Przyznam, że nie do końca rozumiem, o co w tym czerwcowym święcie chodzi. Przyznam nawet więcej – nigdy mnie to nie interesowało. Mitologia chrześcijańska nie należy do moich ulubionych. No, ale święto to święto i świętować mus!
Dzięki swej dalekowzroczności, już dawno temu zapewniłem sobie godne świętowanie i bogate przeżycia duchowe na ten dzień. Włącznie z odpowiednim strojem liturgicznym, chociaż ten ostatni – ale proszę, nie mówcie nikomu – tak naprawdę nie jest nowy, tylko został mi z poprzedniego święta.
I tak oto, rankiem czwartego czerwca, po smacznym śniadaniu, wziąłem Koleżankę Małżonkę za rękę, w drugą dłoń chwyciłem torbę podróżną i udaliśmy się na parking, gdzie niby zawczasu zaprzęgnięta kareta, czekała na nas nasza stara, ale wciąż sprawna limuzyna. Tylko szofera w liberii zabrakło.
Byłem w tak doskonałym nastroju, że nie zepsuła go nawet świeża, gołębia kupa na dachu pojazdu, choć poprzedniego wieczora odwiedziłem nim myjnię. Wiadomo, na naszym osiedlu nic nie może postać zbyt długo nieobsrane przez te niezwykle wydajne fabryki guana. Jeśli coś jest czyste, oznacza to, że zjawiło się na miejscu nie więcej niż godzinę temu – tyle wystarczy gołębiom, żeby opracowały nowe koordynaty i szczegółowo zaplanowały nalot, połączony z precyzyjnym bombardowaniem.
Ruszyliśmy z kopyta. Dzień świąteczny ma wiele zalet. Najważniejszą jest oczywiście możliwość wyspania się do woli, ale są i inne – na przykład znacznie mniejszy ruch na drogach. Jechało się nam więc sprawnie i tylko raz naszą trasę zakłóciło powszechnie znienawidzone przez zawodowych kierowców zjawisko, zwane przez nich „niunia w suvie”.
Poznałem to określenie (i wiele innych) od Drugorodnego, który wstąpił był w szeregi bractwa kierowców tirów i od tego czasu zaczął porozumiewać się ze światem zupełnie nowym, często niezrozumiałym dla mnie językiem. Dobrze, że nie czyta blogów, bo zaraz dostałoby mi się za tego tira. Ten pojazd nazywa się bowiem fachowo „ciągnik siodłowy z naczepą”, a TIR to nazwa licencji kierowcy. Niech mu będzie…
Było wczesne popołudnie, gdy dotarliśmy na miejsce – a miejscem tym był przytulny hotelik w Gliwicach.
Spytacie zapewne – a cóż takiego ciekawego jest w Gliwicach, że zdecydowaliśmy się odwiedzić tego brudnego, posępnego, przemysłowego molocha na Górnym Śląsku? Cóż, po pierwsze, Gliwice jakie pamiętałem z dawnych lat to nie te same Gliwice, które ujrzałem w ów świąteczny dzień. Teraz miasto jest czyste, tętniące życiem, budynki odnowione, drogi przejrzyście oznakowane. Przekonaliśmy się o tym, gdy ruszyliśmy w stronę centrum, aby poszukać przytulnej knajpki i coś zjeść. Trafiliśmy na rynek – urocze miejsce, pełne kawiarenek i restauracji, w dodatku bardzo popularne, bo przebywało na nim sporo ludzi.
- Knajpka na knajpce – roześmiała się Koleżanka Małżonka. – Zupełnie jak u nas!
Cóż, swego czasu nasze miasto odwiedziła pewna irytująca autorka znanego programu kulinarnego (znak szczególny – lwia grzywa i maniery kibola) i nie mogła wyjść ze zdumienia, że na naszym rynku jest tyle nieźle prosperujących lokali gastronomicznych. Nie wiem, czego się spodziewała. Jeśli furmanek, kramów z warkoczami czosnku i żydowskich kupców, zachwalających swój towar, to spóźniła się o prawie cały wiek.
Po obiedzie powrót do hotelu, szybki prysznic, bo temperatura prawdziwie letnia i pot ściekał z nas strumieniami. Godzinka byczenia się, aby ochłonąć. A potem…
Nadszedł czas! Włożyliśmy więc szaty liturgiczne i udaliśmy się do oddalonego o jakieś pół godziny drogi obiektu, w którym mieliśmy przeżyć duchowe ubogacenie. Szliśmy według GPS, bo nie znaliśmy miasta. Droga wiła się jak w Skyrim, bo nie dało się przejść w miarę prosto. Najpierw trzeba było przekroczyć linię kolejową – więc w prawo na wiadukt. Potem kolejna arteria, tym razem samochodowa, więc w lewo na kolejny wiadukt. Drogę przegradzała nam jeszcze rzeczka, więc znowu odbicie na kładkę. Ale w końcu dotarliśmy na miejsce.
A tam tłumy ludzi, zdążających w to samo miejsce co my. I wszyscy w czarnych, liturgicznych szatach, z logo zespołu Guns n’ Roses.
Czekała nas prawdziwa duchowa uczta!
Guns n’ Roses? To oni jeszcze żyją?
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że kiedyś ludzie z Mieczysława Fogga się naśmiewali, że nadal na scenie.
Nie tylko żyją, ale też mają się całkiem nieźle. Kondycyjnie dają radę. Grali równe 3 godziny bez żadnej przaerwy, a Axl biegał po scenie, jakby dostał kilo trotylu do d... Raczej nieprędko przejdą na emeryturę.
UsuńW Spodku Gliwickim odprawialiscie te liturgie? Ciekawe czy zostaliscie przeistoczeni? Ja akurat jestem wychowana w tradycji chrzescijanskiej, wiec to Swieto obchodze, chodz juz bez wychodzenia na ulice. Tak sobie wlasnie ostatnio myslalam, ze pamietam jeszcze jak cale osiedle wylegalo na ulice i niewazne, czy wszyscy byli sto procet wierzacy czy nie. Cos fajnego bylo wtedy wsrod ludzi, cos co nas scalalo, laczylo , nioslo , wtedy byl to pokaz dla Wladzy, ten jeden dzien w roku, w ktorym ludzie mogli oficjalnie " manifestowac" swoja jednosc, wolnosc duchowa , albo byc po prostu " przeciw" i nie isc z przymusu , jak w pochodzie pierwszomajowym. Szlo sie z potrzeby . Wladze obalilismy , ale wraz z tym , kazdy poszedl w swoja strone. Kitty
OdpowiedzUsuńTo to się nazywa Spodek? Myślałem, że Spodek jest tylko w Katowicach.
UsuńTo w Gliwicach nazywa się po prostu Arena i jest zupełnie nowym obiektem, całkiem sporym. Do tego stopnia nowym, że na mapie Google wciąż można zobaczyć jedynie budowę, a nie budowlę.
Co do święta, ja już od dawna trzymam się z dala od tej zakłamanej, w 100% politycznej instytucji i czuję do niej sporą dozę obrzydzenia. Chyba za dużo o niej wiem.
Wg internetu to tez Spodek:)) Dla mnie instytucja to jedno, a wiara , tradycja i korzenie to drugie. Tak jak Kosciol ( nie Chrystus ) wykorzystuje wiernych do swoich celow, czy tez popelnia czyny karalne, tak samo robi to partia polityczna , na ktora glosujesz, obojetnie jaka. Twoja tez. KAZDA instytucja jest przesiaknieta zlem i korupcja, pokaz mi jedna, ktora nie jest? Szanujesz np. instytucje policji czy sadow? Akurat wiem jaka paskudna hydra za nimi stoi , ale to nie znaczy, ze nie uznaje prawa i porzadku, i karania kryminalistow. To taki przyklad tylko... Kitty
UsuńJesteś wierząca, więc dla Ciebie ta tradycja być może ma jakiś sens. Dla mnie nie ma żadnego i nie mam zamiaru uczestniczyć w żadnych kościelnych obrządkach. Policja czy sądy to instytucje państwowe, których działalność jak najbardziej mnie dotyczy i nie mam możliwości odcięcia się od nich. W przypadku Kościoła taką możliwość na szczęście już mam i skrzętnie z niej korzystam.
UsuńGdy usłyszałam kiedyś nazwę ciągnik siodłowy, to bardzo mnie rozśmieszyła i nie skojarzyła z ciężarówką.
OdpowiedzUsuńGratulacje, to ci gratka, warto wybrać się nawet bardzo daleko!
to się faktycznie tak nazywa, miałem kumpli na tirach, to wiem... to jest tir, ale bez paki, sama budka kierowcy na kółkach...
UsuńA jeszcze bardziej, jeśli wcale nie jest tak daleko, prawda?
Usuńwiem, to święto polega na blokowaniu ruchu ulicznego w porze, gdy najmniej powinien być blokowany przez pochody ludzi, którzy przeważnie nic nie rozumieją z tej całej szopki... bo że ja nie rozumiem, to jest zrozumiałe, ale oni?... to już trudniej zrozumieć...
OdpowiedzUsuńw Gliwicach kiedyś miałem panienkę... ale kiedy to było?... nie pamiętam... za to jak było?... to pamiętam tylko bardzo z grubsza: trochę po katolicku, trochę nie po katolicku... ale to akurat rozumiem...
p.jzns :)
Myślę, że pochody pierwszomajowe blokowały ten ruch znacznie skuteczniej, choć był on wówczas bez porównania mniejszy. Samo święto ustanowiono po to, żeby zastąpić przypadające w podobnym czasie obrządki pogańskie - i to jest jego główny sens. O co chodzi w samym święcie, pewnie do dziś teolodzy całego świata toczą spory - jak o wszystkie inne.
UsuńNitager, a ja uwazam , ze podtrzymywanie i
Usuńpielegnowanie tradycji pogansko- slowiansko-chrzescijanskich jest jak najbardziej na miejscu. Pielegnujemy wlasne korzenie i historie. Tysiace turystow lata do Hiszpanii i Mesksyku, aby podziwiac tamtejsze pochody i rutualy odbywajace sie nadal na ulicach miast - blokujace ruch na wiele godzin, co nikomu nie przeszkadza, oprocz malkontentow ... Polska ma fantastycznie bogate tradycje i raptem jeden religijny pochod w roku ( no moze dwa , Trzech Kroli tez mamy) W Hiszpanii i Meksyku jest tego
duzo wiecej 😉 Kitty
Jak mawiał poeta:
OdpowiedzUsuń"Miałem sygnał, że mieszka w Gliwicach
Dziewczyna, na którą mówią Słonica.
Moja trąba wpadła w miłe drżenie,
Chyba wreszcie znajdę ukojenie".
Nie są to jednak poezje wykonywane przez G'N'R, a przez progresywno-regresywną grupę Czarno - Czarni.
Mogę Ci wytłumaczyć, o co w tym święcie chodzi od strony psychomanipulacji. Udawanie, że wafel pszenny zamienia się w nieboszczyka sprzed 2 tysiecy lat jest na tyle odlotowe, że wymaga mobilizacji elektoratu w terenie. A cóż lepiej mobilizuje, jak demonstracja siły, paradne stroje, dzwony, dzwoneczki, okolicznościowe przyśpiewki i wyraźne zaznaczenie baldachimem trzymanym nad szamanem oraz kwiatami przed nim sypanymi, kto tutaj rządzi. Bo niby sypią przed tym nieboszczykiem, co to go jedzą, ale umówmy się, kto go trzyma w swych łapskach, kto decyduje co z nim zrobić?
Kiedyś udziały w takich obrządkach były obowiązkowe. Spędzano wszystkich okolicznych chłopów i kazano im uczestniczyć, choć ci nic z tego nie rozumieli - choćby dlatego, że wszystkie obrządki celebrowano po łacinie. Myślę, że to pozostałość po tej pańszczyźnianej mentalności każe większości uczestnikom uczestniczyć w tym dziś. Ale, oczywiście, nie oczekuję, że którykolwiek z nich się do tego przyzna.
UsuńTym razem nie napisze "zazdroszcze" bo beda koncertowac blisko mnie tez wiec oczywiscie nie pomine a to bedzie piaty raz. Ide tez na inny koncert, Lynyrd Skynyrd, wiec bede miec dwie uczty w jednym miesiacu.
OdpowiedzUsuńJuz dawno temu zaprzestalam tlumaczyc innym ludziom na czym polega doskonalosc Guns n' Roses, Axla i Slasha, rowniez LS - niech zostana w niewiedzy a z kolei frekfencja sluchaczy na koncertach, slone ceny jakie wydaja na bilety i dojazdy mowi jak popularnymi byli, sa i beda.
Przypuszczam ze miales wiele radosci z koncertu co dobrze.
No patrz, a ja właśnie ze względu na Ciebie napisałem tę notkę 😄! Liczyłem na Twoje "zazdroszczenie".
UsuńKoncert był świetny. Szkoda jedynie, że akustyka nie była najlepsza. Gdy Axl w krótkich przerwach coś mówił, często w ogóle go nie rozumiałem.
Ciągnik siodłowy - kiedyś myślałam, że to jakaś nowa nazwa....konia, który ciągnie jakiś wóz, a na koniu a nie na wozie siedzi ten, co konia pogania. No cóż- jakoś nieodmiennie siodło kojarzy mi się z koniem, chyba mam jakieś ograniczenia myślowe. I jestem do tego stopnia dziwna, że na koncerty to chadzam tylko do filharmonii, zwłaszcza od chwili gdy nieopatrznie znalazłam się na koncercie jakiegoś wielce znanego zespołu rockowego i nie dotrwałam do jego końca. A głowa po nim bolała mnie ze 3 dni. A nazwa tego święta, o którym piszesz nieodparcie kojarzy mi się z.....astronautami.
OdpowiedzUsuńNie pogardzę również filharmonią, ani operą - choć na tę ostatnią trudno mi namówić Koleżankę Małżonkę, a samemu to jedynie pół przyjemności.
UsuńSkąd skojarzenie z astronautami, nie mam pojęcia. Może przybliżysz ten tok myślowy?
4 czerwca było Wniebowstąpienie
UsuńKoleżanka byla na tym koncercie. Bardzo zadowolona. :)
OdpowiedzUsuńA na którym? Bo były dwa! W czwartek i w sobotę.
Usuń