Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 16 czerwca 2026

Oczekiwanie

     Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Teraz mogliśmy tylko czekać.

     - Tu będzie najlepiej – mój towarzysz wskazał miejsce na schodkach miejskiego parku. – Stąd jest dobry widok na ulicę. Zobaczymy go z daleka.

     - I nas nie będzie widać – przytaknąłem, obrzucając wzrokiem okoliczne krzaki, choć sam przyznałem później, że nie było powodu, aby się ukrywać. – Uwielbiam ten zapach!

     - Jaki zapach?

     - No, ligustru – wskazałem na pobliski krzew, obsypany drobnymi, białym kwiatkami. – Właśnie kwitnie.

      Wciągnąłem w nozdrza przyjemną woń i poczułem się jak w rajskim ogrodzie. Mój towarzysz również to zrobił, ale skrzywił nos, jakby zapach nie przypadł mu do gustu.

     - Śmierdzi – mruknął z dezaprobatą. – Jak rzepak.

     Pokręciłem głową. Ja lubię zapach kwitnącego rzepaku. Szkoda, że już przekwitł.

     - Masz dziwny gust – odparłem. – Kwiaty ci śmierdzą, ale śledziami się nie brzydzisz.

     Spojrzał na mnie zdziwiony.

     - O czym ty…

     - O śledziach! – wpadłem mu w słowo. – Śledzie okropnie śmierdzą. A ty nie tylko nie brzydzisz się wziąć ich do ręki, to jeszcze się nimi zajadasz! Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy jedzą to świństwo.

     - Mów ciszej – upomniał mnie. – Bo za bardzo zwracamy na siebie uwagę.

     Prychnąłem z dezaprobatą, szczerze wątpiąc w jego intencje. Zwyczajnie, uciął temat, bo musiałby przyznać mi rację, a bardzo tego nie lubi. Śledzie śmierdzą gorzej niż dawno niesprzątana rzeźnia i to jest fakt niezaprzeczalny. Ale musiało go to nadal nurtować, bo odezwał się po chwili.

     - A tobie tak śmierdzą – mruknął. – A rolmopsy wcinasz aż miło!

     - Tylko te z fabrycznie zamkniętych słoików – odparłem. – Muszę mieć pewność, że leżały w tym occie odpowiednio długo. Jak dobrze przejdą octem i przyprawami, to nie śmierdzą już śledziem. Tylko takie mogę przełknąć. I tylko gdy jestem głodny. Z tym jest jak z bigosem.

     Aż obrócił się w moją stronę.

     - A co chcesz od bigosu? – spytał zaczepnym tonem. – Bigosu też nie lubisz?

     - Bigos jest pyszny – odparłem. – Zwłaszcza ten, który robi Koleżanka Małżonka.

     - Ale ci śmierdzi?

     Pokręciłem głową.

     - Gdy jestem głodny, to pachnie, delikatnie pieszcząc moje zmysły i przyprawiając żołądek o zwiększenie produkcjo soków trawiennych. Jeszcze do tego świeży razowiec – niebo w gębie!

     Przyglądał mi się przez chwilę.

     - To co chcesz od bigosu?

     - Nie znoszę zapachu gotowanej kapuchy – oznajmiłem. – Gdy się najem, bigos zaczyna mi cuchnąć. Muszę go czym prędzej wynieść z pokoju.

     Wzruszył ramionami i skierował wzrok na ulicę. Zacząłem wyciągać lornetkę z futerału.

     - Zwariowałeś? – spojrzał na mnie z wyrzutem. – Po co ci ta lornetka?

     - Żeby zobaczyć go z daleka, jak nadejdzie – odparłem. – Nie mam już takiego wzroku jak kiedyś. A tu widok na całą ulicę. Co zrobisz? Nic nie zrobisz! Wiek…

     - Przecież wyglądasz jak jakiś podglądacz! – zdecydowanym ruchem złapał za moją lornetkę, którą już przykładałem do oczu i zmusił mnie do jej opuszczenia.

     - Zawsze mogę powiedzieć, że obserwuję ptaki – odparłem próbując bezskutecznie wyrwać mu ją z ręki. – I nie paluchami po obiektywach!

     - Taaa, ptaki – pokręcił głową. – Stoisz na skraju parku, zwrócony nie na park, tylko na ruchliwą ulicę i obserwujesz ptaki?

     - No – zająknąłem się. – Jakiś gawron na pewno się tam znajdzie. To bardzo ciekawe stworzenia – uprzedziłem jego uwagę, gdy już otwierał usta.

     Ale schowałem lornetkę. Miał rację, zwracałem na siebie uwagę. Przecież nawet osioł zauważy, że obserwuję przez nią ludzi na ulicy. Przez chwilę spokojnie czekaliśmy, aż nadejdzie nasz spodziewany gość.

     - Czego się tak wiercisz? – spytał nieoczekiwanie.

     - Sikać mi się chce – odrzekłem zgodnie z prawdą. – Nic nie zrobisz, wiek! Jak widzę toaletę, to korzystam. Też tak kiedyś będziesz miał.

     Przewrócił oczami, ale ja nie czekałem na żadną kąśliwą uwagę. Wcisnąłem mu w ręce futerał z lornetką i szybkim krokiem udałem się w stronę tężni, za którą stał mały budynek, z kółeczkiem i trójkącikiem na drzwiach. Zawczasu przygotowałem sobie drobne. Nigdzie nie wychodzę bez kilku drobnych monet w kieszeni. Nie, nie jestem taki przewidujący – tylko doświadczony, ale wolałbym o tym nie mówić.

     Wróciłem w samą porę. Mój towarzysz z uśmiechem wskazał skraj ulicy.

     - Widzisz go?

     Spojrzałem we wskazanym kierunku. Kręciło się tam kilkunastu przechodniów.

     - Który to?

     - Ten w czarnej kurtce.

     - Przynajmniej czterech takich tam widzę! – prychnąłem. – Harleyowcy się tam kręcą…

     - Nie patrz na motocyklistów, tylko na tego gościa, który idzie w naszą stronę. Tego z parasolem.

     Rzeczywiście, w naszą stronę powoli i dostojnie kroczył wysoki mężczyzna, ubrany na czarno. Sporych rozmiarów parasol miał złożony i niósł go jak laskę, opierając się nim o bruk. Dla mnie jednak wciąż było trochę za daleko, żeby go rozpoznać. Tak mi się chciało wyciągnąć lornetkę…

     - Na pewno on? – spytałem. – Jesteś pewien?

     - Jestem – uśmiechnął się. – Poznałbym go z daleka. Po ruchach, po sposobie, w jaki chodzi, jak trzyma parasol…

     Uśmiechnąłem się również.

     Długo czekaliśmy. Och, jak długo! Ale w końcu doczekaliśmy.

     Ku nam, dostojnym i niewymuszonym krokiem szedł nasz przyjaciel Godot!




21 komentarzy:

  1. Kwitnący rzepak faktycznie ma coś w swoim aromacie ze świńskiej gnojówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłem. Jesteś pewien, że nie wąchałeś go świeżo po nawożeniu?

      Usuń
    2. Jestem pewien. Kiedyś tak tego nie odbierałem, ale po kilku latach nie jeżdżenia na wieś trafiłem właśnie na kwitnące rzepaki i wyczułem w nich właśnie taką nieprzyjemną nutę. Nie wiem, może to był jakiś nowy gatunek czy co?

      Usuń
  2. Przypomniałeś mi czasy gdy straszliwie dawno , dawno temu ta sztuka Becketta była wystawiana i jak trudno było zdobyć bilety. Byłam wtedy w wieku gdy jeszcze chadzałam raczej na przedstawienia teatralne dla dzieci , ale pamiętam, że wtedy wiele osób wręcz marzyło by "upolować" bilety na tę sztukę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim mieście nie było teatru i na sztuki sceniczne chadzałem rzadko - tylko na wyjeździe. Nie miałem okazji jej obejrzeć - tylko czytałem. Ale chyba nawet woklę czytać niż oglądac.

      Usuń
  3. wszyscy podglądacze mówią, że tylko obserwują ptaki... wszyscy to wiedzą, to jest taka tajemnica futrzarska - poliszynszyla... ergo znalazło to odbicie w codziennym języku: ornitolog = podglądacz... a co z realnymi ornitologami?... ich akurat nikt nie widzi podczas obserwacji ptaków - oni po prostu naprawdę dobrze się z tym kryją...
    sprawa ma jeszcze drugie dno, jakim są podglądacze - geje... ich obiektem zainteresowania również są ptaki... no, ale może już nie komplikujmy...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panna Marple też zawsze tylko "obserwowała ptaki" - stąd wszystko wiedziała :)

      Usuń
  4. Sam przyznajesz ze bigos jest smaczny, warto sie poswiecic i skonsumowac.
    Przekonalam sie ze zapach gotowanej kapusty (bigos robie z dwoch, kiszonej i zielonej) zalezy jakiej firmy ta kiszona jest - bo niektore faktycznie maja niezachecajacy zapach. Nalezy wiec znalezc odpowiednia i tej uzywac. Gdy gotuje bigos - a bede go robic w nadchodzacym tygodniu - moje mieszkanie cudownie nim pachnie .
    Dawno temu pod koniec gotowania bigosu przybyl do nas naprawiacz - i o malo nie zemdlal bo okazalo sie ze byl polskiego pochodzenia a bigos pamietal i uwielbial bo gotowala go babcia co ustalo z chwila jej smierci. Czyli nie jadl go przez wiele lat. Nie tylko poczestowalam ale dalam mu druga porcje na pozniej. Chlopina o malo nie plakal a za usluge nie chcial zaplaty. Dla mnie wazniejszym bylo widziec jego przyjemnosc niz darmowa usluga.
    Ja tez gdziekolwiek jestem to obserwuje i nie tylko ludzi bo przeciez inaczej sie nie da, trzeba miec oczy otwarte......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładny gest z Twojej strony i wzruszająca reakcja fachowca. Ale zapewniam Cię, że ja się nie poświęcam, jedząc bigos. Bigos bardzo mi smokuje, gdy jestem głodny. Tylko gdy już się najem, jego zapach zaczyna mi przeszkadzać.

      Usuń
  5. To Ty się przyjaźnisz z Godotem i jeszcze go nie sprowadziłeś? I to przez to Najwspanialszemu Narodowi nie poprawia się los?
    No dobra, ale z drugiej strony patrząc, mam wszystko, a nawet więcej, niż mogłem wymarzyć, gdy miałem wchodząc w dorosłość. I ja to widzę. I jestem zachwycony. Problem w tym, że Najwspanialszy Naród tego nie zauważa. I właściwie cholera wie, czego chce. Wciąż się porównuje do sąsiada i ciągle mu mało i zawsze to on jest poszkodowany i oszukany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że pan Godot marzy tylko o tym, żeby przyjechać do naszego piekiełka? Kilka razy zrobił wyjątek, ale od kiedy Bąkiewicz próbował go na granicy zatrzymać, stracił chęć odwiedzin.

      Usuń
  6. Ale dlaczego wy w tych krzaczorach?
    Bigos jest pyszny, taki dobry, długo gotowany, ale my już do bigosu nie bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, to on wybrał to miejsce. Ja chciałem mu wyjść naprzeciw.

      Usuń
  7. Nie czekam juz na Godota, czekanie jest zbyt cenne , czas jest zbyt cenny, aby go marnowac na czekanie. Kitty

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne czekanie na Godota. Z atrakcjami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wychodzi na to, że i na Godota można się doczekać. To daje nadzieję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto czeka cierpliwie, temu... - i nie wiem, jak dalej. Podpowiesz coś mądrego?

      Usuń
  10. Wieki całe nie jadłam bigosu. Chyba muszę się wybrać do tutejszej BIOCOMPANY i kupić kwaszoną kapustę, bo tu w zwykłym spożywczaku nie bywa "czegoś takiego" jak kapusta kwaszona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co mają powiedzieć moi znajomi Francuzi? Mieszkali w Polsce przez kilka lat, rozkochali się w bigosie i wrócili do Francji. A tam nawet o kiszoną kapustę trudno! Sam nie ukisisz, to nie masz.

      Usuń