Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


piątek, 19 czerwca 2026

Dziewiętnaście dziewiętnastek

     Podobno dzień miesiąca, który odpowiada samemu miesiącowi, to jego imieniny. Tak jak piąty maja, dziewiąty września, czy dwunasty grudnia. Dziś nastała podobna rocznica.

     Otóż, dziewiętnastego czerwca 2007 roku zamieściłem swój pierwszy wpis na blogu. Jeszcze starym, onetowym.

     Ta dziewiętnastka to dla mnie szczególna liczba. Zawsze kojarzy mi się z czymś przyjemnym. Fakt, że zacząłem pisać dziewiętnastego, to czysty przypadek, ale tak się składa, że ta liczba często przewija się przez moje życie. Urodziłem się w nocy z dziewiętnastego na dwudziestego. W szkole, w dzienniku, miałem numer dziewiętnasty. Dziewiętnastego przypadają moje imieniny, choć sam ich nie obchodzę (ale Matka zawsze do mnie wtedy dzwoni z życzeniami). Również dziewiętnastego przysięgaliśmy sobie z Koleżanką Małżonką. Sporo tych dziewiętnastek.

     No i dziś znów przypadł dziewiętnasty – i jednocześnie dziewiętnasta rocznica mojego blogowania.

     I wiecie co? Gdybym był kierowcą Formuły 1, na moim bolidzie widniałby numer 19 – tego jestem pewien. A, taka mała dygresja… Co, już pomarzyć nie wolno?


czwartek, 18 czerwca 2026

Siedemnaście mgnień wiosny

     Nie, nie mam zamiaru pisać o tym nudnym serialu, który miał zapewne być radziecką odpowiedzią na polską „Stawkę większą niż życie”, a stał się idealną porą, w której można było dać odpocząć i ostygnąć starym, lampowym telewizorom. Oglądali go bowiem wyłącznie obłożnie chorzy ludzie, którzy nie mieli siły, aby zwlec się z łóżka i wyłączyć odbiornik – piloty wtedy nie istniały.

     Młodszym czytelnikom, nie pamiętającym czasów PRL, wyjaśniam, że serial ten opowiadał o nieustraszonym, a jakże, radzieckim agencie Maksymie Isajewie, głęboko zakonspirowanym w strukturach SS, gdzie przyjął tożsamość standartenfuehrera Maxa Ottona von Stirlitza. Coś jak nasz Hans Kloss. Tylko o ile polski serial oglądało się jak przygody Jamesa Bonda, o tyle Stirlitz dłużył się jak… Już nawet nie wiem, do czego to porównać. Przypominał bardziej przedstawienie teatralne – bowiem, co mnie szczególnie zdziwiło, nie było w nim nawet podkładu muzycznego. I słynny „Materiał do przemyślenia” – krótkie, retrospekcyjne wstawki, niezbędne do tego, żeby widz zorientował się, o co chodzi w danym odcinku, bo z fabuły nijak domyślić się tego nie mógł.

     Dlaczego więc taki tytuł?

      Bo tak się akurat złożyło, że dziś przypada pewna smutna rocznica. Już siedemnaście wiosen przeminęło od chwili, w której opuściła nas na zawsze nasza blogowa przyjaciółka Bogusia-Brydzia-Petronela. I tak mi się to skojarzyło.

     Ktoś może stwierdzić, że zestawienie rocznicy śmierci i głupawego serialu jest co najmniej niestosowne. Ale jestem spokojny – ona by to nie tylko zrozumiała, ale jeszcze uznała za całkiem niezły żart. W naszym pokoleniu bowiem każdy znał ten serial i powiedzenie „Siedemnaście mgnień wiosny” funkcjonowało również w języku potocznym – zwykle użyte w żartobliwym kontekście.

     I to chyba dobrze, że na jej wspomnienie chce mi się żartować, uśmiechać i czuć się tak, jakby nawiedził mnie dobry duch.