Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


czwartek, 9 października 2014

Rodzina zespolona

     I tak sobie żyjemy, w spokoju, całą piątką.
    
     Tak, piątką, bowiem nasza rodzina powiększyła się o jedną osobę. Nie, to nie to, co myślicie! Na dzieci jesteśmy już za starzy, na wnuki - mam nadzieję - jeszcze za młodzi. Rodzina powiększyła się o część urojoną, czyli po prostu Anię. I tak, przynajmniej z matematycznego punktu widzenia, staliśmy się rodziną zespoloną. Jak pamiętamy z matematyki - albo i nie - oprócz liczb rzeczywistych, istnieją też tzw. liczby zespolone, składające się z dwu części: rzeczywistej i urojonej. Nasza rodzina weszła więc w odmienny model matematyczny.
    
     Chłopcy czują się trochę nieswojo, mając świadomość obcej kobiety, szwendającej się po mieszkaniu. Żeby było gorzej, nigdy nie wiedzą, gdzie ona jest. Obejrzeli sobie tylko jej zdjęcie na Googlach i stwierdzili, że "w sumie, mogłaby być, gdyby nie była taka stara". Nie ma jeszcze trzydziestu lat - ot, przesunięcie skali...
    
     Koleżanka Małżonka trochę się dąsa. No, nie dziwię się, ja też bym się dąsał, gdyby mi do mieszkania sprowadziła obcego faceta! Chyba trochę mi nie dowierza, gdy zapewniam ją, że jako kobieta, Ania nie interesuje mnie zupełnie. I mówię to całkiem szczerze! Koleżanka Małżonka widzi mi się znacznie atrakcyjniejszą i to pomimo większej liczby lat na karku. Ania jest bardzo miła i sympatyczna, ale to Koleżanka Małżonka ma w sobie to "coś". Zresztą, nie pierwsza to urojona postać, która mi towarzyszy i do żadnej jakoś nie "czułem mięty". Najpierw, gdy byłem jeszcze kilkuletnim szczylem, był to Upiór. Rzecz osobliwa, ale właśnie on był moim przyjacielem na niby. Nie zapomnę tej zniekształconej twarzy i ciemnych oczodołów, w których nie było widac oczu, tylko dwie błyszczące iskierki. Był dobrym przyjacielem, ale był ze mną krótko. Nie wiem, co się z nim stało. Później była to Sally z książek Szklarskiego - zawsze dziwiłem się, że łazi w tropikalnym stroju i nie jest jej zimno, chociaż juz listopad. Potem, bo obejrzeniu jednego filmu, łaził za mną wyścigowy motocyklista i toczył ze mną długie dysputy o miłości, śnierci i życiu w ogóle. Inny film, kilka lat później, przysłał mi na służbę pewną panią kapitan z U.S. Navy. A jeszcze dwa lata temu Slash we własnej osobie łaził za mną krok w krok i smrodził mi pod nosem urojonymi papierochami. Cuchnęły tak samo, jak rzeczywiste. A teraz Ania zawadiacko mruży oczy i bez przerwy się ze mnie nabija. Zresztą, nie pozostaję jej dłużny.
    
     Ja sam też czuję się nieswojo. Zwłaszcza pod prysznicem. Postanowiłem więc trochę schudnąć, żeby poczuć się, jeśli już nie atrakcyjniejszy, to chociaż mniej żałosny. Zacząłem od poniedziałku. Mniej jem, więcej się ruszam. I tym sposobem, przez cztery dni utyłem o jakiś kilogram... Dlaczego tak trudno jest schudnąć? Staram się rozmawiać z nią po cichu, żeby nie deprymować pozostałych domowników. Najlepiej, gdy jesteśmy sami. Na przykład w drodze do pracy, albo w czasie wieczornej przebieżki.
    
     Powoli się przyzwyczajam. Zwłaszcza, że Ania nie jest wymagającym domownikiem. Nie zapycha mi szafy swoimi ciuchami, nie potrzebuje osobnego nakrycia do stołu - ma własne, też urojone - nie podpija mi nalewek, a nawet jeśli już jej się zdarzy, to wypija tylko jej część urojoną, która i tak nie ma dla mnie żadnej wartości. Chociaż podobno ta część urojona jest lepsza... Ma to też złe strony - nie da się jej namówić, żeby rano wstała wcześniej i poszła po bułki. To znaczy, da się, owszem, jak najbardziej, ale nie umiem jej wytłumaczyć, że ma przynieść bułki rzeczywiste, a nie urojone. Ona tego nie rozumie. A niby taka mądra!
    
     Dziś Ania jest trochę zajęta, więc mam chwilę spokoju. Pracuje dość daleko i zapowiedziała, że dziś wróci późno i mamy na nią nie czekać z kolacją. Ale za to jutro ma wolne! Cały dzień z babą na karku! Dlatego postanowiłem jutrzejszy post napisać już dziś, bo jutro nie będę miał za dużo czasu.
    
    
     

38 komentarzy:

  1. Nit, nie da się już wrócić do przeszłości, ale teraźniejszość też daje pewne możliwości. Pilotem wojskowym juź nie będziesz, ale zawsze można zrobić licencję i polatać dla przyjemności (taka przenośnia, albo nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że daje, nieraz znacznie więcej niż przeszłość. Ale czasem daje tylko namiastkę tego, co przeszłość i czasem ta namiastka jest zbyt uboga, aby mogła zadowolić. Są też rzeczy, które można zacząć później - najwyżej dojdzie się tylko do połowy drogi - ale są i takie, które można zacząć tylko do okreslonego momentu, potem szlaban, bo praw fizyki, ani biologii siięnie przeskoczy.
      Dobry przykład z tym lataniem - to bardzo podobna sytuacja. A propos latania dla przyjemności, tu chyba najwięcej ma do powiedzenia lekarz. Z tego co wiem, z moim nadciśnieniem i astygmatyzmem, nie mam wielkich szans na latanie. No, niestety, wiek nadaje pewne ograniczenia. I, oczywiście, finansowo nie wydolę, bo to drogi sport. Ale nie płaczę z tego powodu - zawsze pozostaje mi wczytanie jakiejś gierki i polatanie po Wirtulandii. Zresztą, jako pilot wojskowy, byłbym już zapewne od dawna na emeryturze, więc nie robi mi to różnicy - chyba że finansową.

      Usuń
  2. Po co było mieszać do tego żonę?
    Kobiety nie zachowują się w takich razach rozsądnie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są aż trzy powody, dla których Koleżanka Małżonka musiała się o tym dowiedzieć.
      Po pierwsze, nieuczciwe wobec niej byłoby ukrywanie faktu, że po jej mieszkaniu szwenda się obca baba. Nie pobieraliśmy się po to, aby się wzajemnie oszukiwać.
      Po drugie, musiałem jej jakoś wytłumaczyć, z kim właśnie rozmawiam. Inaczej odesłałaby mnie do psychiatry.
      Po trzecie, Ania prosiła, żebym ją przedstawił żonie - no i jakoś tak odruchowo poszło...

      Usuń
  3. Urocze.......:))), taka (prawie) pełna harmonia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa... A ile mnie ta harmonia nerwów kosztuje, to wiem tylko ja...

      Usuń
  4. Może z matematyki to niekoniecznie, ale z elektrotechniki na pewno:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy uczył się elektrotechniki, ale matematykę miał w szkole każdy. Swoją drogą, do dziś nie wiem, gdzie się tego używa. W budowie maszyn nie...

      Usuń
  5. Oj, coś mi to wszystko zdaje się podejrzane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie? A co ma powiedzieć Koleżanka Małżonka?

      Usuń
  6. Opisujesz właściwie ideał rodziny. Przypominają mi się sentymentalne powieści Arkadego Fiedlera o obyczajach Ameryki Południowej. Każdy szanujący się ojciec rodziny oprócz żony i dzieci utrzymywał oficjalną kochankę. Ja mogę tylko o tym marzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak dzisiejsi kardynałowie... Onet podaje, że oficjalnie ogłoszono w Watykanie, że każdy monsignore może kupić miesięcznie 500 [słownie - pięćset] pudełek papierosów [w tym 200 - słownie DWIEŚCIE ze zniżką] oraz 200 l taniej benzyny. Indianie a nawet haciederos u Fiedlera takich możliwości nie miewali... "Dobrze, dobrze być cysorzem"... A ja - cholera - nie dość, że nie jestem kardynałem, to jeszcze nawet nie palę...

      Usuń
    2. Górnicy mają deputaty, to czemu nie i kardynałowie.

      Usuń
    3. Niech mają, ale dlaczego w papierosach? Jeszcze nie spotkałem palącego księdza i zdaje się nawet - ale tu nie jestem pewien - że Kościół zdecydowanie ten nałóg potępia. Dlaczego nie np. w prezerwatywach? Przynajmniej by sobie baloniki porobili.

      Usuń
    4. A propos kochanki - Ania zdecydowanie nią nie jest. To nie ten typ. Owszem, niczego jej nie brakuje, ale akurat damsko-męskie abordaże nie wchodzą w grę i to nie dlatego, że jest urojona, bo nie sądzę, by przy nawet średniej dozie wyobraźni było to jakąkolwiek przeszkodą. O kochankach urojonych postów nie piszę, bo to jedna z tych rzeczy, którymi nie lubię się dzielić.

      Usuń
  7. Chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak Ankę czymś zająć. Dać jej zajęcie, niech ma, niech się zainteresuje, a od Ciebie odczepi. Dobrze Dreamu gada... polać jej wina!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że ona zawsze ma wolne. Przecież teoretycznie powinna być bardzo zapracowana. Ta rzeczywista jest, a ta urojona jakoś nie. No, ale jak ją zmusić do roboty?

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd we mnie taka intuicja, ale coś mi mówi, że ten komentarza nie wyraża zachwytu.

      Usuń
    2. Fakt, zachwyt to to nie jest, ale zaduma i to głęboka, to i owszem:)

      Usuń
    3. No właśnie, Ania od razu mi to powiedziała...

      Usuń
  9. Najpierw był raj utracony, teraz urojona Anka.Wiesz, dobrze to nie brzmi, choć może trochę i śmiesznie jest. Urojenie, to jednak urojenie i lepiej się do niego/niej/ zbytnio nie przyzwyczajać. Z drugiej strony , co nas nie zabije, to nas wzmocni, a Anka wpływy swoje ma. Nie mogę tylko pojąć ,skąd w niej taka siła sugestii , albo w Tobie taka słabość. Ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za nią, niby pułk wojska za dowódcą, stoją jej osiągnięcia - a ja na polu stoję sam. Jak widzisz, siły nierówne - ma liczebną przewagę.

      Usuń
    2. Co Ci tam będzie"pluła w twarz" osiągnięciami, wszak może one także urojone? No to co ,że widziałeś w telewizji,przecież TV kłamie, a jeśli nie, to zdrowo naciąga. Ha.

      Usuń
    3. Toteż ona tego nie robi. Mnie sam jej widok przypomina o przepaści, jaka nas dzieli. A jej odsiągnięcia są prawdziwe...

      Usuń
  10. Nitager, część urojona ma olbrzymie znaczenie, nie potrafiłbyś podać równania ruchu drgającego, gdyby nie ona. A w rzeczywistości? Że zacytuję słynny fragment kultowej produkcji obrazujący użyci części urojonej w życiu codziennym:
    "A GDYBY TU BYŁO PRZEDSZKOLE W PRZYSZŁOŚCI...?!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam już tych równań - to było bardzo dawno, a ja nigdy nie musiałem ich używać. Nie pamiętam jednak, żeby występowały tam liczby urojone. No, ale moja pamięć nie jest mocnym argumentem.
      No i jest różnica między urojeniem i planami perspektywicznymi ;)

      Usuń
    2. Bo samo równanie liczb urojonych nie zawiera, jedynie jego wyprowadzenie wymaga rozwiązania równania różniczkowego, w którym trzeba się podeprzeć liczbami zespolonymi (trzeba wyciągnąć pierwiastki z liczb ujemnych).

      Usuń
  11. Nitager, kiedy mój Mąż zatopi się w zadumie nie śmię Mu w tym przeszkadzać, wtrzymuję oddech, aby ze swojej strony zakłóceń nie stwarzać, bo przecież , tak jak każdy z nas, ma swój niepowtarzalny Świat, a ja czuję się wyróżniona, że tak blisko pozwala mi być. Tak, Anię toleruję i przyjmuję jak cząstkę nas, bo jest CZUCIEM.
    P.S.
    Dziękuję Ci za ten tekst właśnie teraz i pozdrawiam najserdeczniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy, czucie ze mnie wylazło i stanęło obok. A potem poszło wziąć prysznic i uwaliło się w moim fotelu...
      Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby wyprowadziła się do Ciebie... ;)

      Usuń
  12. Zadawaj pytań wiele. Otwórz cały worek niech wysila się na odpowiedzi, zadawaj pytania filozoficzne o sens życia o możliwości o jasnowidzenie zahacz. Masz niepowtarzalną okazję dowiedz się jak najwięcej .... o sobie samym, bo skoro czyta w myślach jest zapewne częścią Ciebie samego. O takiej pisał Mulford. Każdy mężczyzna ma w sobie pierwiastek kobiecy każda kobieta męski. Dowiedz się, warto zadawaj pytania osobiste najbardziej, to silny związek warto więc. Jest tak jak pięknie pisze nutka powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj ;)
    Nitagerze- wszystko z Tobą dobrze? kolejne urojenie?! nic nie rozumiem.
    Ja tam cieszę się piękną jesienią, korzystam z życia: wycieczki, bale i tym podobne- jest dobrze :)
    Pozdrawiam, mile na udany nowy tydzień, bez urojeń ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś przeczytac poprzedni post, żeby zrozumieć. Ano, przytrafiło mi się, ale skoro przytrafiło się to też takiemu Johnowi Nashowi, to chyba nie ma czego się wstydzić - jestem w dobrym towarzystwie. I to moje urojenie jest tylko połowiczne - bo zdaję sobie sprawę, że to tylko urojenie.

      Usuń
  14. A może ta Ania pojawiła się po to, żebyś jednak coś z tym zrobił?!
    Czy wolisz poczekać, aż odejdzie bezpowrotnie....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zmobilizowała mnie do zrzucenia kilku kilogramów. I chyba nic więcej jej się nie uda.

      Usuń
  15. "Mniej jem, więcej się ruszam. I tym sposobem, przez cztery dni utyłem o jakiś kilogram..." - mam to samo.... :/
    Weź no jej powiedz, żeby się zabrała z Twojego zycia, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to tak, do kobiety? Mam ją wygnać spod własnego dachu? Na poniewierkę? Żeby jeszcze latem, ale teraz ją eksmitować? Toż to nie po bożemu!

      Usuń