Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


poniedziałek, 6 lipca 2026

Jeszcze jedna dziewiętnastka

    - Jeszcze tylko dwadzieścia dwa wstawania! – usłyszałem kilka dni temu, wieczorem.

     W ten sposób Koleżanka Małżonka co roku odlicza dni do urlopu. Moim zdaniem, bardzo trafnie. Bo najgorszy moment w każdym dniu powszednim jest ranek, kiedy trzeba o zupełnie nieludzkiej godzinie zwlec się z łóżka, chociaż każda część jaźni buntuje się przeciw temu gwałtowi na ciele i psychice.

     Ludzkość nieodmiennie stanowi dla mnie zagadkę nie do rozwiązania. Niby człowiek to najinteligentniejsze stworzenie, niby osiągnął to, co dla innych stworzeń nieosiągalne, niby ma wszystko, czego zapragnie… Ale jako jedyne stworzenie na ziemi, kładzie się spać wtedy, gdy spać mu się absolutnie nie chce i spędza nieraz długie godziny na liczeniu nieistniejących baranów. Wstaje zaś dokładnie wtedy, gdy najbardziej chce mu się spać i przez krótszy lub dłuższy czas jest najnieszczęśliwszą istotą na świecie.

     Niektórzy przeżywają to znośnie. Dla mnie to tortura. Musiałem sobie na alarm w komórce ustawić jakąś bardzo lubianą piosenkę, bo inaczej zapewne moment bolesnego przebudzenia skutkowałby wyrzuceniem telefonu przez okno. Utwór Estranged pozwolił na podzielenie procesu przebudzenia na dwie fazy. Jeśli Axl, swoim delikatnym szeptem, nie zdoła mnie w miarę bezboleśnie obudzić (rzadko, ale się zdarza), bardzo skutecznie wyręcza go Slash, chociaż tutaj już o delikatności trudno mówić. I tak, wiem, pisałem już o tym wielokrotnie! Nic nie poradzę na to, że na starość staję się nudziarzem. Ważne, że obaj robią to skutecznie, dzięki temu nie tylko jestem w biurze na czas, ale jeszcze do tego jako pierwszy. Ma to swoje zalety – mogę bezkarnie pootwierać okna na oścież, również w czasie mrozu i powypuszczać myszy. Tak to nazywam, bo rankiem w biurze panuje jakiś dziwny zaduch, jakby zagnieździły się w nim gryzonie. Dopiero po jakimś czasie dołączają do mnie koledzy, którzy czym prędzej owe okna zamykają.

     Zwykle w tym momencie jestem już obudzony, ale na wszelki wypadek wypijam pyszną, czarną, dużą kawę – wykonaną przy użyciu drippera. (Dzięki, Woland, nie miałem pojęcia, że to się tak nazywa. Ja na to mówiłem po prostu „lejek”). To zwykle mnie budzi ostatecznie. Ale niestety, nie zawsze. Bywa, że budzę się dużo później i dużo boleśniej, najczęściej z winy telefonu, domagającego się ode mnie informacji na temat jakiegoś zadania, które właśnie wykonuję. Albo powinienem wykonywać, ale jeszcze nie zacząłem. Albo już skończyłem i zdążyłem o nim dokładnie i starannie zapomnieć.

     Tak więc, jak widzicie, proces mojego przebudzenia jest niezwykle skomplikowany i wielofazowy. Z pewnością wart tego, aby z niego właśnie uczynić podstawową jednostkę czasu.

     A dziś uzmysłowiłem sobie, że kolejna dziewiętnastka zawitała w moim życiu – jeszcze tylko dziewiętnaście wstawań!

     A potem czeka mnie Wielkie Pakowanie – przy którym znów będę się zastanawiał, czy przypadkiem Koleżanka Małżonka nie wyprowadza się z domu. Potem Wielkie (i bolesne) Tankowanie – bo przed podróżą trzeba zalać bak do pełna. Następnie Wielkie Szorowanie – bo nie wypada zajechać na wakacje limuzyną obficie oblepioną spadzią i ofefraną przez gołębie. A potem…

     Pasy zapięte, okulary na nosie i proszę wieżę o pozwolenie na uruchomienie silnika!... Znaczy, no wiecie… Ojej, no trochę za daleko uciekłem w marzenia.

     Wprowadzam koordynaty – kurs na północny zachód, do Świnoujścia, bo Koleżanka Małżonka jeszcze tam nie była. Jest morze, jest plaża, jest spory port z kołyszącymi się statkami, na które można się bezmyślnie gapić, jest też gdzie połazić. Mamy w planach pieszą wycieczkę do Heringsdorf, kolejową do Szczecina i autobusową, bądź morską – jeszcze nie zdecydowaliśmy – do Międzyzdrojów. Tam chcę Koleżankę Małżonkę zaciągnąć do woliery i pokazać jej prawdziwego orła. Już dziś jestem ciekaw jej reakcji!* Albo ucieknie w popłochu, albo rzuci mi się na szyję, z okrzykiem „Ratuj!”. A ja ją uratuję i będziemy żyli długo i szczęśliwie.

     Co z planów wyjdzie – zobaczymy. Ale na pewno nie będzie wczesnego wstawania!

     No, ale to dopiero za miesiąc...

_________________________

*Przypominam, że Towarzyszka Życia panicznie boi się ptaków – nawet wróbli. Co zrobi, gdy zobaczy orła, nie potrafi przewidzieć nawet Baba Wanga.


25 komentarzy:

  1. W Świnoujściu byłam chyba cztery albo pięć razy, bardzo lubiłam. :)
    Możesz sobie zrobić pasek do odcinania dni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież zwykły centymetr krawiecki :)

      Usuń
    2. Już prędzej zrobię sobie licznik w Excelu. Będzie mi pokazywał, ile dni, godzin i sekund jeszcze do urlopu. I będzie wykresik: słupek malejący wraz z upływem czasu. I kolor liter będzie się zmieniał: Alarm żółty, pomarańczowy, czerwony...

      Usuń
  2. Ja byłam i jestem zboczona! Ale zadowolona :)))
    Za czasów, gdy jeszcze pracowałam potrafiłam budzić się godzinę wcześniej (czyli o 5.00), i najpierw w łóżku wypić kubek czarnej, mocnej, "sypanej" kawy. Potem poranne ablucje i małe sniadanko, i spokojnie wychodziłam do pracy!
    Zaczynałam szychtę o 7.30.
    Zwyczaj ten został mi do teraz, jestem już 19 lat na emeryturze I zawsze zaczynam dzień od wypicia kawy w łóżku. I nawet przyuczylam do tego mojego McGyvera :)
    Na urlopy nie wyjeżdżamy już od jakiegoś czasu, bo nam się nie chce, więc ten stres nam odpada :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, widać, że bardzo się od siebie różnimy :)
      Cóż, wstaję wcześnie, bo muszę. Ale gdybym nie musiał, nie wstawałbym za skarby świata. I wiem, że gdy przejdę na emeryturę, na pewno nie będę ludziom zajmował kolejki w spożywczaku, o 6:00 rano, gdy jkażdy spieszy się do roboty.
      A w łóżku nie znoszę ani jeść, ani pić.
      Stres? Z wyjazdem na wakacje? Dla mnie to drugi najszczęśliwszy dzień w roku!

      Usuń
  3. W Świnoujściu też jeszcze nie byłam.
    Pociesze Cię, że niby budzę się wcześnie i bez budzika, to stawiam sie do pionu długo, po dwóch kawach jako tako...
    Gdy jedzie się autem, to można zabrać pół domu, a co!
    Udanego urlopu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można zabrać i 3/4 domu - tylko po co? Koleżanka Małżonka pakuje tych ubrań tyle, jakby wybierała się na Antarktydę. A gdy przypomnę jej, że ma tylko dwie nogi, to się na mnie obraża.

      Usuń
    2. Na obserwowane zmiany pogody, to wcale nie dziwi!

      Usuń
    3. A mowi się, że solidarność jajników nie istnieje...

      Usuń
  4. Wlasne lozko uwazam za najlepsza rzecz na swiecie - a jednak nie dane mi uzywac go do syta bo moj biologiczny zegar budzi mnie pomiedzy 3 a 4 rano i zmusza do wstawania. Zawsze tak mialam, nie pamietam bym kiedykolwiek spala do poznego ranka.
    Zaszly inne odwrotnosci od "normalnosci " tez - mieszkam pol godziny od oceanu a nie bylam przy nim dluzej niz rok.
    Najgorsze ze gdy mialam w lutym urodziny corka i ziec jako prezent dali mi do wyboru dwie opcje, obie majace miec miejsce teraz, w lipcu - koncert Gunsow albo Lynyrd Skynyrd. Wbrew wszelkiej logice wybralam koncert tych drugich kierujac sie tym ze Gunsi dosc czesto koncertuja na Florydzie a LS nie. Na ten koncert jedziemy za 10 dni wiec te dnie odliczam podobnie jak Twoja zona. Juz nieraz pisalam Ci i zachecalam do wysluchania kilku utworow LS z ktorych Free Bird jest niesamowite. Znam z nagran a takze koncertow bo widzialam ich kilka razy i nadal nie mam dosyc. Z tego utworu do dzis nie wiem kogo bardziej podziwiac ze solowki glowna gitara - drummer.
    Zycze by czas szybko Wam lecial, dzien wyjazdu nadszedl zanim sie ogladniesz a pobyt byl udany. Oczywiscie bede oczekiwac ciekawej relacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lynyrd Skynyrd w Polsce nie koncertuje. O ile mi wiadomo, zagrał u nas tylko raz, jakieś 10 lat temu. Co nie znaczy, że nie znam ich piosenek - od czego You Tube?
      Za życzenia dziękuję - wierzę, że urlop będzie udany. I już się go nie mogę doczekać.

      Usuń
  5. Takie daty to aż miło odliczać.
    Również należę do egzemplarzy, którym ciężko usnąć w miarę wcześnie, i jeszcze trudniej wstać o nieludzkiej porze, wymaganej do dojazdów do pracy.
    Piękne macie plany na tym wybrzeżu, żeby jeszcze tylko pogoda dopisała!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jak nie dopisze, to nie będziemy się przejmować. Urządzimy sobie bazę wypadową w Świnoujściu i będziemy zwiedzać okolice.

      Usuń
  6. A ja sie wlasnie " urlopuje" w Polsce , u rodziny i po trzecim dniu mam wrazenie, ze minely trzy miesiace , ledwo zyje i odliczam dni do wyjazdu.. jeszcze az piec dni.🙈 Cudowne jest spedzanie czasu z rodzina, ale jestesmy w samym srodku wulkanu, od rana do wieczora kazda minute trzeba poswiecac trojce niezwykle aktywnych dzieci. Po 70 h mam wrazenie, ze nie pociagne juz dlugo, dzieci nie odstepuja nas na krok, probuja towarzyszyc nawet do lazienki. Bez przerwy trzeba grac, malowac, rysowac, ogladac bajki , oceniac skoki , akrobacje, popisy rowerowe i jazde na wrotkach. Dzis padla nawet propozycja, ze ciociu czy ja moge dzis z toba spac? Ostatkiem rozumu kategorycznie odmowilam😂 Poziom halasu w domu od 7-mej do 22.00 osculuje na poziomie koncertu rockowego. Odliczam, jeszcze 4.5 dnia ...🤞 Zazdroszcze wyjazdu nad morze .. Jestesmy w zupelnie bezwodnym rejonie kraju , Kitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie bezwodny obszar... Co to może być? Pustynia Błędowska?

      Usuń
    2. Prawie...wschodnie rubieze Polski:)) jestesmy we wsi, gdzie dookola nie ma lasow ani jeziora, nie ma basenu , na ktory mozna by zabrac dzieci, a najblizsze parki rozrywki oddalone sa o 150 km. I od wczoraj leje... a wiadomo co robia dzieci w czasie deszczu😂 rozegralam 50 partii warcabow, musislam rysowac i ukolorowac 20 rysunkow, obejrzec dwa grube albumy pokemonow, kilkakrotnie i odczytac wszystkie ich pokrecone imiona , jakies 500 sztuk i non stop brac udzial w innych zajeciach grupowych ... 🙈Dzieci upatrzyly sobie ciocie i koniec .Jestem wykonczona psychicznie. Jedyna przerwa w tych zajeciach to wyjscie do toalety. Kazda inna minuta odbywa sie w asyscie ...Kitty

      Usuń
    3. Wszystkiego człowiek zawsze ma za mało, albo za dużo - nigdy w sam raz. Nawet sympatię dzieci.

      Usuń
    4. Dokladnie :) A sympatia dzieci na pstrym koniu jezdzi... dzisiaj byly gry poranne, a potem wyjazd do multikina i mcdonaldsa, ale wieczorem byl foch, bo zostaly z rodzicami na wieczor, a my musielismy pojechac do innej czesci rodziny. Foch i pokazanie plecow :)) Nie dogodzisz, chocbys pekl :)) Kitty

      Usuń
  7. No cóż, życzę Ci wszystkiego najlepszego na tym urlopie i spełnienia wszystkich sporządzonych planów. Ja sam staram się nie napalać specjalnie na takie plany i w zamian cytuję sobie powiedzenie Woodego Allena - Chcesz rozśmieszyć Pan Boga? opowiedz mu o swoich planach na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapewniam, że doskonale zdaję sobie sprawę z kruchości naszych planów. Ale tylko te plany, w postaci marzeń, utrzymują mnie jeszcze przy życiu rankiem, gdy zwlekam się z łóżka.

      Usuń
  8. Pisz: Podziemne Miasto, Fort Gerharda, Fort Anioła, Fort zZachodni, Muzeum Rybołówstwa, Latarnia Morska, Muzeum Peenemunde, rezerwat paproci i koniecznie wieczorne spacery na Wiatrak. Nie jedz na Promenadzie niczego, (chyba że lody albo Tort Pavlova w Café Kredens) tylko w mieście. Przy Muzeum Rybołówstwa jest fajne bistro Babci Halinki z rozsądnymi cenami. Do Herringsdorfu przez Ahlbeck proponuję pojechać trasą rowerową, rowery miejskie w rozsądnej cenie. Najlepsza cukiernia to Milli Vanilli- jedna jest w centrum, jedna przy Hampton by Hilton, a jedna na końcu Promenady historycznej przy tężni. Tanio nie będzie, ale warto. Pytaj, jak coś Ci wpadnie do głowy i baw się dobrze na mojej wyspie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zapomniałem, że to Twoje rodzinne miasto!
      Do żadnego podziemnego miasta nie zagonię Koleżanki Małżonki, bo zaraz dostaje ataku klaustrofobii. W muzeum rybołówstwa byłem - lata temu, ale zawsze. W muzeum Peenemunde też jakieś kilkanaście lat temu.
      Do cukierni raczej nie wejdę, bo słodyczy nie mogę jeść - zresztą, nie ma na rynku wyrobów o takim poziomie słodkości, który by mi smakował. Jeśli ludzie mówią o czymś, że jest "słodkie" - to znaczy, że dla mnie jest o wiele ZA SŁODKIE.
      A do Heringsdorf mam zamiar udać się per pedes. To niewiele dalej, niż mam do pracy.

      Usuń
  9. Moim ulubionym miejscem nad polską częścią Bałtyku były przez wiele, wiele lat Jastarnia i Jurata, a z miast to Gdynia. W ub. roku "odkryłam" Dziwnówek i podobało mi się, bo piękna plaża, nad nią wydmy a na wydmach....wieżowce, z których roztaczał się piękny widok niemal przez całą dobę. Mieszkałam tam na 11 piętrze domu wczasowego i z każdego okna i balkonu widziałam morze. Kiedyś spędzałam urlop raz w Kołobrzegu ( lata 60-te) i nie podobało mi się tam, a potem jeszcze bardziej na zachód - w Pobierowie, tam z kolei plaża fajna ale pogody nie było nawet za 5 groszy, lało i było zimno tak, że rozdawano nam opał byśmy sobie w domkach palili w piecach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kołobrzeg z lat 60. i Kołobrzeg dzisiejszy to dwa zupełnie inne miejsca. Odwiedź przy okazji, sama się przekonasz.
      Raz trafiły nam się wakacje zupełnie bez pogody. Lało i lało przez cały urlop. Na szczęście, byli z nami jeszcze chłopcy, więc całymi dniami graliśmy w karty, w scrabble, albo chińczyka. Odpoczęliśmy przynajmniej psychicznie.

      Usuń
  10. Pogoda nie słucha jakichkowiek marzeń i zaklinań, one wie co jej się chce: padać, grzać słońcem albo wichurą dąć.

    OdpowiedzUsuń