Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


środa, 18 lutego 2026

Zimowego narzekania ciąg dalszy

     Praca dłuży mi się niemiłosiernie. Od kilku tygodni, dzień w dzień, klepię to samo. Nie pamiętam, żebym przedtem prowadził temat tak nudny, że na skali nudności strzałka zawędrowała na pomarańczowe pole, niebezpiecznie blisko czerwonego. A wszystko przez to, że dostawca kabla postanowił zakończyć produkcję jakiegoś prehistorycznego przewodu i zastąpił go innym. Moja osobista tragedia polega na tym, że ten kabel używany był powszechnie w wielu naszych wyrobach i teraz trzeba go zwyczajnie zamienić na ten nowy. W każdym z osobna. I każdy przeprowadzić przez żmudny i skomplikowany proces wprowadzania zmian.

     A potem wprowadzenie zmian na rysunek. W standardowym programie byłaby to drobnostka. Wystarczyłoby kilka dni, no góra tydzień, żeby uporać się z wszystkimi wyrobami. Ale ja pracuję teraz w innym, archaicznym, nieintuicyjnym, skomplikowanym i zupełnie nieżyciowym, po prostu durnym i głupim programie. Kiedyś uczyniłem mu nawet zaszczyt, na który nijak nie zasłużył i napisałem o nim notkę. W tym programie każdy duperel urasta do problemu międzynarodowej wagi. W ciągu całego dnia roboczego jestem w stanie uaktualnić nie więcej niż dwa-trzy rysunki, a jest ich prawie sto. Toteż całymi dniami siedzę znudzony przed ekranem i próbuję zmusić się do tej bezmyślnej roboty, a myśli wciąż uciekają mi ku przyjemniejszym tematom i trudno mi się skupić. Zwłaszcza, gdy spojrzę w okno na ten padający śnieg i marzę o gorącej, karaibskiej plaży, na której prześliczna Kreolka podaje mi lodowate mojito, a w oddali, na kotwicy kołysze się lekko moja fregata.

     Do pracy chodzę pieszo. Rowerem w tym śniegu nie da się jechać – choć bywają tacy ekstremalni kolarze, mijający mnie po drodze – a samochód chwilowo unieruchomiony. Owa drobna usterka okazała się być wcale nie taka drobna. Zatem fajerant wcale nie oznacza odpoczynku – bo trzeba jeszcze wrócić do domu. A tu zaspy, mróz, zimowy wicher, śnieg w oczy… Świat stał się nagle jakiś taki wrogi i nieprzyjemny. Zewsząd czyhają na mnie najróżniejsze niebezpieczeństwa. Oczyma wyobraźni już widzę watahę wilków, jak sunie przez park i przecina mi drogę. Próbuję uciec, ale zwykle wtedy ta zaspa, za którą miałem się ukryć, okazuje się być drzemiącym niedźwiedziem. Zza drzew wysuwają się Eskimosi, uzbrojeni w kościane harpuny i łuki, wykonane z kłów morsów. I wcale nie są przyjaźni, łakomie spoglądając na tłuszczyk, który mi się zupełnie przypadkowo odłożył tu i ówdzie. Kaczki, pływające w maleńkiej, niezamarzniętej jeszcze części stawu, czekają tylko na okazję, gdy nikt inny nie patrzy i z okrutnymi minami zieją na mnie swymi straszliwymi paszczami, szczerząc na mnie długie i ostre kły. A gdy już mnie przestraszą na amen, momentalnie przyjmują swoje niewinne minki i znów udają, że nie mają zębów. Iść dalej, czy zawrócić do biura? Bo kto mi zaręczy, że za kolejną zaspą nie przyczaił się syberyjski tygrys?

     Ech, są sytuacje, w których bujna wyobraźnie ewidentnie się nie sprawdza i tylko utrudnia człowiekowi życie!

     Dlatego, gdy już z wielkim wysiłkiem dotrę do swojego w miarę bezpiecznego azylu, nie mam siły na nic. Zmęczony wzrok nie chce się skupić na literkach i nie mam siły czytać, ani pisać. Toteż odzywam się raczej rzadko. I tak będzie, dopóki nie skończą się dwie rzeczy: zima i ta nudna robota.

     Z niezmęczonych zmysłów pozostał mi tylko słuch. Prawdą jest, że śnieg tłumi dźwięki, więc moje uszy nie wysilają się w ciągu dnia. Męczę je sam, wieczorami, ze słuchawkami na głowie i wciąż usiłując zagrać melodie, które wciąż mi nie wychodzą.

     No, ale podobno trening czyni mistrza, więc może jeszcze kiedyś zagram bezbłędnie riff do „Sweet child o mine” albo „Money for nothing”.

     I nie, nie wrzucę próbki na blog! Nawet o tym nie wspominajcie!


1 komentarz:

  1. Nuda w robocie jest gorsza od grypy, więc współczuję ci bardzo! Byle do wiosny!

    OdpowiedzUsuń