Dawno, dawno temu, w straszliwych czasach pandemii i uwięzienia w czterech ścianach, pisałem o Prawdziwym Przyjacielu, który w ciągu kilkudziesięciu sekund wyleczył mnie z koronawirusa. Tym przyjacielem był żółty, porcelanowy kubek. Mój ulubiony do kawy.
Bo widzicie, starzy ludzie mają swoje dziwactwa. Ja na przykład mam kubek kawowy i kubek herbaciany. Przy czym kawowy jest z porcelany i ma kolor żółty, bo czarna kawa w żółtym kubku wygląda dla mnie apetycznie, harmonijnie, po prostu ładnie i kojarzy mi się z czymś z dawnych lat, ale już nie pamiętam, z czym. Kubek herbaciany za to jest przezroczysty, wykonany z cienkiego szkła. To nie zwykły kubek, tylko coś w rodzaju termosu z uchwytem, dzięki czemu nawet jeśli wleję do niego wrzątku, mogę złapać go w dłonie i nie oparzyć się.
Tak było przez wiele lat. Aż do tej tragicznej chwili.
Jeszcze łezki mi kapią, gdy o tym pomyślę.
Jak do tego doszło, nie wiem Nie wiem, jak to się stało, nie było mnie przy tym. Usłyszałem tylko huk i jęk Koleżanki Małżonki. Jak dziki ogier, zeskoczyłem z fotela i cwałem popędziłem do kuchni. Widok, jaki w niej zastałem, zapamiętam na długo.
Pod oknem stała Koleżanka Małżonka z nieszczęśliwą miną, a u jej stóp walały się śmiertelne szczątki mojego Prawdziwego Przyjaciela.
Żal, jaki wtargnął do mojego wnętrza, nie da się opisać słowami! Oto coś skończyło się na zawsze. Oto skończyła się wieloletnia, szczera i gorąca, zwykle dosłownie, przyjaźń człowieka i ceramiki. To całkiem możliwe! Jakby nie patrzeć, jedno i drugie ulepiono z gliny…
- Masz jeszcze ten drugi – usiłowała się bronić Koleżanka Małżonka. – Też żółty!
Z rozpaczą podniosłem z posadzki potrzaskane skorupy. Niestety, zbił się na tak drobne kawałeczki, że klejenie było niemożliwe. A przyszła mi do głowy taka myśl!
- Ty chyba jesteś nienormalny! – parsknęła. – Tu stoi szafa, pełna kubków, kubeczków i kuboli, a ty będziesz się roztkliwiał nad jednym?
- Ale żaden z nich nie był Prawdziwym Przyjacielem – jęknąłem z rozpaczą. – Żaden z nich nie wyleczył mnie z koronawirusa ani żaden…
- Co ty bredzisz?!
Wzruszyłem ramionami. Po co tłumaczyć jej coś, czego i tak nie jest w stanie zrozumieć? Ona, w przeciwieństwie do mnie, nie jest typem jaskiniowca, który potrzeby materialne ma minimalne, nowych rzeczy nie potrzebuje, za to z chęcią naprawia sobie stare. Ona szybko przestawiła się na Nowe Czasy, w których wszystkiego jest w bród, a naprawa często droższa od kupna nowej rzeczy. Ja tak nie potrafię. Jest kilka drobiazgów, z którymi trudno mi się rozstać, które były częścią moich codziennych rytuałów i których nie chcę zamieniać na inne, nawet jeśli miałyby być lepsze. Co z tego, że ten drugi kubek też jest żółty, a nawet żółciejszy? Jest po pierwsze większy, więc nie da się udawać, że to ten sam, a poza tym, to naprawdę nie jest ten sam!
Żałoba po kubeczku trwała cały dzień. A najgorsze, że to jeszcze nie koniec.
Rano, gdy dosiadałem roweru, wspomniałem zapowiedź Koleżanki Małżonki: „Jutro jedziemy do salonu i kupujemy ci nowy rower!”. Spojrzałem na swojego zgrabnego, rasowego, srebrno-błękitnego rumaka i czule poklepałem go po kierownicy.
- Czy wiesz, mój stary, że to może być nasz ostatni wspólny dzień? – wyszeptałem ze wzruszeniem.
Ale on zdawał się tym nie przejmować, jakby nie brał moich słów na serio.
Przez pół drogi prowadził się wzorowo. Ani razu nie przeskoczyła mu grzechotka! Aż zacząłem się zastanawiać nad sensem wymiany. Może jeszcze dać mu szansę? Niestety, chyba to wyczuł i rozbisurmanił się do końca. Jak mi tam zaczęło przeskakiwać, trzeszczeć i szarpać, zmieniłem zdanie.
- Gościu, sam się położyłeś do trumny! – warknąłem wściekle, gdy po sporym przeskoku łańcuch spadł mi z koła na środku skrzyżowania, w godzinach porannego szczytu.
Nie, nie ma co naprawiać, trzeba kupić nowy.
kobiety bywają bardzo mądre, choć może nie wszystkie i nie we wszystkim, ale kwestii pod tytułem "Porządny Ukochany Dyżurny Męski Kuban" to one kompletnie nie potrafią pojąć... jednoczę się z Tobą w bólu Przyjacielu, bo takie dramy też mi się zdarzały...
OdpowiedzUsuńaha, wytłumacz może ludziom, co to jest ta grzechotka, bo większość pewnie nie ogarnia bez względu na płeć, a niektórzy panowie z kluczem mogą pomylić...
p.jzns :)
Grzechotka, czyli mechanizm zapadkowy. Generalnie, w rowerach stosuje się dwa rodzaje przeniesienia napędu:
Usuń1. Torpedo - umożliwia hamowanie przez obrót pedałami do tyłu, częsty w tzw. "damkach", obowiązkowy w składakach.
2. Grzechotka - tu nie da się hamować pedałami, można nimi swobodnie obracać w tył, a jedziemy rozpędem, nie kręcąc pedałami, wydaje z siebie charakterystyczny dźwięk: cyk-cyk-cyk-cyk-cyk!
nie wiem, czy w dobrym miejscu to napisałeś, nie wszyscy zaglądają do innych komentarzy, a na mnie zmarnowałeś czas, bo ja to akurat wiem :)
UsuńPrzynjamniej możesz potwierdzić ;)
UsuńJa mam jeden kubek i do kawy i do herbaty, jakby się pobił, to by dopiero była tragedia.
OdpowiedzUsuńNo, ale jak się z takieog kubka zapomni wyciągnąć myszę, to można dostać objawów koronawirusa! Wiem co mówię...
UsuńJakzez dobrze Cie rozumiem biedny Nitagerku - nie mowiac ze nadeszly AZ dwa rozstania sie z przyjaciolmi.
OdpowiedzUsuńCo ja przezywalam gdy po smierci meza likwidowalam dom, dorobek ponad 40tu lat? Stad wiem co przezywasz. Acha - a jeszcze w czasie tego likwidowania zgubilam ukochana parasolke, taka jakiej nikt nie mial . Smieszne ale bylo mi jej zal jakby byla ze zlota i do dzis boleje..... Mam 4ry inne ale co z tego jak zadna nie jest Tamta.
Puenta - kobiety tez potrafia sie przywiazac do rzeczy .
To raczej nie jest przywiązanie do rzeczy, tylko do wspomnień, które te rzeczy wywołują. No, może z wyjątkiemn roweru, który mi po prostu idealnie podpasował - cała reszta budzi po prostu pozytywne skojarzenia. I żal się z nimi rozstawać.
UsuńSytuacja tragiczna, tylko wspolczuc. Przyjaciela nie da sie zastapic,
OdpowiedzUsuńale mozna probowac znalezc nowego. Czasem nowe przyjaznie sie udaja. Moj M dawno temu ukochal sobie do kawy kubek w kolorowe kwiatuszki, zupelnie niemeski, ale za to z cieniutkiej porcelany i odpowiednio duzy. U niego kawa musi byc duza. Ostatniej zimy dostal ode mnie na Mikolaja kubek z Misiem-Narciarzem , pasujacy tylko z imienia, bo on na nartach w zyciu nie jezdzil , ktory tak mu podpasowal, ze wszystkie inne poszy w kat. Nawet ten kwiatuszkowy.,Minela zima, minela wiosna, zaczyna sie lato, a on nie pije juz kawy w niczym innym tylko w Misiu- Narciarzu, zjezdzajacym slalomem w czapce, rekawicach i rozwianym szaliku. I zadne prosby o zaprzestanie uzywania zimowego kubka w lecie nie pomagaja. Co gorsza, kubek nie nadaje sie do zmywarki, trzeba go recznie myc po kazdym uzyciu. Odmowilam, myje go sam i odstawia co rano na suszarke. To sie nazywa prawdziwa milosc ...🐻 Kitty
Próbuję. Dostałem od jednego z przyjaciół kubek babmusowy (z metalową wkładką) i też fajnie leży w dłoni. Próbuję się zaprzyjaźnić właśnie z nim, bo przynajmniej wiem, że tego nikt mi nie stłucze. Może co najwyżej spali.
UsuńJa wczoraj dałam ostatnią wyprawę moim butom, wrocilam sklejona taśmą do pakowania i przylepcem z rolki i definitywnie się z nimi pożegnałam....
OdpowiedzUsuńA zszyć się nie dało? Mnie Koleżanka Małżonka kiedyś przyłapała na zszywaniu butów i musiałem za karę kupić sobie nowe. A nowe zawsze cisną, obcierają i w ogóle są do niczego.
UsuńA jednak! cos czuj, że kolejny wpis będzie pochwalnym na cześć nowego roweru. A kubek? też nowy i żółty, czy kolejny z zapasów?
OdpowiedzUsuńZgadłaś w połowie. Na razie nie zdradzę, w której.
UsuńJa to doskonale rozumiem. Mam swoje kubki do kawy i inne do herbaty. Nie toleruję zaś gdy ktoś podaje mi filiżankę kawy w filiżance ze spodeczkiem nie od pary. NO tak mam i co mam zrobić ?
OdpowiedzUsuńJeszcze możesz tak mieć. Jeszcze! Bo potem spodki i filiżanki się wytłuką - i nie dobierzesz do pary, choćbyś pękł. Wiem, co mówię - też przez to przechodziłem.
UsuńZnalazłem rozwiązanie tego problemu. Kupiłem uniwersalne, korkowe spodeczki po filiżanki w IKEI.
UsuńTeraz kiedy spodeczki są nietłukące okazało się, że mam nadmiar korkowych podstawek
Życie mnie nauczyło by się nie przywiązywać do miejsc i do przedmiotów i nie do wszystkich ludzi, nawet jeśli się oni uważają za moich przyjaciół. Nie da się ukryć, że najlepszym nauczycielem jest życie.
OdpowiedzUsuńAle przynajmniej jest co wspominać i za czym tęsknić. Ja też straciłem swoje trzy ukochane miejsca na Ziemi. Wciąz mi się śnią, wciąż w myślach do nich wracam - a przecież już nie istnieją.
UsuńKubki odchodzą stanowczo za szybko. Nie ma już mojego "Never Mind the Bollocks, Here’s the Sex Pistols", a Father Jack mówiący Feck Off From Carlingford ma obtłuczone uszko. Mój osioł również zakończył swój żywot. Pozostały borsuki oraz Paranoid Black Sabbath. Oraz jeszcze jedna mądrość fathera Jacka: Nuns! Nuns! Reverse! Reverse!
OdpowiedzUsuń