno z moich marzeń. Przy czym, pralka w pełni podziela moje zdanie, więc nawet nie ma o czym gadać. 

     Inne z kolei mają niesamowicie grube opony, jak u motocykla. Cóż, nie jeżdżę po piachu, tylko po ścieżkach rowerowych i nie potrzebuję takiego monstrum. Są jeszcze rowery szosowe, ale tego w ogóle nie biorę pod uwagę, bo to druga skrajność. Zresztą, ich wyposażenie jest zerowe. Są jeszcze elektryki, ale w tę stronę nawet nie patrzę. Na co mi elektryk w mieście płaskim jak stolnica do wałkowania ciasta? I wywlekaj codziennie taki ciężar z piwnicy! Nie wspominając już nawet o braku możliwości ewentualnego podładowania baterii.

     Tak więc, kręcę nosem, wybrzydzam i coraz bliższy jestem decyzji o próbie naprawy starego poczciwego jednośladu.

     Tylko boję się reakcji Najwyższej Instancji, bo ona alergicznie reaguje w takich sytuacjach. Uważa mnie za specyficzny rodzaj skrajnego skąpiradła, bo skierowanego do siebie samego.

     - Ja nic nie potrzebuję, wszystko mam! – przedrzeźnia mnie, gdy szukam koszulki bez plam po farbie, albo nici do naprawy plecaka, któremu akurat zachciało się rozleźć w szwach.

     Wścieka się, gdy naprawiam sobie stare rzeczy, zamiast kupić nowe. Chyba po prostu, zazdrości mi tego, że potrafię! A byłem tego nauczony od maleńkości, bo młodość minęła mi w czasach braku dostępności absolutnie wszystkiego i naprawianie popsutych sprzętów i odzieży mam we krwi. Klejenie i zszywanie rozłażących się butów, cerowanie przetartych spodni (w niewidocznych miejscach), czy naprawa przebitej dętki w rowerze* przychodzą mi łatwo i naturalnie. Koleżanka Małżonka twierdzi, że pochodzę z epoki jaskiniowców, którzy sami musieli wytworzyć sobie to wszystko, co było im potrzebne, a ja nie tylko nie zaprzeczam, ale wręcz jestem z tego dumny!

      Ale wszystko się kiedyś kończy. Na sobotę Koleżanka Małżonka zarządziła objazd po sklepach rowerowych. Jak ja nie cierpię zakupów!

______________

*Właśnie wczoraj przyszło mi ją kleić znów – tylko z przodu naliczyłem cztery łatki. Sam wiem, że należałoby ją wymienić, ale klej, ścisk i papier ścierny mam w mieszkaniu, a do sklepu z dętkami jednak kawałek drogi i cztery piętra.


23 komentarze:

  1. Nigdy nie mialam roweru ale przeciez analogicznie jest ze samochodami - tez sie naprawia, lata az w pewnym momencie dociera do nas ze trzeba kupic nowy - a starego szkoda bo taki dostosowany do potrzeb, do rozmiaru, zupelnie jak te stare, wygodne papucie.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie w Stanach rower nie jest popularnym środkiem lokomocji. Odległości bez porównania większe.

      Usuń
  2. Popieram koleżankę małżonkę, czasami trzeba kupić cos nowego, by nie zdziadzieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A komu przeszkadza moje zdziadzienie? Dziadziusie są kochani!

      Usuń
    2. Ale dziadygi już nie!

      Usuń
  3. Nie znam połączenia "ja i rower"- to sprzęt którego bałam się panicznie i nigdy się nie nauczyłam na nim jeździć. Ale samochód pokochałam od pierwszej chwili i teraz ciężko znoszę jego brak, choć tak naprawdę nie jest mi na co dzień potrzebny i swój ukochany samochodzik dałam córce - po prostu samochód i Berlin to są dwie sprzeczności- notoryczny i dotkliwy brak miejsc do zaparkowania, Berlin od kilku lat notorycznie rozkopany (chyba szukają złóż złota lub dyplomów inżynierskich), a ja mam metro i szybką kolej miejską 200m od domu - to odległość od domu na peron owego metra i szybkiej elektrycznej kolejki miejskiej, do sklepu ( jednego z sieci) w którym notorycznie niemal wszystko mogę kupić mam 340m, do parku około 1 km, do centrum miasta 3 stacje metrem. Mam też w odległości mniej niż pół kilometra różne punkty usługowe a nawet niezłe restauracyjki.A "moi" korzystają z tego samochodu raz w tygodniu gdy robią zakupy na cały tydzień. Gdy się wybieramy gdzieś dalej poza Berlin to....wypożyczamy po prostu wygodny samochód. A w Polsce to byłam wręcz "przyspawana" do samochodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, w moim mieście nie ma ani metra, ani S-Bahny. Jedynie autobusy, którymi jednak nie lubię jeździć. A że miasto płaskie jak naleśnik, to rower jest wręcz idealnym środkiem lokomocji.

      Usuń
  4. Ja chyba też jestem jaskiniówką. Naprawiam wszystko dokąd się da, a nawet dłużej. Bo te budy sportowe całe poklejone plastrem to naprawdę należy już wyrzucić..

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno słowo: BATAVUS. Genialne holenderskie rowery, w tym szeroki wybór rowerów miejskich, o jakie zdaje się Ci chodzi.
    Mnie strasznie szkoda czasu na naprawy, a że nie jestem w nich wprawiony, to dochodzi prokrastynacja spowodowana lękiem, że coś spieprzę. Mimo to zdarza się, że się zawezmę i naprawię, jak mi na tym bardzo zależy i nie mam czym tego zastąpić. Jak jest gdzie, to wolę oddać do naprawy i zapłacić, niech sobie dobra dusza zarobi, gotów jestem wziąć na ten cel nadgodziny i jeszcze mi trochę kasy zostanie, bo będę pracować przy tym, w czym jestem wyrobiony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak nie Batavus, to GAZELLE. Też holenderskie.

      Usuń
    2. To trochę, jakbyś rozmawiał z żulem pod Żabką, czy woli Chianti, czy też może preferuje Chambertina. Ja nie mam pojęcia, o czym Ty do mnie mówisz. Rower muszę kupić taki, jaki znajdę w sklepie i będzie mnie na niego stać. Nazwy, które wymieniłeś, nie mówią mi zupełnie nic. Ja człowiek z prowincji, gdzież mnie do marek z wielkiego świata! Dla mnie jakiś Romet (nie wiem, czy jeszcze istnieje), czy inna Ukraina.

      Usuń
    3. Dbasz o sprzęt, potrafisz i chcesz go naprawiać w razie usterki. Z konserwowaniem zimowym też pewnie nie miałbyś problemu. To nie są tanie rowery, ale też nie kosmicznie drogie. To ja bym takich raczej nie kupił, bo kręgosłup stwarza zbyt duże zagrożenie, by je w pełni wykorzystywać. Ale Ty? Prawdopodobnie zrobisz na wybranym rowerze tyle kilometrów, że cena przejechania jednego i tak będzie śmiesznie mała.

      Usuń
  6. Skoro rower służy Ci do ‚kolarstwa roboczego’, potrzebujesz sprawnego i bezpiecznego sprzętu. Jedź zatem z Koleżanką Małżonką w miasto i miej nadzieję na błotniki i inne konieczne części wyposażenia oraz godną cenę. Powodzenia🔥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, zobaczę jutro. Może mi się poszczęści i znajdę coś w stylu mojego starego rumaka. Tylko moda na rowery tak szybko się zmienia... Tego, czego kilkanaście lat temu było w sklepach pełno, dziś próżno w nich szukać.

      Usuń
    2. Może wśród tych nowoczesnych, też któryś Cię przekona, nie rezygnuj. Powodzenia!

      Usuń
  7. zawód Pana Zdzisia /czy Rysia/, który z takiego truchła zrobi porządny rower powoli umiera, ale jeszcze się trafia czasem porządny egzemplarz, nie wszystkie Pany Zdzisie wyginęły... bo w nowoczesnym serwisie nikt na to już nie spojrzy, tylko spróbuje Ci wcisnąć jaką nówkę... poza tym sam umiesz to i owo... no, ale bywają rowery w stanie takiej już padliny, że i Pan Zdzisio rozłoży ręce lub jako uczciwy fachowiec pokaże Ci taki ewentualny kosztorys, też uczciwy zresztą, że kucniesz... a wtedy faktycznie czas na tą nówkę... akurat u mnie na wsi grube opony są okay, ale co miasto, to miasto, nie pogadasz...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Objeździłem już okoliczne sklepy. Chyba sobie coś wybiorę. Ale i tak tego starego żal. Przecież poza tym, że przeskakuje jak zając i cholery można dostać, to jest zupełnie sprawny.

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że sobotni objazd sklepów rowerowych zakończył się lśniącym szczęściem. Znam ten ból, nie lubię kupować rzeczy dla siebie, gdy wszystko jest jeszcze dobre lub nadaje się do naprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeszcze nie. Upatrzyłem sobie pojazd, ale w bagażnik mi nie wejdzie, więc muszę się tam udać pieszo.

      Usuń
    2. Honorowo jest wrócić do domu na maszynie.

      Usuń
  9. Niektórym to się wiedzie. Ja nie mam roweru więc mój wyimaginowany rower się nie psuje. Chociaż wiadomo to? Te z dużymi oponami to z reguły są chyba elektryczne. Chciałbym pojeździć, ale nie potrafię się zmobilizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie możesz się zmobilizować do kupna roweru, czy do jazdy jako takiej?

      Usuń