Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


piątek, 26 października 2012

O nitagerowej wyrywności

   Nigdy nie należy rzucać się na żadną robotę tak, jakby miał to być zając, który zaraz da nogę. Nigdy nie należy spieszyć się z wykonaniem zadania. Jeśli zrobisz coś wcześniej, będziesz musiał robić to po raz drugi - bo szef zdąży w tym czasie zmienić zdanie, klient sie rozmyśli, kolega wpadnie na inny, lepszy pomysł, a cała robota okaże się niepotrzebna.
  
    Niby człowiek wie, a jednak często nadgorliwość bierze nad nim górę.

   Wczorajszy wieczór. Dzwonek do drzwi. Otwieram. Na wycieraczce stoi sąsiadka z dołu i uśmiecha się niepewnie. Po przywitaniu wyjawiła cel swej wizyty.

   - Zalewacie nas, państwo!...

   Wizja powodzi przesłoniła mi rozsądek. Jak lew, rzuciłem się do łazienki, sprawdzić, czy czasem z pralki nie wylała się woda, czy jakaś rura nie strzeliła, a może jakieś krasnoludki odkręciły prysznic i bawią się w gaszenie wyimaginowanych pożarów?
  
   Rzut oka tu, rzut oka tam, rzut oka ówdzie, zanim zorientowałem się, że mam tylko dwoje oczu i głupotą jest rzucanie ich byle gdzie - nic...

   Popędziłem na dół, pociągając sąsiadkę samym pędem powietrza. Widziałem, jak wiatr rzucił jej włosy na twarz. Wpadłem do ich mieszkania jak huragan, nadepnąłem coś miękkiego, co najpierw zapiszczało, a potem dostało szybkiej i silnej czkawki i wpadłem do łazienki. Mój wzrok powędrował w górę, gdzie wskazywał palec sąsiadki.

   Zacieki... Kapiąca woda... Coś musiało się stać!

   Nie pamiętam, żebym wracał na górę - chyba użyłem jakiegoś rodzaju teleportacji.

   Wspominałem, że łazienkę odziedziczyłem po poprzednich właścicielach mieszkania? Nie było czasu, ani, szczerze mówiąc, pieniędzy na remont łazienki, a nie była jeszcze taka zła. Jedynie kabine prysznicową musieliśmy wymienić, bo tamta była potrzaskana. Ale brodzik został. Niestety... Bo ten brodzik był zamurowany ze wszystkich stron! Nie było dostępu do tego, co pod nim.

   Nie było rady - chwyciłem narzędzia i zacząłem niszczyć sobie łazienkę, rozkuwając kafelki. Działałem w pośpiechu, wiedząc dobrze, że im dłużej to potrwa, tym więcej będzie mnie kosztowało. Woda może zalać instalację elektryczną, doprowadzić do spięć itd. Nie minął kwadrans, a w miarę porządną łazienkę przerobiłem na gruzowisko. Ale do syfonu się dostałem!

   Latarka. Pstryk! Patrzę w wykuty otwór. Podziwiam syfon, plastikowe rurki, gazobetonowe klocki pod brodzikiem... I nie widzę nigdzie kapiącej wody!

   Sprawdzam ręką. Sucho! Przechodząca pod brodzikiem karawana wielblądów tylko potwierdziła moje wrażenie.

   Znacie "Pomysłowego Dobromira"? Zawsze, gdy miał jakiś pomysł, nad głową pojawiała mu się taka śmieszna piłeczka, waląca go w czoło. Ja też ją poczułem. Najpierw nieśmiało, delikatnie, potem coraz mocniej i mocniej.

   Rzuciłem narzędzia w kąt. Narobiły trochę hałasu...

   Pobiegłem na dół. Dzwonię. Coś cichy ten dzwonek! Dzwonię jeszcze raz. Chyba nie działa! Pukam.

   Odpowiedział mi znajomy głos silnej czkawki. Zorientowałem się już, że to jakieś zwierzę, ale nie dałem rady odgadnąć, jakie. Pies przecież tak nie wygląda!

   Po chwili otworzyła mi najmłodsza mieszkanka lokalu, ze strachem, wyzierającym z oczu. Dobrze, że zostawiłem ten wielki młot u siebie, bo wyglądałbym jeszcze groźniej! Cały siwy od rozkuwania, zdenerwowany, zdyszany - ja się nie dziwię, że ona się mnie przestraszyła. Zwłaszcza, że rodzice zdążyli opuścić lokal i udać się na spóźnione zakupy do pobliskiego marketu.

   Poprosiłem, by mnie wpuściła do łazienki. Potknąłem się o psa (znaczy, o to coś, co prawdopodobnie było psem, ale możliwe, że była to jakaś nowa, nieznana bliżej forma życia, chorująca na czkawkę), po czym wlazłem na taboret i delikatnie uniosłem panel podwieszanego sufitu. Omiotłem wnętrze uważnym, lustrującym wzrokiem.

   Sucho!

   Poczułem się jak idiota. A to nieprzyjemne uczucie! Bardzo nieprzyjemne! Czułem, jak zaczynam wrzeć. Najpierw w stopach takie dziwne drżenie, potem coraz wyżej i wyżej. Nieznana forma życia podkuliła tylną, puszystą wypustkę i czym prędzej czmychnęła do innego pomieszczenia. Na placu boju została tylko przestraszona gimnazjalistka.

   I to właśnie uratowało całą sytuację. Gdyby był tu ktoś dorosły, zapewne skończyłoby się na pożałowania godnej awanturze. Nie jestem klótliwym człowiekiem, lubię polubowne rozwiązania sporów. Agresywność jeden! Ale myśl, że doprowadzili do tego, iż sam rozwaliłem sobie tę łazienkę tylko dlatego, że nie chciało im się sprawdzić własnej łazienki, była dla mnie strasznie bolesna. Tyle tylko, że ta dziewczynka niczemu nie zawiniła.

   Powinienem jednak zostać tym pilotem! Byłem pełem podziwu dla własnego opanowania i zimnej krwi. Spokojnym głosem wyjaśniłem jej, co ma powtórzyć rodzicom - i były to słowa bardzo, ale to bardzo wyważone i ani trochę nie obraźliwe.

   A potem polazłem do siebie posprzątać i poszukać jakiejś alternatywy dla potrzaskanej płytki i wielkiej dziury pod brodzikiem. Dziś czeka mnie dużo pracy! Do samego wieczora. Chyba po drodze dokonam zakupu jakiegoś napoju energetycznego, w stylu piwo, czy inny rum...

   A potem, jeśli starczy funduszy, może jakieś kafelki, czy coś...

26 komentarzy:

  1. Witaj
    Spokojnie, bez nerwów.
    Nas sąsiadka zalewała często, nic to, bo nie zrozumiała naszych pretensji. Na szczęście już nie wkłada rury od pralki do wanny.
    I nawet mi się pierwsza kłania.
    Pozdrawiam ciepło :)
    Nie przesadzaj z tym napojem, bo krzywo płytki przykleisz i co wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było przyklejania płytek. Drugi raz tego błędu nie popełnię! Tym razem zamontowałem sobie kilka zamków magnetycznych, aby można było tę płytkę wyjmować, w razie potrzeby. Tak do końca prosto mi nie nie udało, ale skoro Najwyższa Instancja, w postaci Koleżanki Małżonki, stwierdziła, że "może być", to nie czuję się kompetentny, aby kwestionować jej zdanie.

      Usuń
    2. Drogi Nitagerze, ja poprosiłam męża- złotą rączkę, aby wanny całkowicie nie zabudowywał płytkami. Są zatem otwierane drzwiczki, jest dostęp do wszelakich rur. Ale tak cudnie estetycznie schowane, zamontowane, że jak ktoś nie wie nie otworzy.
      Pozdrawiam cieplutko w chłodu czas :)

      Usuń
  2. Bardzo wspolczuje, Nitager. I tylko moge wyobrazic sobie zlosc i bezradnosc a pogratulowac zachowania taktu. Z empatia - Serpentyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnej kreskówce, był sobie jeden pies, przez cały odcinek walczący z dwoma namolnymi kotami, które usiłowały mu przeszkodzić w dostarczeniu paczki. Gdy już ją dostarczył i został poklepany przez adresatkę, ta zawołała oba koty, bowiem okazało się, że w paczce było jedzenie dla nich.
      Reakcja psa - bezcenna! Rozciągnął sobie uszy i zaczął ryczeć jak osioł.
      Miałem ochotę zrobić dokładnie to samo co on.

      Usuń
  3. Do zalewania przez sąsiadów już niemal przywykłam,wodę
    w kloszu lampy już też miałam, wodę lecącą z sufitów tak jakby ze super zraszaczy też przećwiczyłam. Ale gdy raz posądzono mnie o zalanie piwnicy nie wpadłam na pomysł, by rozebrać swój brodzik, który poprzednia ekipa remontowa zrobiła bez syfonu i bez dostępu do rur.I miałam rację, to pękła rurka z instalacji c.o. pomiędzy moim a piwnicznym stropem.Do dziś cały pion nie ma c.o. w łazienkach. Tu też pewnie zaciek był z innego miejsca.
    Miłego, ;)
    P.S.
    Musiałeś super wyglądać podczas tej całej akcji, ale tak poważnie to Ci współczuję - tej wyrywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej bolało mnie to, że zrobiłem z siebie pośmiewisko przed dziećmi. Cała nadzieja w tym, że się nie zorientowały ;)

      Usuń
  4. W takiej sytuacji to zdecydowanie właściwa kolejność wydawania funduszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do logowania na onecie służy teraz strona blog.pl?
      Dostaję jakieś dziwne informacje na starego bloga, a wcale go jeszcze nie przeniosło...

      Usuń
    2. przepraszam, że się wtrącę ale można przenieść go (blog) samemu... onet zrobi to dopiero chyba w listopadzie czy jakoś tak :)

      Usuń
    3. Nie wiem. Nie logowałem się na Onecie już od dawna. No, raz, ale to na forum, a nie na blogowisko. Spróbuję pryz okazji...

      Usuń
    4. Frytka - u mnie twierdzą w mailu, że już mogę sama, w panelu nic nie ma, nowe notki znikają w przestzreni kosmicznej, a na stronie pomocy moderują komentarze i mój im nie pasuje do wizerunku ;)

      Usuń
    5. a to ci niespodzianka, ha ha... onet zawsze wybiórczo traktował komentarze :))) ... nie wiem o co chodzi ale ja swój blog przeniosłam sama, dwa dni temu... czy notki znikają nie mam pojęcia bo wcale tam nie działam, znalazłam już sobie wcześniej nowe miejsce i jestem zadowolona, starego bloga trzymam dla notek :) pozdrawiam

      Usuń
  5. Jak znam życie, to nie będę oryginalny i jeszcze kilka osób poradzi Ci to samo: Podejdź do sprawy pozytywnie! Tu masz kilka opcji do wyboru:
    -HURRA, BĘDĘ MIAŁ NOWY BRODZIK ALBO PRZYNAJMNIEJ BĘDZIE WYGLĄDAŁ JAK NOWY!
    -MAM CZYSTE SUMIENIE, NIKOGO NIE ZALAŁEM, GDYBYM BYŁ KATOLIKIEM, TO BYM MÓGŁ SE STRZELIĆ EUCHARYSTIĘ, A WŁAŚCIWIE KTO MI ZABRONI ŁYKNĄĆ PŁYNU EUCHARYSTYCZNEGO PRZED KONSEKRACJĄ?
    -CZŁOWIEK SIĘ UCZY CAŁE ŻYCIE, POZNAŁEM NOWY GATUNEK ZWIERZĘCIA, MOŻESZ GO NAWET NAZWAĆ IMIENIEM SWOIM, JAKO ODKRYWCY N.P. PSEUDOPIES NITAGERA.
    -TRAFISZ ZA ZASŁUGI DO NIEBA DLA ATEISTÓW- TEGO WESELSZEGO- A TO WSZYSTKO DLATEGO, ŻE URATOWAŁEŚ GIMNAZJALISTKĘ PRZED STRESSEM, JAKI NASTĄPIŁBY NIECHYBNIE, GDYBYŚ DAŁ UPUST ZŁOŚCI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Wystarczy mi w zupełności, że wreszcie zrobiłem sobie dostęp dp syfonu, co może się kiedyś przydać (oby nie). No i ulżyło mi, że nie muszę płacić za remont łazienki sąsiadów.

      Usuń
  6. Nitager , właśnie uświadomiłeś mi w przejrzysty sposób jak reagować I pytanie "czego znów nie dopatrzyłam" odkładam na plan dalszy ;)
    Cóż płytki przy tym znaczą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście - co to znaczy jedna płytka i trochę siborexu? I to trochę roboty? Przynajmniej z czystym sumieniem mogłem potem legnąć na jakimś dowolnie wybranym meblu i "odpocząć, bo bardzo się zmęczyłem". Warto było! ;)

      Usuń
  7. Po tym wszystkim czego dokonałeś, powinieneś przespać się z sąsiadką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie należało jej się - za słabo dba o figurę.

      Usuń
  8. Zdanie pierwsze powiększyć, wydrukować razy dwieście, powiesić we wszystkich możliwych i niemożliwych miejscach i zdjąć dopiero wtedy, jak się u siebie zaobserwuje nawyk temuż nakazowi posłuszeństwa...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skłamałbym, Mości Wachmistrzu, gdybym rzekł, iżem nie próbował :) Aleć Wysokie Kyerownictwo zda się nie mieć za grosz poczucia humoru, bo mi wszelkie sentencye zdjąć kazało. Nawet tę historyjkę, pod tytułem "Na kiedy to ma być zrobione?".

      Usuń
    2. Coś mi to, Wachmistrzu, przypomniało... W 1962 roku elew K****a zaproponował "głosem" koledze w szkole podoficerskiej w Bemowie Piskim, żeby go w d*** pocałował. Oficer inspekcyjny w randze majora usłyszał to przypadkiem i nakazał elewowi K****i napisać 10 000 razy - "W socjalistycznym Ludowym Wojsku Polskim żołnierze nie używają brzydkich słów". Następnego dnia na apelu porannym ów major osobiście przyszedł [choć już pozasłużbowo]sprawdzić wykonanie zadania. Elew K***a wręczył mu skromny karteluszek z napisem - "W socjalistycznym Ludowym Wojsku Polskim żołnierze nie używają brzydkich słów x 10 000" = "10 000 W socjalistycznym Ludowym Wojsku Polskim żołnierze nie używają brzydkich słów".
      - Jak okropnie zaczął kląć ów major socjalistycznego LWP!!! A elew K***a dostał 10 dni aresztu...- "Za nieudaną próbę podważenia autorytetu oficera LWP".
      - Kara!!! ...a może - Ku chwale Ojczyzny!!!

      Usuń
  9. "to co masz zrobić dziś, zrób jutro, będziesz miał dwa dni wolnego" :) ... i po co być takim wyrywnym? z sąsiadami porozmawiałabym osobiście jednak... a naprawę brodzika zacznij od piwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co wolę im się nie przypominać. Na mój zarzut mogliby odpowiedzieć: "A dlaczego nasz pies zrobił się taki płaski?"

      Usuń
  10. Nit, mój drogi..znaczy się, że szybciej działasz, niż myślisz..?
    jesteś nader oryginalny w swoich poczynaniach..mimo wszystko..

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie masz ubezpieczonego mieszkania, sądzę po nerwowej reakcji. ja jestem na czwartym piętrze, więc najwyżej może mnie zalac od dachu (świeżo naprawiany), ale za to ja juz zalałam raz sąsiada więc uważam, zę już mi się to ubezpieczenie opłaciło. bo porzadnie zalałam ;p

    OdpowiedzUsuń