Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


środa, 21 listopada 2012

Dynastia

     Sympatią do Jerzego Stuhra zapałałem, jak większość moich rówieśników, po jego brawurowo zagranej roli Maksymiliana Paradysa w "Seksmisji". Wprawdzie znałem go z wcześniejszych kreacji, w takich filmach jak "Amator", czy "Wodzirej", ale dopiero wtedy jego twarz zyskała dla mnie nazwisko i przestał być jednym z bezimiennych aktorów, których nazwisk nigdy nie umiałem spamiętać.

     Zainteresował mnie. Zacząłem z większą uwagą oglądać filmy, w których grał. Za każdym razem wzbudzał we mnie uznanie - nawet, jeśli grał role nie do końca sympatycznych ludzi. Jego gra była po prostu inna, bardziej wyrazista, bardziej też naszpikowana zwykłymi, ludzkimi odruchami, o których inni aktorzy często zapominali. Zachwycił mnie również w teatrze. Rola kontrabasisty powaliła mnie na kolana, a za rolę molierowskiego pana Jourdain po prostu go pokochałem.

     Dlatego też z mieszanymi uczuciami przyjąłem do wiadomości informację, że jego syn postanowił pójść w ślady ojca. Synowie wybitnych aktorów rzadko osiągają poziom przeciętnego aktorzyny, a najczęściej kończą na jednej, czy dwu rolach, zagranych wprawdzie poprawnie, ale bez charyzmy. Zawsze wtedy przed oczami mam postać Jasona Connery, który po krótkiej wycieczce do Sherwood, zniknął zupełnie z małego ekranu, a na wielkim w ogóle nie zaistniał. Wyjątki, jak Michael Douglas, tylko potwierdzają regułę.

     Syn gwiazdora ma jednocześnie większe i mniejsze szanse, by samemu zabłysnąć. Większe, bo znane nazwisko otworzy mu więcej drzwi. On często nie zostanie pominięty w castingu tylko dlatego, że nosi znane nazwisko - ludzka rzecz, ja na miejscu reżysera też byłbym ciekaw, jak on sobie z rolą poradzi. Łatwiej też dlatego, że ojciec może posłużyć mu radą, może przekazać mu kilka własnych sekretów, może zdradzić mu kilka szczegółów, kilka drobnych tricków, które wyróżnią go z tłumu. Trudniej, bo znane nazwisko to ciężkie brzemię i niełatwo jest je dźwigać. Taki aktor (o mało nie powiedziałem "taki syn" - ale przysięgam miałem to na myśli wyłącznie w znaczeniu "syn znanego ojca") niejako z automatu będzie porównywany do swego ojca - i to nie tylko przez ekipę, czy krytyków, ale też przez widzów, a przede wszystkim przez "wszystkowiedzących" dyletantów, dla których jest to jedna ze znakomitych okazji do odegrania swojej własnej roli - roli znawcy.

     Maciej Stuhr znakomicie poradził sobie z tym ciężarem, a danych mu w życiu szans z pewnością nie zmarnował. Niewątpliwy talent przekuł na równie, co u ojca, wyrazistą grę, ale bez zbędnego naśladownictwa. Stworzył swój własny styl gry, a sympatię zdobyły mu nie tylko zagrane role, ale też pogodny charakter i - co podkreślam - skromność. Odnoszę wrażenie, że Maciej Stuhr ze wszystkich sił i na każdym kroku walczy ze sobą, aby zbytnio nie gwiazdorzyć i jak na razie mu się to udaje. Być może mylę się w jego ocenie - w końcu nie znam go osobiście, a jedynie z TV - ale kilka lat temu znajomy opowiedział mi o nim kilka słów. Znajomy ów pracował w marketingu i do jego obowiązków należał tez udział w przeróżnego rodzaju "imprezach między firmowych". Bywało, że takie imprezy uświetniał występ jakiejś piosenkarki, czy monolog jakiegoś znanego aktora. Raz był to Maciej Stuhr. Kręciłem głową z niedowierzaniem, gdy opowiadał mi, jak to aktor spięty i skoncentrowany, nie reagując na żadne zaczepki, łaził w tę i z powrotem po korytarzu, przygotowując się do występu. Taki, znany już wtedy i otrzaskany z estradą aktor, a jednak odczuwał tremę przed występem "do kotleta"? A jednak! Dopiero po występie, gdy odebrał już należne mu brawa, rozluźniony i z wyraźną ulgą wdał się w pogawędkę i żartobliwą gadkę z "chłopcami-marketingowcami". Znajomy odniósł wtedy wrażenie, że prywatnie Maciej Stuhr jest człowiekiem bardzo nieśmiałym i zamkniętym w sobie. Jestem skłonny w to uwierzyć - być może to właśnie powstrzymuje go przed gwiazdorskim stylem bycia. W końcu, by zostać w Polsce celebrytą, wiele nie trzeba - znane nazwisko to więcej niż dość, aby kolorowe pisemka zapełniły się jego fotografiami.

     Ostatnio na głowę pana Macieja posypały się gromy. Wiemy, z jakiego powodu, więc nie będę powtarzał, bo i tak każdy wie. To po prostu pokłosie "Pokłosia" i taką reakcję części publiczności - zwłaszcza tej części, która filmu nie widziała i nie ma zamiaru go oglądać - można było przewidzieć. Maciej Stuhr poskarżył się niedawno, że porównuje się go nawet do terrorysty Breivika.

     I tu pozwolę sobie powiedzieć kilka słów Maciejowi Stuhrowi.

     Panie Maćku,

     Pozwalam sobie na pewną poufałość, bo dość często gości Pan w moim domu, choć bez rewizyty z mojej strony. Zamiast ubolewać z powodu porównań do "bohaterskiego" mordercy bezbronnych dzieci, może warto to wykorzystać?

     Nie da się ukryć, że fizycznie jest Pan do tego przestępcy podobny. Trzeba tylko zapuścić taka samą, idiotyczną bródkę. Potrzebne jeszcze będzie tylko kretyńskie samozadowolenie w oczach - no, z tym u Pana będzie trudniej, ale wierzę w Pańskie aktorskie zdolności. Trzeba rzucić w świat taki pomysł! Trzeba zainteresować producentów, aby nakręcono o tej tragedii film! Temat jest wystarczająco głośny, by zainteresowali się tym hollywoodzcy producenci. Proszę wysłać swoje zdjęcia na casting! Jestem pewien, że zostanie Pan przynajmniej zaproszony na próbne zdjęcia, a nie wydaje mi się, żeby jakiś amerykański aktorzyna przebił Pana w umiejętnościach kreacji postaci. Trzeba tam wejść i, jak Breivik... Nie, to zły i niesmaczny przykład. Raczej jak Metallica - "Kill'em all!". I wtedy stanie się Pan prawdziwą gwiazdą, międzynarodowego formatu - czego szczerze Panu życzę! I jestem przekonany, że gdy znajdzie się Pan już w tej szalonej pralce, jaką jest Hollywood, pokaże im Pan, jak to naprawdę się pierze - to się pierze fantastycznie!

     I wierzę, że gdy otrzyma Pan już Oscara (nie wiem, dlaczego, ale zawsze w takich sytuacjach mam przed oczami Cezarego Kosińskiego w filmie "Pieniądze to nie wszystko", jak próbuje zadrapać statuetkę paznokciem i z dezaprobatą prycha: "Pozłacane, kurewstwo!"), pozostanie Pan takim samym człowiekiem, jak dziś - skromnym i pogodnym.


Pozdrawiam serdecznie
Nitager - anonimowy bloger

     A zatem, rzucam pomysł: nakręcić film, na podstawie bolesnych wydarzeń z wyspy Utoya, z Maciejem Stuhrem w roli Breivika! Teraz oczekuję na ruch filmowców. Tylko szybko, bo nie mam zamiaru czekać długo!


 

36 komentarzy:

  1. Jedna obawa. Ludzie utożsamiają aktorów z rolami. Obawiam się, że część dziś plująca na Macieja S. (którego uwielbiam i cenię, na równi z ojcem i nie za nazwisko, a za kunszt aktorski), będzie domagała się kary śmierci i kto wie co za tym może pójść.
    Ale Oscar jak nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się, aby go doceniono, prawda? Zwłaszcza po tych wszystkich pomyjach, niezasłużenie wylewanych na jego głowę.

      Usuń
    2. Pewnie, że chciałoby się.
      Ale nasz naród, niestety, pierwszy do zaszczekania na śmierć. Zawodową na przykład.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Owszem, obaj panowie - ojciec i syn - to wspaniali aktorzy.
    Niestety, młodszy zagrał w 'Pokłosiu'. I rzeczywiście - to otwiera drogę do Hollywood.
    Nie piszę tego złośliwie; piszę to z żalem.
    Zawsze boli bardziej, gdy złej sprawie służy ktoś, kto ma wiele talentów i mógłby je wykorzystać w dobrej sprawie.
    Tak, wiem. Z drugiej strony barykady wygląda to inaczej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego uważasz to za złą sprawę? Co widzisz w tym złego? Ale tak konkretnie.

      Usuń
  4. Aktor jest aktorem i ma grać.
    Cała ta sprawa z "Pokłosiem" wydaje mi się totalnie absurdalna. Odżegnywanie aktora od czci i wiary za to, że zagrał i skomentował to, co zagrał jest naprawdę śmieszne.
    Ważne czy zagrał dobrze czy źle.
    Ja Macieja Stuhra widziałem na żywo w "Zbrodni i karze" lata temu. Cenię go za skecze, poczucie humoru i kilka filmów reżyserowanych przez Lubaszenkę. Szybko wyszedł z tej szuflady i bardzo dobrze.
    A jeśli ktoś widzi go jako Brevika? Jest w sumie naprawdę trochę podobny. Powstanie projekt (nie sądzę), dostanie propozycję to zobaczymy czy przyjmie.
    I znowu liczyć się będzie TYLKO to, czy zagrał dobrze czy źle.
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety żaden z panów, ani ojciec ani syn, nie wzbudził nigdy we mnie żywych emocji. ale rozumiem co masz na mysli pisząc swój list do pana Maćka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, no przecież nie w "tym" sensie!

      Usuń
  6. Ideałem by było [przynajmniej dla niektórych "znawców" kina], gdyby każdy aktor grający Hitlera wywoływał Wojnę Światową, każdy grający Jana Pawła II fałszował nielitościwie "Barkę", a każda aktorka grająca...Marię okazywała się "zawsze dziewicą". Stuhrów lubię. POZDRAWIAM.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się pomyśleć, co by sie stało z aktorami, grającymi Jezusa...

      Usuń
  7. Pod wszystkim, okrom tych życzeń coś ich, Waszmość, nieborakowi zaserwował się bym i ja podpisać mógł. A Hollywoodu mu po prostu nie życzę, bo za dobry jest dla tej hołoty....
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż ja nie myślę życzyć mu, by tam pozostał! Jeno tyle, coby tę najbardziej prestiżową nagrodę dostał. Choc po prawdzie, patrząc na niego, nie wiem sam, czy i on by tego chciał...

      Usuń
  8. A długo to dla Ciebie ile? Bo przy stanie kasowym kina...zwłaszcza polskiego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na polskie kino w ogóle nie ma co liczyć - żeby film był głośny, musi niestety zostać nakręcony w USA.

      Usuń
  9. Maciej Stuhr jest dla mnie fenomenem. Fenomenem skromności i szacunku dla wielkich mistrzów. Nie wiem, jak Ty, ale ja odnoszę wrażenie, że dzieci znanych osób naznaczone są buntem przeciw byciu znanym jako syn/ córka tego NAPRAWDĘ ZNANEGO i nierzadko przejawia się to konfliktowością- głównie ze znanym rodzicem, ale też i ze środowiskiem, bo często nie wytrzymują złośliwych uwag. Maciej Stuhr to prawdziwy fenomen. Pomimo talentu i ofert wejścia w świat filmu kuchennymi drzwiami, on ukończył najpierw FILOZOFIĘ na UJ, stawiał kroki na scenie w KABARECIE (świetnym i nadzwyczaj dojrzałym skądinąd- mam na myśli kabaret PO ŻARCIE). Pomimo, że został ciepło przyjęty za swe młodzieńcze role, postanowił zdobyć szkolny warsztat aktorski i ukończył PWST w Krakowie. Nigdy, absolutnie nigdy nie spotkałem jakiejś jego zarozumiałej wypowiedzi, zawsze wyraża się z szacunkiem o dawnych mistrzach, a teraz koleżankach i kolegach aktorkach i aktorach.
    Nitager, Maciej Stuhr poradzi sobie zawsze i wszędzie: w filmie, teatrze, kabarecie, czy w innym zawodzie, bo to człowiek niezwykle pracowity, wykształcony, a przy tym skromny. Może on sobie i mieć szanse na podbój Hollywood, ale to Hollywood powinno skamleć o niego, a nie odwrotnie- w dobie dzisiejszych "nowości" typu remake, najlepiej w 3D, Hollywood dla mnie staje się symbolem kiczu właściwego nowobogackim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Hollywood mam mniej więcej takie samo zdanie, uważam jednak, że tylko Hollywood ma odpowiednie MOŻLIWOŚCI, by nakręcić naprawdę dobry film. Że te możliwości niemal zawsze rozmienia na drobne, to inna sprawa.

      Usuń
    2. Krytykujący Hollywood niech pomyślą, że istnieje jeszcze B o ll y w oo d [a u nas reżyser Karwowski z filmem "Kac Wawa" i reżyser Krauze - na razie bez filmu], a od razu zrobi się im "straszno"!!!

      Usuń
    3. Uzupełnię tylko - Maciej skończył psychologię.

      Usuń
  10. Pomysł po prostu świetny!
    Ja też bardzo cenię i lubię Macieja Stuhra i również wierzę w jego umiejętności i zdolności.
    Może wyślijmy im list z Twoją tą propozycją, my blogerzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale do kogo? Znasz jakiegoś dobrego producenta? Na tyle, żeby nasz list nie wylądował w koszu?

      Usuń
  11. Może by popchnąć przez tę rodaczkę, panienkę blond, zapomniałam imienia, jakiś program z koleżankami zrobiła. Już! Dżoana, przypomniałam sobie. A tak serio to wszędzie chodzi o kasę, gdy w grę wchodzą duże produkcje. Z tym, że o ile pamiętam, to Jurek Kiler żałował, że kasę przekazał na polskie produkcje, bo jak wiemy, niespecjalnie to polskiemu kinu pomogło ;) Stuhrów bardzo lubię, nie widziałam "Pokłosia", ale ciekawa jestem i filmu i roli. Swoją drogą, gdy aktualny Bond zagrał w amerykańskiej produkcji "Defiance" Tewie Bielskiego, szum wokół tematu też się zrobił. Też jako nacja poczuliśmy się znieważeni; nie mówię o mijaniu się z historyczną prawdą, poczuliśmy się znieważani "po całości". Ale Craiga nikt za nogawkę nie szarpał. Ktoś wyżej napisał - aktor to zawód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy można porównywać te dwie sytuacje. D.Craig nie jest Polakiem, nie ma żadnego obowiązku znać wszystkich szczegołów z historii Polski i zwyczajnie mógł nie wiedzieć o zbrodniach banderowców. Z Maciejem Stuhrem sprawa wygląda inaczej - on dobrze wie, o czym mówi ta historia i świadomie zgodził się zagrać w tym filmie. I moim zdaniem chwała mu za to. Wydarzenia z przesłżości między Polakami i Żydami mogą się komus podobać, albo nie, ale nie można udawać, że ich nie było.
      Głosy o braku równowagi i pokazywaniu wyłącznie "ciemnej strony mocy", są moim zdaniem zupełnie niepoważne. O tym, jak Polacy pomagali Żydom, opowiadają inne filmy, jak choćby nagrodzony Oscarem "Pianista". Zresztą, wolałbym, aby o tym opowiadali inni. My sami musimy rozliczyć się z ciemnymi plamami w naszej historii. Twórcy filmu pokazali, że to potrafimy.

      Usuń
    2. Co jakiś czas część naszego społeczeństwa protestuje przeciw oczernianiu Polaków. Kłopot polega na tym, że często nawet nie staramy się dowiedzieć, jaka była prawda, po prostu "naszych biją". Zaraz ktoś się obruszy, ale to taka kibolska mentalność. W imię tych haseł okazuje się też, że są różne prawdy, w tym g.wno prawda, jeśli tylko kłuje w naszą narodową dumę itd. Gdyby zrobiono film o Dmowskim (polski) opierając się wyłącznie na prawdzie historycznej, kto mógłby zagrać głównego bohatera? Pytam, a pytanie następne brzmi - czy ucierpiała by na tym jego kariera zawodowa. W "Pianiście" mamy też pokazane różne postawy. Niemoc zrozumienia, że naród tworzą ludzie, a ludzie są różni - oto co mnie poraża.

      Usuń
  12. popieram każde Twoje słowo... uwielbiam Stuhrów obu, i za powagę, i za dowcip, i za skromność, i za dystans do siebie... a Macieja szczególnie :) ... filmu nie widziałam więc się nie wypowiem ale opinie TYCH ludzi uważam za żenadę... miłego wieczoru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci sami ludzie byliby zachwyceni, gdyby Rosjanie nakręcili film o Katyniu, w którym musieliby uderzyć się w pierś i wyznać swoje winy. Inni powinni je wyznawać, ale my - nigdy!Moralność Kalego...

      Usuń
  13. hmmm...muszę nad tym pomyśleć..i podesłać pomysł tam, gdzie trzeba..Nit - jesteś wielki! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. i kocham czarno - białe, polskie kino..a najbardziej dokumentalne..oraz bluesa ;)

    http://www.youtube.com/watch?v=y8h2hNinrCs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blues to dobra rzecz! Jeszcze lepsza, to Blue Curacao ;)

      Usuń
  15. Bardzo mnie irytuje ten sposób interpretowania faktów, który osobom negującym zamiatanie pod dywan spraw, które miały miejsce, traktują jako pragnienie niesienia w świat negatywnego wizerunku Polski. Pomiędzy skrajnościami jest jeszcze cała masa intencji.
    Co dziwne, często te same osoby twierdzą, że nie należy zamiatać pod dywan, należy żyć w prawdzie, bo inaczej nie ma sensu.
    To absurdalne.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na filmie nie byłam.
    Obu panów szanuję za kulturę słowa i sztukę aktorska. I za to, że są z Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również uwielbiam Macieja Stuhra, jako jednego z garstki młodych aktorów. Swego czasu byłam na występach jego kabaretu "Po Żarcie" i doszłam do takiego samego wniosku - że to normalny człowiek, nie zakażony popularnością, sławą, któremu nie uderzyła woda sodowa do głowy. Nie wiem, czy kabaret jeszcze istnieje. Jeśli tak, to gorąco polecam jego skecze.
    Ttigress

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten film nie jest prawda historyczna, jest tzw "fabula" ktora jest zwyklym klamstwem,a to klamstwo bedzie teraz powielane latami.Nie zdarzylo sie w historii aby jakakolwiek polska wies brala udzial w morodowaniu i ukrzyzowaniu Zydow. Film ten jest filmem nakreconym i sfinansowanym przez polskich Zydow, aby zaszczepic wizerunek Polaka w opinii miedzynarodowej. Piekne wrazenie musi on czynic na mlodziezy izraelskiej, pieknie podsyci nienawisc ich do Polski i naszego narodu. Jesli to wg ciebie jest sluszne i potrzebne - tym bardziej ze oparte na klamstwie i wypaczeniu historii - gratuluje
    Miki

    OdpowiedzUsuń
  19. Pojawia się pytanie: jak głęboko można fałszować przekaz historyczny i czemu ma to służyć?
    Rozmowa z prof. Janem Żarynem, historykiem z IPN, wykładowcą akademickim,
    Mam wrażenie, którego dostarcza sam twórca filmu, że w ludziach wygrywa cynizm, który prowadzi do tego, że chce się być w głównym nurcie kosztem Prawdy. Wiem, że w ten sposób obrażam autora filmu, ale on sam daje argumenty, żeby go nie traktować poważnie. Gdzie są w Polsce mieszkańcy wsi, którzy by kogokolwiek przybijali do krzyża? I to ma być symbol współczesnego Polaka! Filmu też nie zamierzam traktować poważnie, on się nie mieści w jakimkolwiek dialogu i nie ma powodów, żeby nad nim dyskutować. Z diabłem także się nie rozmawia, tylko omija! Natomiast warto dyskutować na inny temat: co się takiego stało, że niepodległe państwo polskie w postaci instytucji odpowiedzialnych za powszechną oświatę wpisało „Pokłosie” do kanonu obowiązujących młodzież lektur filmowych, stawiając go zatem na równi z filmem „Katyń”, czy z filmem o księdzu Popiełuszce? To hańba konkretnych ludzi z kuratoriów, z urzędów miejskich, odpowiedzialnych za kulturę i oświatę, którzy zdecydowali się, żeby tak psuć wykształcenie polskiej młodzieży!

    OdpowiedzUsuń