Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


piątek, 28 lipca 2017

Historia pewnego problemu

     Człowiek, który ma wybór między dobrem a złem, to człowiek szczęśliwy, choć nie zawsze zadowolony. Bywa jednak, że wybór mamy tylko między złem, mniejszym złem i z drugiej strony większym złem. Które wybrać?

     Wiadomo, wtedy trzeba wybrać mniejsze – ale które jest mniejsze skoro nie da się ich porównać?

     - Przestań mi tu filozofować i zrób z tym coś, bo oszaleję! – jęknęła Koleżanka Małżonka.

     - Oczywiście, kochanie, masz całkowitą rację – odpowiedziałem odruchowo, jak na te kilkadziesiąt lat wspólnego pożycia przystało. – Można prosić o powtórzenie pytania?

     Wszelkie burze przeczekuję, stosując styl wierzby. Są tacy, którzy stosują styl dębu, to znaczy ostro się stawiają. Nie polecam. Pod dębem, po każdej burzy, leżą połamane gałązki, twarde i nieustępliwe, którymi dąb próbował oprzeć się żywiołowi. Wierzba nie walczy z huraganem. Poddaje się, uginając swoje elastyczne gałązki i w ostateczności ze starcia wychodzi zwycięsko, bez najmniejszych strat.

     Na zgodę zrobiłem jej herbaty.

     A potem, zmarszczyłem brwi, czoło, podrapałem się po nosie, potem po czubku głowy, podparłem brodę – i zrobiłem najmądrzejsza minę, na jaką było mnie stać. A to już był wyraźny sygnał do społeczeństwa, że "jest problem do rozwiązania".

     Nie wiadomo, skąd się ten problem wziął. Problem był w istocie strasznie irytujący, brzęczący i zwyczajnie nieprzyjemny. Składał się z kilkudziesięciu podproblemów, całkiem małych, ale diabelnie szybkich. Podproblem nazywał się "mucha".

     Ale nie ta grzeczna, miejska, na pół udomowiona mucha, skrupulatnie przestrzegająca przepisów i prawidłowo, zgodnie z ruchami wskazówek zegara, krążąca wokół żyrandola (ponoć angielskie krążą w drugą stronę). Ta była dzika, niedouczona, bez ładu i składu tłukąca się po mieszkaniu, co chwilę uderzająca w szybę i tak szybka, że stracenie jej przy pomocy rakietki do badmintona okazało się zupełnie niemożliwe. No i było ich dużo. Za dużo, żeby to był przypadek.

     - Skąd one się wzięły? – pokręciłem głową. – Niemożliwe, żeby nagle, w ciągu kilku godzin, do mieszkania wleciało czterdzieści jednakowych much. Zwłaszcza, że od dwóch tygodni w oknach są siatki… One musiały zalęgnąć się tutaj!

     - Gdzie tutaj? – zaoponowała Koleżanka Małżonka. – Czy my w chlewie mieszkamy?

     - Wystarczy jedna – odparłem niepewnie. – Może jakaś mucha się tu dostała, złożyła gdzieś jaja i oto mamy skutek.

     Zrobiłem jeszcze mądrzejszą minę, jaką kiedyś widziałem u jednego polityka, opowiadającego o skutkach wybuchu bomby termobarycznej.

     - Tylko nie wiem, czym one się tu żywiły? – podrapałem się po głowie. -  Śmieci wyrzucamy praktycznie co drugi dzień. Czerwie (larwy, znaczy) musiały coś jeść. To chyba mucha plujka, a one żerują na psującym się mięsie. Gdyby tu gdzieś kawałek szynki wpadł pod szafę, umarlibyśmy od smrodu.

     A potem uznałem, że dość już wykładów i zacząłem zastanawiać się, jak się ich pozbyć.

     Nie lubię zabijać. Jedyne stworzenie, którego zabijanie przychodzi mi łatwo, to komarzyca. Te mogę plaskać bez wyrzutów sumienia. Nad każdym innym się lituję. I stąd mój dylemat z początku notki. Jeśli spróbuję je wypuścić, nie wiem jeszcze, jak, bo siatek zdejmować nie miałem zamiaru, to na zewnątrz czekało na nie całkiem spore stado jerzyków. Życia więc muchom nie ocalę ale przynajmniej na coś się przydadzą i zawsze będę mógł powiedzieć z czystym sumieniem, że dałem im szansę. No i miło byłoby zrobić przyjemność jerzykom, moim kumplom od dawien dawna. Ale jak mam je ocalić, gdy głupie stawonogi, zamiast lecieć do okna, otwartego na oścież, tłukły się po wszystkich innych, najczęściej w ogóle nie otwierających się, albo zabezpieczonych siatkami? W każdym pomieszczeniu stacjonował jakiś dywizjon, którego wypędzić niepodobna. Nie było rady – trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność za ich śmierć. Nie udało mi się zastosować teorii mniejszego zła. A to oznaczało tylko jedno: wojnę!

     Koleżanka Małżonka właśnie zaczęła zbierać się do dentysty. Wymogłem na niej, żeby po drodze kupiła muchozol. Niecałą godzinę później, z marsową miną, uzbrojony w aluminiowy pojemnik z bronią chemiczną, zamaskowany dla niepoznaki szarą szmatą i poutykanymi w nią liśćmi, zająłem stanowisko bojowe, między fotelem i oknem.

     - Zgodnie ze staropolską tradycją – odezwałem się poważnym tonem do najbliższego podproblemu, - powinienem wam najpierw podesłać dwa otwarte pojemniki z muchozolem i wezwać was do walki. Ale mam tylko jeden, sorry.

     Zgodnie z rycerskim obyczajem, ostrzegłem, co je czeka, jeśli natychmiast się stąd nie wyniosą, po czym uchyliłem balkonową moskitierę i dałem im kilka minut na opuszczenie pomieszczenia. Ale mucha pokazała mi tylko język i odwróciła się do mnie tyłem. Aż się we mnie zagotowało na tę zniewagę.

     - Wy kanalie! – ryknąłem wściekły. – Ubeckie mordy! Nie dość, że zamordowałyście prezydenta, to jeszcze mnie znieważacie!

     - Co ty bredzisz? – Koleżanka Małżonka na serio zaniepokoiła się stanem mojego umysłu.

     - Nic – warknąłem. – Biorę przykład z jedynego prawdziwego Polaka-patrioty. To przecież chwalebna rzecz!

     A potem wycelowałem w szybę i nacisnąłem główkę pojemnika spust.

     Zawsze w takich przypadkach boleję nad niską skutecznością takich środków. Owada dało się w nim utopić, ale uśmiercić go w inny sposób graniczyło z niemożliwością. Tym razem skuteczność muchozolu zdumiała mnie. Po pierwszym psiknięciu część much spadła od razu, jak sparaliżowana i zaczęła kręcić śmiertelne bączki na parapecie. Pozostałe wpadły w szał.

     No i co z tego, skoro wylecieć i tak nie chciały? Pozamykałem okna, popsikałem w kilka miejsc, po czym, próbując przekrzyczeć głośne i rozpaczliwe brzęczenie, oświadczyłem, że lepiej opuścić pomieszczenie.

     - Wciągaj buty, jedziemy na zakupy!

     Koleżance Małżonce tych słów nie trzeba powtarzać dwa razy. Wyciągnąć ją po południu z domu jest niezmiernie trudno. Jak nie migrena, to bolący kręgosłup, albo dużo prasowania. Ale słowo „zakupy” potrafi zdziałać cuda. Działa na nią jak zastrzyk adrenaliny. Była gotowa w kilka minut.

     Tymczasem wszelkie życie w naszym lokum powoli zamierało.

     Gdy wróciliśmy, wystarczyła miotełka i śmietniczka. Pogrzeb był skromny – wszystkie umieściliśmy we wspólnej mogile, w koszu na śmieci. Wywietrzono gruntownie i znów dało się żyć.

     A na drugi dzień, pod koszem z bielizną znalazłem dowody, że to nie był atak z zewnątrz, tylko zdradzieckie uderzenie od środka – skorupki po poczwarkach. Muchy wylęgły się tutaj! I nadal nie rozwiązałem tajemnicy, czym żywiły się u nas czerwie.

     Cóż, zawsze jest jeszcze możliwość, że trafiły tu przypadkiem, po prostu spacerując…

49 komentarzy:

  1. Kurdę, przypomniało mi się, jak byliśmy w Klisiówce i były tam (w sensie w domu) milijony much, dosłownie milijony. Jedyne, co stosowano, to lepy, jak chyba w głębokim peerelu. No ale muchozol raczej by nie przeszedł przy dwójce dzieciaków, w tym jednym przycyckowym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że muchy to już naprawdę rzadko co zabija - muszą to być w miarę toksyczne substancje. Ciekawe, że trucizna na muchy naprawdę działa tylko na muchy. Próbowałem kiedyś zabić muchy trucizną na szerszenie - musiałem dać jej naprawdę sporo, żeby poskutkowała. Bo może nie wiesz, że taka historia już mi się nie pierwszy raz przytrafiła.

      Usuń
    2. Coś mi się - nomen omen - obija o uszy. Ano zmutowały się, bestie. Co najgorsze, mutują dalej, nie wiem czym trzeba będzie je przeganiać czy katrupić.

      Usuń
    3. Czym katrupić, już wiem. Zdumiała mnie skuteczność tego muchozolu. Pół minuty wystarczyło.

      Usuń
  2. Musi były już tuż przed "wylęgiem" i były do czegoś przyczepione. Już raz były u Was takie muszyska. Mam wrażenie, że one nie do ostatniej chwili się odżywiają, podobnie jak larwy motyli.
    Nie lubię much i jestem dla nich raczej bezlitosna.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, rok temu przeżyliśmy to samo. Ale rok temu byliśmy na biwaku i wydawało mi się, że to stamtąd je przywieźliśmy. W tym nigdzie się nie wybieraliśmy, a muszyska przylazły.

      Usuń
    2. Może ktoś ma jakąś hodowle w pobliżu?
      Nie mniej pozostaje problem z czym one trafiły do Waszego mieszkania? Na rancie buta?
      Pamiętam, że mój ojciec jako zapalony wędkarz hodował owe larwy w jakimś starym garze z resztką surowego mięsa , który stał na kompoście.Cuchnęło to niemiłosiernie.
      Żadna siła nie była w stanie zmusić mnie do odwiedzenia działki ojca, gdy się o tym dowiedziałam.

      Usuń
    3. Istnieje jeszcze możliwość, że w przewodach wentylacyjnych się wylęgły. Może jakaś kawka wleciała, zdechła i wykarmiła pokolenie czerwi - ale prawie niemożliwe, żebyśmy tego nie poczuli.

      Usuń
  3. O fuj! Nie lubię ich. A kilka dni temu walczyłam z jedną muchą-krową, która miała chyba z dwa centymetry z każdej strony (bez skrzydeł). Wpadła, świnia jedna, gdy ledwo uchyliłam moskiterę balkonową, i latała jak sputnik jaki po mieszkaniu. A ja za nią ze ścierą. A ona na telewizor - ściera odpada... Trafiłam ją parę razy ale bydle pancerne było. Oczepała się i jeszcze szybciej gnała przez pokoje. Dopadłam ją w łazience (zamknęłam się tam z nią), ogłupiając sprayem przeciw mrówkom. Tak zgupiała, że przysiadła na kaflu, zastanawiając się zapewne co to było. I ja ją wtedy kapciem. Jeszcze się ruszała, ale słabo. Przez papier toaletowy wzięłam i spuściłam z wodą bydle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im większa, tym szybciej lata. Zastanawiam się, jak dla muchy biegnie czas, bo przecież niemożliwe, żeby to stworzenie miało tak świetny refleks.

      Usuń
  4. Masz genialny styl, Nitagerze. Miło było po dłuższej nieobecności w Twoich progach trafić na kolejny skąpany w lekkim jak obłok dowcipie post.

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie też się kiedyś zalęgły muchy, ale to przez kocicę, to akurat była prosta rozkminka... przywlokła ukradkiem jakieś trofeum myśliwskie, wcisnęła w zakamar, gdzie rzadko się zagląda podczas sprzątania i się rozmuszyło...
    natomiast dlaczego muchy jako takie kręcą się dookoła żyrandola w biały dzień, to już jest ponoć nie do rozkminienia... akurat te moje, a raczej kocie, jeszcze były młodziaki, świeżaki, nie wpadły jeszcze na ten pomysł, zgrupowały się na szybie okna i odkurzacz ostatecznie rozwiązał ich kwestię, ale naukowy problem jako taki istnieje...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z odkurzacza się to-to nie wydostanie?

      Usuń
    2. nie miało prawa... drobinki kurzu w worku skutecznie zatkały im tchawki, nie trzeba było Cyklonu B, który tak swoją droga jest nieekologiczny...
      gdyby był świeży worek, dziewiczy, to owszem, sam szok przy wciągnięciu do komory mógłby nie załatwić sprawy...

      Usuń
    3. Ja na wszelki wypadek psiknąłbym w odkurzacz czymś paskudnym. Może nie od razu Zycklonem, ale taki muchozol to też nie przelewki.

      Usuń
  6. Nit,z komarami nie wygrasz bo to wcale nie komary!!! Komar to jest grzeczny facet,idzie do pubu,chleje piwko(od czasu do czasu..he he..myślał by kto..przejdżmy do meritum..To komarzyce są tak wredne! To one krew naszą piją,a potem idą do salonu piękności,jebut twoja mać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, komary są spoko. Facetów nie ruszam. Klepię tylko babki. Tak już mam ;)

      Usuń
  7. Muchy to proszę ciebie bardzo poważna sprawa. Ja mam siateczkę , ptaszki za oknem, lawendę na balkonie i taka jedna nie wiadomo jakim cudem lata mi po komputerze i nijak ja nie mogę ubic.
    Komary wszelkiej płci omijają mnie szerokim łukiem a jak się jakiś zapędzi w moje okolice to odlatuje z zniesmaczonym brzęczeniem. Widać zła kobieta jestem :))
    Hmm muchozol jest dobry nie powiem . W sprawie much to ja bym odwołanie do sławnego kota zrobiła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omijają Cię komary? Jak tego dokonałaś? Zdradź mi, proszę! Czym się żywisz? Co pijesz? Czym się smarujesz?

      Usuń
    2. Komarzyce,komary są porządne.

      Usuń
    3. Komarzyce też mnie omijają. Żywię się i smaruję mniej więcej tym co szyscy. Pijam whiskey. Taką tu sprzedają, która mi smakuje się zwie Maltky. Poza tmy pijam wodę z cytryna albo mleko. Jeszcze nigdy nie kupiłam żadnego przeciwkomarowego środka. Poza tym palę i mam krew -0. No i jak wspomniałam - złą kobietą jestem...

      Usuń
    4. Mam coś wspólnego z komarzycą - nie znoszę whiskey. Piję rum, ale nie zauważyłem, żeby miało to jakiś wpływ na ta małe wampiry.

      Usuń
    5. @Nitager...
      masz coś wspólnego ze mną... też nie znoszę whiskey...

      Usuń
    6. Tak wiem, wolisz zioło. Nawet nie potrafię Ci powiedzieć, czy je lubię, bo nigdy nie próbowałem i jakoś nie mam zamiaru. Inhalacja z rumianku i majeranku to wszystko, na co sobie pozwalam, odkąd rzuciłem papierosy. Ha, to już ponad 20 lat!

      Usuń
  8. Nit!
    Cytuję"kilkadziesiąt lat wspólnego pożycia", to po ile teraz macie???
    Z tego, co zauważyłam, nie jesteś "łatwym" partnerem do współżycia. Współczuję Koleżance Małżonce!
    Pozdrów ją ode mnie serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wspaniałym partnerem do współżycia. Tak wspaniałym, że był moment, gdy obawiałem się, że Koleżanka Małżonka puści mnie w trąbę, bo wiadomo, że kobiety wolą drani. Ideał ma ciężko...
      Oj, boję się pozdrawiać ją od Ciebie. Zaraz zaczęłyby się pytani: A kto to? A skąd się znacie? A jak dawno ze sobą korespondujecie? A czego szukałeś w sieci? Dlaczego czatujesz z lachonami, zamiast ze mną porozmawiać? Czy ty aby nie przeżywasz spóźnionego kryzysu wieku średniego? Tak jak mówiłem - ideał nie ma lekko...

      Usuń
  9. Ha, mam Cię, chciałeś w swej Pyrlandzkiej przebiegłości dorównać mej Mordzie zdradzieckiej z Irlandii?! Niedoczekanie! Twoja Morda przy mojej jest Miss Polonia! Oto i twarde dowody, demaskuję Cię natychmiast:
    1. Muchy w Anglii, podobnie jak w Irlandii, poruszają się po rondach właśnie zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara, bo gdyby się poruszały przeciwnie, leciałyby pod prąd ginąc marnie na szybach przednich samochodów. Próbujesz wprowadzić w błąd SUWERENA- niedoczekanie!
    2. Dobrze wiedziałeś, co by się stało, gdybyś muchom podesłał dla dodania męstwa, dwa otwarte muchozole: Potrzymałyby Cię w otwartym polu (w pełnym słońcu w środku lata), wysłały lekkie oddziały wciągając Cię w wyczerpującą pogoń, by zadać decydujące uderzenie. Wiedziałeś, że bez dwóch nagich muchozoli są skazane na porażkę. Zabiłeś je, Mordo!
    3. Celowo zaatakowałeś muchy, by nie było widać skutków demograficznych programu 500+ .
    4. Trzeba było zakazać muchom wycierać ubeckie mordy imieniem (Wielkiego?) Brata- może bym uwierzył w Twe szczere intencje.
    Oj, Duda się za takich weźmie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, i wyszło Szydło z Oświęcimia! Zachodnie, irlandzkie reżimy chcą nam, Polakom, narzucać swoją chorą ideologię i wrogą propagandę. Ale my się nie damy! Pokonamy Was siłą argumentów.

      Ad 1. Chcesz mi wmówić, że w Anglii żyrandole montuje się na podłodze? Trudno w to uwierzyć. W Polsce wciąż wiesza się je pod sufitem i patrząc z mojej perspektywy, muchy latają zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara.
      Chyba, że mówimy o zegarze słonecznym w Johannesburgu.

      Ad 2. Po prostu, w czas się spostrzegłem, że to nie polska, a krzyżacka tradycja. Ale, że pająk-krzyżak to ich wróg, wydało mi się to na miejscu.

      Ad 3. Gdybym chciał, żeby nie było widać czegokolwiek, to bym je wypuścił. Taka gromada much skutecznie przysłania każdy widok. Zupełnie jak wiadoma sztuczna mgła.

      Ad 4. No i tu miałem dylemat - bo mucha nie ma mordy, tylko liżący aparat gębowy, a to strasznie głupio brzmiało, nawet jak na prawdziwego i jedynego Polaka-patriotę, ze sfałszowaną lojalką, przeżywającym męki nieinternowania.
      Duda to się może po przedziałku podrapać. Zrobi to, co każe mu Prezes Pan Nasz, Ament.

      Usuń
    2. Widzę, że mnie zmuszasz do czynów ostatecznych. Zatem niech będzie, odmówię tajną formułę żoliborsko- toruńską, wymawianą na wypadek napotkania argumentów: "Za Ciebie mogę się tylko modlić"! Ja akurat wznoszę modły do Latającego Potwora Spaghetti, ale to chyba niewiele zmienia w sensowności i mocy jej użycia.
      P.S. W Anglii i Irlandii żyrandole montujemy na sufitach, ale zegarków już nie, a i nie oglądamy przez nie żyrandoli. Zegarki możemy za to położyć na podłożu, tak jak i pra-zegary (zegary słoneczne) leżały.
      Niech zatem Wielka Wszechwiedząca Węglowodanowa Istota odpuści Ci Twą nieprawomyślność i grzech sprzeniewierzenia.
      RAMEN.

      Usuń
    3. Oj, za takie słowa, Jego Makaronowatość ukarze Cię po śmierci - i przez wieczność będziesz musiał pić odgazowane piwo!

      Usuń
  10. Nit,ja to tak się głupio nazywam..Wacław Jasiński..Hi,hi,ale tak u Ciebie w zalogowaniach..A moje imię: M-16! Pomiętam Twoje dysputy ze Ś.p Marią Dorą..To była uczta intelektualna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę nicka. Właśnie z bloga Marii-Dory. Brakuje mi jej dzisiaj...

      Usuń
  11. Nit,Ty się nie wygłupiaj,nie kończ..Bo Ty tu wnosisz,a niektórzy odnoszą. I to jest to! Qrwa mać!Nit,przepraszam za długą nieobecność werbalną, bo Ciebie zawsze przecież czytałem..Nit,jeśli odejdziesz,to czarownik jesteś,a takich to na stosie..ten,tam..tego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NA razie odchodzę tylko na 10 dni - jadę na urlop. Wprawdzie wifirifi tam jest, bo wszędzie jest, ale komputera ze sobą nie zabieram, bo chcę od niego odpocząć, a na telefonie jest to strasznie męczące. Niech no ja dorwę tego, kto wymyślił ekrany dotykowe!

      Usuń
  12. A propos Waszych, P.T. Panie i Panowie "wersalsko" - rządowych duserów. Ze znajomym lekarzem [młody szczyl - około pięćdziesiątki] ustaliliśmy następujący rytuała powitalny:
    - Witam pana, kanalio z genami zdrady we krwi...
    - Jak się pan miewa, zdradziecka mordo drugiego sortu?

    I dalej już idzie normalnie...

    - A jak mam Was, Panie i Panowie, zęby być "w PiS-owskom kursie dieła"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za mimowolne literówki...

      Usuń
    2. Cwany jesteś. Zająłeś sobie z kolegą wszystkie najlepsze określenia: kanalie, geny zdrady, zdradzieckie mordy i drugi sort (zdaje się, że poeta miał jednak na myśli "gorszy sort"), a miejsce gdzie stało ZOMO za sprawą Piotrowicza i Piotra Dudy nie wydaje się już taką obelgą, by takiemu podłemu "niePiSiorowi tym dopiec. Już wiem, poczekam aż posłowi Kaczyńskiemu znów szajba publicznie odbije i rezerwuję dla siebie wszystkie nowości. Zwłaszcza obcojęzyczne, bo uwielbiam prezesowe przekonanie o tym, że to mądrzej brzmi!

      Usuń
    3. A że wszystko idzie po myśli Prezesa Jarosława Pana Naszego, Amen, to należy oczekiwać, że w przypływie dobrego humoru, jakimś nowym słownym wynalazkiem obdarzy nas już wkrótce.

      Usuń
    4. mnie niedawno zapytano, czy mój nick to tak z politycznej przekory... faktycznie powstał on za "IV RP", ale jego historia jest rozbudowana i z polityką nie ma nic wspólnego...
      ...
      za to dość długo miałem kłopot z ksywką na Kaczyńskiego... w końcu wyszedł mi "mały", najprostsze rozwiązania bywają najlepsze...
      bo maliniaka i Plugawego Krystyna "kupiłem" od Wolanda, a Broszka pojawiła się jakoś tak wszędzie naraz w całej Polsce...
      tylko na zabójcę drzew /i nie tylko/ nie mam nicka, mówię po prostu "kawał kurwy" i wszystko jest jasne...

      Usuń
    5. Dictissime Wolande, epitet "drugi sort" wskazuje, że mogą być i niższe - trzeci, czwarty...enty... Znając inwencję leksykalną NadPrezesaZbawPolskie i jego Apostołów [szczególnie Apostolic] nie można wykluczyć dalszej gradacji.

      Usuń
    6. Pozdro dla Jara, któren nas,głupoli wyprowadził we wielki świat! O cześć ci,wielki mały palancie!

      Usuń
  13. Wybiłeś stado much, a napięcie dawkowałeś jak Hitchcock. Uwielbiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A on to niby co zrobił? Parę ptaszków się zleciało, zadziobało parę ssaków i wielki horror!

      Usuń
  14. Much nie cierpię od zarania, a ostatnio mnie prześladowały. Jednakowoż tam jeszcze siatek nie było, więc mogłam je przestraszyć i wypuszczać! A śmieci w takich dniach wyrzucam codziennie, żeby się dziady nie rozmnożyły.
    Opis odpowiedni do akcji! Doskonale dawkowane napięcie, aż myślałam, że te muchy jakieś manewry wojenne uskuteczniać będą. Na szczęście wygrana po Twojej stronie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokarz mi kogoś, kto lubi muchy! Niesiołowski się nie liczy...

      Usuń
  15. Genialne. :)))
    U mnie są osy, bo ja teraz po powrocie z urlopu zajmuję się namiętnie suszeniem owoców, robieniem soków, kompotów i dżemów. Więc nie dziwota, że je przyciąga. Zaczynam zawsze od pokazania ręką otwartego na oścież okna i stanowczego wypowiedzenia słów "Osa, sp....rzaj". Jak nie reaguje, pomagam jej ścierką.Kończę wrzaśnięciem za nią "I nie wracaj więcej!" Działa za każdym razem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na osy nie mam sposobu. Mam wprawdzie spray na szerszenie, który działa też na osy, ale boli po nim głowa.

      Usuń