Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


poniedziałek, 18 marca 2019

Nie zagryzły go wilki

     A jeszcze tak niedawno o nim wspominałem. Fakt, tylko raz na tych łamach. W dodatku wymieniłem go, jakby był przestępcą: Andrzej M. Opowiadałem Wam o jego mrożącej krew w żyłach  przygodzie z wilkami

     Rozmawiałem dziś z Leśniczym - też tym samym, co poprzednio. Przekazał mi niewesołą nowinę. Andrzej zmarł w sobotę.

     A taką miałem nadzieję, że sam mi o tych wilkach opowie. Zawsze to wiadomość z pierwszej ręki. W dodatku dokładna, bo on również był leśniczym i również o lesie wiedział wszystko. To była bardzo barwna postać. Człowiek obdarzony ogromnym poczuciem humoru, zawsze roześmiany, z tym filuternym błyskiem w oku. Z powodu fizycznego podobieństwa do Ryszarda Filipskiego, niektórzy mówili na niego Hubal.

     Pełnił ostatnio funkcję łowczego, choć sam już nie polował. Zdrowie nie pozwalało mu na długie włóczęgi po lesie. Brakowało mu już sił. Jedynie w oficjalnych polowaniach brał udział, ale też tylko urzędowo, z obowiązku, bez broni. Siadał siebie gdzieś z boku i obserwował. Na propozycję Leśniczego, żeby poszedł z nim, uśmiechał się tylko i machał ręką.

     - Zanim ja tam dojdę, tę gęsi już odlecą.

    Leśniczy był z nim bardzo zżyty. Ba, nawet w niego zapatrzony, jako że Andrzej był o kilka lat starszy. Znali się przecież od lat chłopięcych. Potem uczeń przerósł swego mistrza i Andrzej stał się jego zastępcą. Nadal się przyjaźnili i szanowali, a jedyne reprymendy, jakie dostawał od Leśniczego, były o palenie papierosów. Leśniczy nie palił nigdy i nie znosi tego zapachu.

     - Andrzej - mawiał, - rzuciłbyś te papierochy! Zdrowie sobie zrujnujesz.

     - Próbowałem - wzruszał ramionami. - Nieraz próbowałem. Ale to nie tak łatwo...

    Kto wie, czy to ten nałóg tak bardzo nie skrócił mu życia.

    Przed oczy powraca mi dziś obraz, jak idzie leśną polaną w kierunku wału nad rzeką. Długi płaszcz, sztucer na ramieniu, nad nami Księżyc w pełni, wokół nas dzika przyroda. I opowiada Leśniczemu o swej ostatniej przygodzie - szeptem. Bo las nocą jest jak świątynia - udziela się człowiekowi ten nastrój. Wszechobecna cisza, w której każdy obcy dźwięk brzmi jak hałas. A ja drepcę za nimi, przysłuchując się tym barwnym i ciekawym historiom.

     Tak go zapamiętam.

     

czwartek, 14 marca 2019

Do kabestanu chłopcy wraz!

     No, nie do końca. Jeszcze za wcześnie. Wprawdzie sam kabestan już jest, ale jeszcze do niczego nie podłączony. Zwłaszcza do kotwicy, bo kotwicy jeszcze nie ma.

     Moja fregata zaczyna nabierać kształtów. Powoli, bo jednak stopniowo dostaję co-nieco do roboty i mogę się nią bawić jedynie w przerwach. Od ostatniego razu jednak coś tam jej dorobiłem. Na przykład, dwa zejścia na pokład artyleryjski, wspomniany kabestan, strzelnice, stengi, reje, czy prawie całe olinowanie stałe. Zresztą, sami zobaczcie.

Moja wielka fregata od dziobu. W zasadzie, w tym stanie mógłbym ją już zwodować.

     Jak pewnie zauważyliście, dostała kolorów. Niestety, jest tu pewien szkopuł, że nie można ich rozdzielać dowolnie. To znaczy, można by, gdybym każdy jego element modelował oddzielnie, ale wtedy części byłoby tyle, że sam bym się w tym pogubił. Dlatego też kadłub jest jedną bryłą, podobnie jak kasztel, pokład, czy każdy z masztów, wraz z osprzętem.

     Ci, którzy wiedzą coś o żaglowcach, z pewnością zauważyli, że w zasadzie nie jest to rasowa fregata, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jako typ żaglowca - bo ma na stermaszcie bom i gafel, choć powyżej sterczy tez reja. Takie ożaglowanie wystarczy, aby żaglowiec nazwać fregatą, choć nie pełnorejową. Jako klasa okrętu też nie jest nią do końca. Wprawdzie ma jeden pokład artyleryjski, ciągnący się od dziobu do rufy, ale na rufie ma kasztel i to niemały. U fregaty powinien być on obniżony - i jest, bo ma tylko jeden pokład - ale rasowa fregata w ogóle nie miała żadnych nadbudówek. Mimo to, zdecydowałem się na takie rozwiązanie, bo inaczej nie miałbym gdzie urządzić swojej luksusowej kajuty.

Kasztel ma aż pięć luksusowych kajut, z czego największa, ta z balkonem, znajduje się na samej rufie.
          Co to będzie, jak zacznę ją urządzać! Mam zamiar władować tam duży stół, wygodne łóżko, biblioteczkę, szafę z mundurami na każdą okazję i stojak na szpadę. No i na kapelusz! Kapitan musi mieć kapelusz. Bez kapelusza nie ma kapitana.

     Trochę będzie mnie drażnił tupot stóp po mostku, ale jakoś to przeżyję. Zafunduję swoim marynarzom buty na kauczukowej podeszwie. Kauczuk chyba był już wtedy znany, prawda? Mówimy tu o drugiej połowie XVII wieku, bo z tego okresu pochodzi mój okręt. Starszy nie może być, bo za bardzo podoba mi się koło sterowe.

     Skoro już o tym mowa, jak podoba Wam się mechanizm steru? Przyznam się Wam, że wymodelowanie czegoś takiego było dla mnie - nowicjusza - prawdziwym wyzwaniem. Najbardziej namęczyłem się przy linach, zwłaszcza tej jednej, nawiniętej na szturmwał. Tak potocznie to nazywano, choć nieprawidłowo, bowiem prawdziwy szturmwał to coś zupełnie innego. Tak nazywa się w rzeczywistości część przekładni ślimakowej, używanej do poruszania sterem, a nie zwykły bęben z nawiniętą spiralnie liną. Ale "szturmwał" ładnie brzmi.

Nie mam pojęcia, jak naprawdę wyglądał taki mechanizm, ale od czego konstruktorska żyłka? Tak mogło to wyglądać, a najważniejsze, że na pewno mogło działać
     A dla tych, którzy kręcą nosem na mój sławny okręt, zdjęcie poniżej. Tak mniej więcej będzie wyglądał ostatni widok tych, których nim staranuję. Oczywiście, będzie bardziej złożony. Na pewno na dziobie dodam kotwicę i dziobową baterię. Może nawet wyrzeźbię jakiś ładny galion - znaczy tę ozdobną figurkę pod bukszprytem. Jeszcze nie wiem jaką. Syrenę? Za bardzo kojarzy mi się z pewnym miastem i tamtejszą bandą przestępców, którzy raz na cztery lata przypominają sobie o obywatelach. Kostuchę? Pasowałaby do pirackiego okrętu, ale to ma zdobić, a nie szpecić. Atakującą Valkirię? Za bardzo germańskie i za mocno trąci Wagnerem. Może popatrzycie sobie na ten obrazek i komuś z Was przyjdzie coś do głowy? Zwycięzca konkursu może ode mnie zażądać notki na podany przez siebie temat. Chociaż już się tego boję...

Ojej, staranuje nas! Atakuje! Uciekajmy do domu! Kaźmirz, zostaw tę pastowaną kabanę i zwiewaj!