Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


środa, 25 lutego 2015

Znaki czasu


     Słońce chyliło się już ku zachodowi, malując piaski sawanny na czerwono i ciekawskim okiem zaglądając do wnętrza jaskini, w której na pół nagi homo erectus płci żeńskiej, przy pomocy ostrego, krzemiennego narzędzia, wprawnymi ruchami kroił mięso antylopy na drobne kawałki. Nagły hałas u wejścia sprawił, że kobieta – nazwijmy ją tak, choć może wciąż bardziej adekwatnym określeniem byłoby „samica”* – podniosła wzrok i zdziwiona spojrzała na samca, który wparował do groty, jak bomba**. Samiec miał wściekłe spojrzenie, rozbiegane oczy i dyszał ciężko, jakby coś wyprowadziło go z równowagi.
    
     Samica posłała mu pytające spojrzenie i odezwała się:
    
     - Uuuuk?
    
     Samiec zaczął tupać bosymi stopami o żwir, którym wysypane było dno groty. Wściekle przy tym walił się pięściami po owłosionej klacie, i ostentacyjnie szczerzył zęby, porykując donośnie:
    
     - UUUUK!!! UUUUK!!! WRRRRR!!!
    
     - Uuuuk… - odparła cicho samica i skrzywiła wargi – jeszcze nie był to uśmiech, ale bez wątpienia gest ten niósł pozytywne emocje, bowiem samiec podyszał jeszcze chwilę i wyraźnie się uspokoił.
    
     Gdyby owe humanoidalne, może nawet ludzkie, choć jeszcze nie w takim rozumieniu jak dziś, istoty umiały już mówić, moglibyśmy usłyszeć ciekawy dialog. Niestety, nie umiały, zdołały jedynie przekazać swoje emocje.
    
     A dialog brzmiałby tak:
    
     - Co się stało? – spytała samica?
    
     - Jak to, co się stało? – krzyknął gniewnie samiec. – Widziałaś, co te smarkacze wyprawiają? Nazywają różne przedmioty! Dziś wskazałem na pięściak i spytałem: „Uuuuk?”, żeby dowiedzieć się, czy można go już użyć. A ta gównażeria do mnie, że to nie żadne „uuuk”, tylko „pięściak”! Nie do pomyślenia! Rośnie nam skrzywione psychicznie pokolenie! Czy ty wyobrażasz sobie, co to będzie, jak oni dorosną? Nie będą potrafili normalnie się porozumiewać. Nie będą wiedzieli, co oznacza walenie się w klatę, drapanie po głowie, ani wściekłe okrzyki. Będą posługiwali się mową! Słyszysz? MOWĄ! Koniec świata! Jak nas zabraknie, to to pokolenie nie przetrwa nawet miesiąca***!
    
     - A może nie będzie tak źle? – uśmiechnęła się samica. – Nadchodzi nowe, a my, starzy, odchodzimy do lamusa. Chodź, zrobię ci pyszne polędwiczki z gnu, a’la Grota Jaskiniowego Niedźwiedzia.
    
     Ale ponieważ nie znali mowy, dialog ten nigdy nie miał miejsca.
    
    
    
    
    
     Pewnego dnia, gdzieś w delcie Nilu, młody kapłan Meremptah**** , bazgrając sobie kijem po piasku, wpadł na niecodzienny pomysł.
    
     - A gdyby tak do każdego słowa przypisać jakiś znak? Można by było wszystkie opowieści… Jak to nazwać?...  Zaznaczyć! Albo może narysować! Albo nie, mam lepszy pomysł: napisać! A jeszcze lepiej, jeśli znaki będą miały głębsze znaczenie. Na przykład, jeden znak będzie oznaczał głoskę i będzie można napisać słowo. A w głębszym sensie, będzie oznaczał pojęcie. Zatem pismo będzie przekazem niejako dwupoziomowym… Zaraz, jak to będzie „Meremptah”?
    
     I nakreślił na piasku kilka nowo wymyślonych znaków, które do niego tylko mówiły: „Ukochany przez boga Ptaha”.
    
     - Co robisz, Meremptahu? – spytał Chornaton*****, starszy kapłan.
    
     Młodzieniec z szacunkiem przykląkł i ucałował kolano starca.
    
     - Właśnie wpadł mi do głowy pewien pomysł.
    
     I opowiedział mu o nowym wynalazku, który nazwał pismem.
    
     Ku jego zdumieniu, starzec wzniósł ramiona ku niebu i z oburzeniem krzyknął.
    
     - Cóż czynisz, głupcze!  Czy ty zdajesz sobie sprawę, co robisz? Ty zabijasz żywa mowę, nadając jej kształty martwych liter… Liter, dobrze zapamiętałem? Dobrze… Na czym to ja skończyłem? Aha… Ty nieszczęsny, podnosisz rękę na naszą religię i zwyczaje! Nie do pomyślenia bowiem jest, aby głos ludzki, który jest głosem bogów, więzić na piasku, albo, co gorsza, może jeszcze tuszem w papirusie!
    
     - Na papirusie? – zamyślił się Meremptah. – Świetny pomysł!
    
     Ale widząc uniesienie starca, zachował tę myśl dla siebie. Ostatecznie pismo stworzył dopiero, gdy Chornaton posunął się w latach i przestał odróżniać daktyle od skarabeuszy.
    
    
    
    
     - Czy ty wiesz, co robisz?! – głos Eleonory****** ciął, jak mokry bicz.
    
     Mimo całego szacunku, jakim Graham Bell darzył ciotkę, wzruszył ramionami.
    
     - No ja tak tylko, ten tego, sobie tu coś dłubię…
    
     Eleonorę aż zatkało. Nie na długo jednak. Podniosła w górę palec wskazujący.
    
     - To, co robisz, jest zbrodnią na sztuce epistolografii! Ludzie przestaną pisać listy, zaniknie umiejętność wyrażania głębszych uczuć słowami, zaniknie poezja, zaniknie literatura… Ludzkość cofnie się do czasów prehistorycznych. Ludzie zaczną okładać się kamiennymi pałami i przestaną używać perfum! A wszystko przez ten diabelski wynalazek, ten, ten… Jak to się nazywa?
    
     - Telefon, droga ciociu…
    
    
    
    
     - Telewizja? – dziadek Michał prychnął tylko z pogardą. – Jakiś nowomodny wynalazek, który nie przetrwa nawet roku. Radio, o, to jest potęga! Ale ta wasza telewizja… Śmiechu warte!
    
    
    
    
     - Ja już jestem stara – Koleżanka Małżonka ze smutkiem położyła głowę na moim ramieniu. – Ja już nie przystaję do nowych czasów.
    
     - Co się stało? –objąłem ją i przytuliłem.
    
     - Bo spotkałam się z psiapsiółkami w kawiarni – szepnęła ze smutkiem. – I obok siedziała grupka młodzieży. I oni w ogóle nie rozmawiali! Każdy gapił się w komórkę, jakby pozostałych nie było. Co chwila któryś zaczynał rechotać, pokazywał ekran pozostałym i dalej nos w komórkę. Przecież ci ludzie w ogóle nie potrafią ze sobą rozmawiać! Po co oni w ogóle się spotykają?
    
     Westchnąłem…
    
     - Ty to chociaż umiesz się posługiwać tym całym smartfonem – odparłem. Co ja mam powiedzieć? Idzie nowe, nie ma na to rady.
    
     - Ale przecież to jest kalekie pokolenie! – odezwała się znów. – Jak oni będą rozwijać więzi międzyludzkie? Jak stworzą społeczeństwo?
    
     - Przez komórkę pewnie – zamyśliłem się. – Wiesz, ja też myślę, że mowa będzie zanikała. Ludzie nie będą umieli ze sobą rozmawiać, ale wcale nie będą tego potrzebowali. Rozmowa najpierw będzie uważana za obciach, a potem wręcz za nietakt. Nawet gdy zapytasz kogoś o drogę, to zapytany spojrzy na ciebie jak na dinozaura i czym prędzej ucieknie, bo po kimś takim, to wszystkiego można się spodziewać. I zaraz wyśle wiadomość do grona znajomych.
    
     „Ale przypał! Ktoś mnie pytał o drogę, jakby nie mógł sprawdzić na GPS w komórce!”
    
     Oczywiście, jednym cięgiem i bez znaków przestankowych, bo szkoda na nie czasu.
    
     A pierwsza odpowiedź będzie brzmiała:
    
     jakmoznabyctakzlewychowanym*******
    
     Idzie nowe. Znów…
    
    
     __________________________________
    
* wybaczcie, ale takie słowa, jak „pani”, „kobieta”, „niewiasta”, „dama” itd. rezerwuję wyłącznie dla przedstawicieli homo sapiens, choćby przez gatunkową solidarność.
    
** oczywiście, bomba wulkaniczna – innych wtedy nie znano.
    
*** konkretnie, to wydał kilka dźwięków, które w domyśle – bo przecież mowy wtedy jeszcze nie było –  oznaczały: „od jednego takiego czegoś tam w górze do drugiego, takiego samego czegoś, tam w górze i nie jest to to, co grzeje”.
    
**** nie mam tu na myśli następcy Ramzesa II, tylko jakiegoś innego człowieka, który hipotetycznie żył mniej więcej dwa tysiące lat przedtem - plus/minus pięćset - i wcale nie mam pewności, że tak właśnie miał na imię.
    
***** tu nie wiem nawet, czy takie imię w ogóle istniało, nie wspominając o osobie!
    
****** nie przerwały do naszych czasów żadne dokumenty, poświadczające istnienie ciotki Eleonory – ale brak dowodu istnienia nie jest dowodem na nieistnienie.
    
******* tłumaczenie: „Jak można być tak źle wychowanym?” – dla tych, którzy, jak ja, jeszcze nie potrafią czytać bez spacji i interpunkcji.


21 komentarzy:

  1. oj noooo, chyba nie jest aż tak źle z tą naszą młodzieżą?... potrafią jeszcze coś jeszcze poza wścibianiem nosa w komórki... mój Młody (17 lat), ostatnio (jak był śnieg..) to poszedł z kumplami na dwór (!) a jak wrócił, to usłyszałam: "poszaleliśmy na sankach jak debile..." ale dobre i to, prawda?.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie będzie to proces gwałtowny. To będzie się zmieniało stopniowo i jeszcze długo gdzieniegdzie będą pojawiały się ogniska "oldskulyzmu". Coraz bardziej będą traktowane jako ciekawostka, jako "trzeba zobaczyć, jak bawili się nasi dziadowie". Coś, jak zabytkowe samochody - będa istniały, ale nie w powszechnym uzyciu.
      Przeciez już dziś niejeden odpowie Twojemu Młodemu: "A ja skoczyłem dziś 130 metrów w Innsbrucku!". Oczywiście, w grze.

      Usuń
    2. no dobra... a mój Młody lubi grać w pchełki ... :)))))))

      Usuń
  2. Cóż, wszak "milczenie jest złotem"...;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym są SMSy? O tym literatura milczy.

      Usuń
  3. Znaki czasu? pewnie tak, ale mnie na myśl przychodzi jeszcze jedno- historia zatacza koło: od komórki...do komórki . Czeka nas: Boskie tchnienie/ bardziej odpowiednie na-tchnienie/, albo wielki wybuch , albo znowu ewolucja. Staram się nie zostawać zbytnio w tyle ze znajomością nowinek technologicznych i obsługi wszelkiej, bo może się okazać,że nie będę umiała wsiąść do tramwaju albo co gorsza umrę z pragnienia, jeśli w zasięgu ręki będą tylko automaty, a ja nie będę wiedziała co do czego. Obserwuję u młodzieży pewne oznaki zainteresowania realem, zaczynają grać w gry planszowe, "bawić się" w podchody, oczywiście nie chcę im psuć zabawy w odkrywców i twierdzić,że to już było za moich czasów, tylko się inaczej nazywało. Uwielbiałam szaleć ze znajomymi po niedokończonych budowach lub starych ruderach, teraz też to w modzie. Inna nazwa, inne gadżety, ale frajda podobna:) Ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście znam gościa, który jeździ Moskwiczem z lat 50. Ale w domu ma jeszcze cztery inne samochody, tak na co dzień.
      Planszówki są dziś tak ciekawe, że grzechem byłoby w nie nie grać. Ale nawet Koleżanka Małżonka woli układac pasjajnsa w komputerze - czym doprowadza nas do szewskiej pasji. My tu myślimy o obronie cywilizacji, o walkach ze smokiem, o transporcie turbiny z Pragi do Frankfurtu - a ona blokuje komputer czymś, co mogłaby z powodzeniem robić na stole!

      Usuń
  4. Młodzież nie pisze bez spacji, tylko używa skrótów. Jedna literka, jedna cyferka, średnik i nawias. I wszystko wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno rozwiną się różne szkoły komunikacji. I zaczną ze soba walczyć. Skrótowcy będa lać bezspacjowców i odwrotnie. Grozi nam powazna wojna.

      Usuń
  5. Wydaje się potwierdzać teoria, że ludzie są wyższymi istotami uwięzionymi w ciałach ssaków. Telefony komórkowe, internet są namiastką wyższego świata, w którym jest telepatia, błyskawiczne przemieszczanie, możliwość oddziaływania potężnymi siłami itp. My jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do tradycyjnych ciał, ale młodzież przeczuwa już możliwość zrobienia kroku naprzód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za trzydzieści lat będzie narzekac na swoje dzieci, które nie będą chciały bawic się komórkami, tylko wymyslą coś innego, co nie będzie chciało pomieścić się w głowach dzisiejszej mlodzieży.

      Usuń
  6. Niestety tak całkiem mowy to ta nasza młodzież nie postradała - tak zwana dorożkarska łacina płynie im z ust niczym piwo z beczki, pełnym strumieniem.
    I tak ogólnie to oni nawet ze sobą rozmawiają, tyle tylko ,że zupełnie nie załapuję tej gwary, bo albo końcówki wyrazów są brzmiące z angielska albo początek wyrazu. Może byłoby się łatwiej połapać gdyby obowiązywały jakieś reguły- np. początek wyrazu zawsze angielski i końcówka polska a nie tak na przemian???
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, jakim językiem będa się ludzie porozumiewali za 30 lat. Bo że będzie to jeden język, nie mam wątpliwości.

      Usuń
  7. W sumie chyba dobrze, że coraz częściej gadam do siebie?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli z wyboru - tak. Jesli z konieczności - nie bardzo.

      Usuń
  8. W jednym z odcinków "Wojny domowej" jest scena, w której starsi "rozmawiają" na rodzinnej imprezie na temat "dzisiejszej młodzieży". Ogólnie idzie o to, że niewychowana, że źle się odnosi do starszych, że używa niewłaściwego języka.
    Mimo upływu pięćdziesięciu lat widzę, że tematy się nie zmieniły.

    Rzecz w tym, ze my byliśmy tacy sami, tylko inne były okoliczności przyrody.
    Dzisiaj w domu mam dwójkę nastolatków. W rodzinie kolejnych kilka osób. Nie widzę po nikim specjalnego zdziczenia obyczajów, a wręcz uważam, ze byłem bardziej wisusowaty.
    PIło się wino pod krzakiem, kradło tablice autobusowe na osiemnastkę koleżanki i łaziło po "dzielni".
    I co? Ano wyrósł ze mnie mąż całkiem spokojny ojciec i parę jeszcze zalet by się znalazło.
    Ja widzę, że "dzisiejsza" mlodzież jest o dużo stabilniejsza "wczorajszej młodzieży".
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myslę, że już pierwotniaki narzekały na swoje potomstwo. Że jakieś świństwa jedzą, że w ogóle nie interesuje ich kultura (bakterii), że zamiast przyzwoitego podziału coraz częściej zaczynają się łączyć w jakieś pary i kolonie - no, kto to widział! No nikt - wtedy jeszcze oczu nie było...

      Usuń
  9. Kiedy już tak zwaptie w ten dzisiejszy swiat, kiedy już mi "dobre" wiadomości tak wychodzą bokiem, ze czytac ani sluchac już nie mogę, kiedy zaczynam myslec, ze zmierzamy do samounicestwienia i degradacji, to przypomina mi się cytat z " Jurassic Park" :
    " Natura zawsze znajdzie sposób" - i w sumie okazuje się , ze to prawda... Unicestwiamy się już od tylu tysięcy lat na wszelkie sposoby, a jednak natura ciagle gora :)
    Jak już skomputeryzuja nas samych , nasze pożywienie zastapia sztucznym, my i nasze myśli będą stale monitorowane , a ludzie będą produkowani tylko za pieniądze i na zamówienie przez pol-maszyny , to natura jakos sobie poradzi...
    Mam taka nadzieje.
    Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natura sobie poradzi. Z człowiekiem, lub bez niego.

      Usuń
  10. Ja już czegoś takiego doświadczyła, prawie na własnej skórze. Otóż siedziałam w knajpie na urodzinach koleżanki, przysłała jej smsa inna koleżanka z pytaniem jak do tej knajpy trafić i komentarz jubilatki oraz jej najbliższej przyjaciółki brzmiał "nie może sobie wyguglować?" załamka...... na każdym poziomie....

    OdpowiedzUsuń