Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


środa, 28 października 2026

Mokra niespodzianka

     Miał być optymistyczny wpis, ale chyba nic z tego nie będzie. Nadmienię tylko, że koncert grupy Europe był udany, JoeyTempest nadal pełen energii, a atmosfera była naprawdę świetna.

     Ale było i się skończyło. Nastąpił bardzo bolesny powrót do rzeczywistości.

     Wróciliśmy do domu, a tam czekała nas niemiła niespodzianka – pod naszą nieobecność, bateria pod prysznicem pękła i leje nam się z niej woda. Całe szczęście, że do kabiny prysznicowej, bo to jednak czwarte piętro i pełno mieszkań pod nami. W dodatku sąsiedzi z dołu właśnie kończą remont łazienki – gdyby akurat teraz zostali zalani, byłoby prawdziwe nieszczęście.

      Co robić? Obiecywaliśmy sobie gorący prysznic i odpoczynek po podróży – a tu trzeba na gwałt działać! Market budowlany jeszcze otwarty – więc pędem w samochód i po nową baterię. Szybki zakup i z powrotem do łazienki. Woda zakręcona i zaczynam demontaż starej baterii.

     To akurat poszło łatwo. Schody zaczęły się przy próbie montażu nowej.

     Co ją przykręcę – spod śrubunków leje się woda. Co odkręcę – to uszczelka przecięta albo zwinięta i wciśnięta do wnętrza mimośrodu. Nie da się jej ustawić prawidłowo.

     Muszę tu nadmienić, że na skutek odwlekania montażu instalacji ciepłej wody przez spółdzielnię, wciąż nie zrobiliśmy remontu łazienki i wciąż mamy stare rury, z czasów późnego Gierka. Mimośrody – czyli elementy instalacji, do których przykręca się baterię – są nie dość, że stare, to jeszcze krzywe. Mają też wąskie krawędzie, zupełnie nieprzystosowane do nowoczesnych uszczelek i podczas przykręcania baterii, zwyczajnie je rozcinają. Do tej pory jakoś mi się z trudem udawało, teraz nie chce.

     W pewnym momencie woda, zamiast spod uszczelki, trysnęła z mimośrodu. Musiałem go uszkodzić, siłując się z baterią. O tym, żeby ten zapieczony mimośród wykręcić, nie ma mowy – nie moimi narzędziami.

     Zakręciłem wodę.

     Wody nie będzie. Prysznica nie będzie. Spokoju też nie będzie. Jutro spróbuję załatwić jakiegoś hydraulika.

     Orzesz, przez tych kilka dni za fajnie było! Los wystawia nam teraz rachunek.

*          *          *

     Na drugi dzień obdzwoniłem wszystkie kontakty, jakie udało mi się znaleźć. Tego nie ma, tamten jest gdzieś na budowie i może przyjechać za dwa tygodnie, jeszcze inny jest właśnie na wakacjach we Włoszech, a kolejny ma terminy tak napięte, że najprędzej za trzy dni. Co robić?

     - A może J. by ci pomógł? – podpowiedzieli koledzy z biura.

     J. to nasz emerytowany kolega, który zna się na hydraulice i nawet kiedyś wspominał, że moim sąsiadom remontował łazienkę. Ale ponieważ nie widziałem go już od wielu lat, zapomniałem, że on w ogóle istnieje.

     Czy mam jeszcze gdzieś numer do niego? Mam!

     I tu stała się rzecz nieprawdopodobna!


     Plum plumplum! Reklama!


     Żartowałem, nie jestem aż tak złośliwy jak jakiś Polsat. 

     Okazało się, że to właśnie on remontuje łazienkę sąsiadom piętro niżej! Daleko nie miał.

     Miał za to odpowiednie narzędzie. „Klucz specjalny za siedem stów”, jak sam stwierdził. Wymienił mi szybko pęknięty mimośród, założył baterię i dłonią chłodną od zimnej wody, otarł troskliwie rzęsiste łzy z twarzy mej zrozpaczonej, aż słońce przedarło się przez zachmurzone niebo i błysnęło promyczkiem nadziei…

     Jeden problem z głowy. Pozostało jakieś piętnaście innych.


2 komentarze:

  1. Ojoj, ale jednak szczęście w nieszczęściu!
    No tu pasują wszelkie przekleństwa świata!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ufff, dobrze, że był tak blisko! Możecie się wykąpać!!! ;)

    OdpowiedzUsuń