Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


sobota, 31 grudnia 2016

Niech się już skończy

     Odgłosy zbliżającego się frontu, a w każdym razie bardzo je przypominające, uświadamiają mi, że kończy się rok. I dobrze. Niech się skończy. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie ten rok zapisał się czarnymi zgłoskami. Nawet jeśli nie wezmę pod uwagę czysto osobistych przeżyć, to i tak nie będę go miło wspominał.

     Oczywiście, ma tu wpływ wielki marsz ku przepaści, w jakim nasze państwo bierze udział, pośród burzy wiwatów i oklasków. Ale nie dlatego mam dość tego roku. W każdym razie, nie tylko dlatego. Przede wszystkim, ten rok już na zawsze pozostanie tym, w którym odeszło od nas tylu Wielkich, jak chyba nigdy przedtem, wyłączając lata wojen.

     Pozwolę sobie wymienić tylko tych najważniejszych dla mnie:

     David Bowie - którego trudno mi nawet sklasyfikować, jako że był wszechstronnym człowiekiem sceny. Legenda muzyki - no właśnie, jakiej? Do tego stopnia niedefiniowalny. Pamiętam czasy, gdy zdarłem sobie kasetę, w kółko słuchając "Absolute beginners". Człowiek, którego wpływ na dzisiejszą muzykę trudno przecenić.

     Dan Haggerty - młodsze pokolenie może go nie znać, ale moje zna go doskonale. Niezapomniany pan Adams, który w towarzystwie niedźwiedzia, przechadzał się po Górach Skalistych, czasem w towarzystwie swych przyjaciół - Jacka i jego muła "Number 7" oraz indiańskiego brata krwi, Nakomy. W pamięć zapadała zwłaszcza nostalgiczna ballada, kończąca każdy odcinek tego pięknego serialu.

     Glenn Frey - gitarzysta, wokalista i kompozytor, współzałożyciel legendarnego (często będę dziś używał tego słowa) zespołu The Eagles. A chciałoby się, żeby piekło jeszcze raz zamarzło...

     Bogusław Kaczyński - znany krytyk muzyczny i publicysta. Światowego formatu znawca i nieutrudzony propagator muzyki operowej. Człowiek, którego nie da się zastąpić nikim innym - bo był jedynym swego rodzaju. 

     Colin Vearncombe - lepiej znany jako Black. Brytyjski piosenkarz, autor i wykonawca przeboju z lat 80. "Wonderful life", który to utwór zna chyba każdy.

     Umberto Eco - włoski semiolog, profesor uniwersytetu we Florencji, no i pisarz, znany przede wszystkim z głośnej powieści "Imię Róży".

     Zdenek Smetana - postać, której nazwisko słyszało chyba każde polskie dziecko mojego pokolenia, ale nikt nigdy go nie widział, bowiem jego nazwisko pojawiało się dopiero na końcu dobranocki, w "napisach". Czeski scenarzysta i animator, twórca postaci Wodnika Szuwarka, Żwirka i Muchomorka.

     Marian Kociniak - znany aktor, niezapomniany pechowy starszy strzelec Franek Dolas, usiłujący pojmać zbójników Murgrabia, czy wodzący diabłów za nos Marcin Kabat. Starsze pokolenie pamięta doskonale tytułową piosenkę "Powtórki z rozrywki", zaśpiewaną jego aksamitnym i ciepłym głosem.

     Marek Bargiełowski - mniej znany, ale bardzo charakterystyczny aktor. Dla mnie osobiście niezapomniany Ścibor z filmu "Gniazdo", opowiadającym o początkach państwa polskiego. No i prezes spółdzielni mieszkaniowej ze "Zmienników".

     Prince Rogers Nelson - lepiej znany po prostu jako Prince. Amerykański muzyk, równie niedefiniowalny, co wspomniany wcześniej David Bowie. Dla mnie osobiście autor przede wszystkim piosenki "Purple Rain", której potrafiłem swego czasu słuchać w kółko, aż mi się kaseta nie wkręciła w rolki.

     Maria Czubaszek - satyryczka, dziennikarka, pisarka i czasem nawet aktorka, niezapomniana Babcia ze "Spadkobierców". Bardziej od niej samej znane były jej teksty, wygłaszane przez aktorów kabaretowych.

     Janusz Ekiert - krytyk muzyczny, muzykolog i dziennikarz, popularyzator muzyki klasycznej. Znany telewidzom przede wszystkim z teleturnieju "Wielka Gra", w którym często występował jako ekspert.

     Andrzej Wajda - legenda polskiego kina, reżyser filmowy i teatralny, przedstawiciel kina moralnego niepokoju, autor takich obrazów, jak  brawurowa adaptacja "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego, "Człowiek z Marmuru", czy "Ziemia obiecana", uhonorowany Oscarem za całokształt twórczości.

     Andrzej Kopiczyński - aktor, niezapomniany podporucznik Kotarski, Mikołaj Kopernik, czy przepięknie zagrany inżynier Stefan Karwowski.

     Leonard Cohen - kanadyjski bard, piosenkarz, poeta, autor niezapomnianych ballad, jak choćby "Hallelujah", "I'm your man", "In my secret world", czy "Dance me to the end of love".

     Jerzy Cnota - polski aktor, znany głównie z roli Gąsiora w "Janosiku" Jerzego Passendorfera.

     Robert Vaughn - amerykański aktor, niezapomniany odtwórca roli rewolwerowca Lee - jednego z "Siedmiu wspaniałych", czy majora Kreugera z "Mostu na Renie". Mimo stosunkowo niewielkiego dorobku, aktor na tyle charakterystyczny, że kojarzony przez wszystkich kinomanów.

     Fidel Castro - kubański polityk i dyktator. Trudno mi po nim płakać, ale dla mojego pokolenia, chcąc nie chcąc, urósł do rangi symbolu, wielkiego, znanego, aczkolwiek niekoniecznie godnego naśladowania.

     Tadeusz Chmielewski - polski reżyser i scenarzysta, autor takich komedii, jak "Gdzie jest generał", "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", czy "Wiosna, panie sierżancie".

     John Glenn - amerykański astronauta, weteran programu "Mercury", pierwszy Amerykanin na orbicie okołoziemskiej.

     Bohdan Smoleń - aktor, satyryk, kabareciarz, członek niezapomnianego kabaretu Tey. Czy ktoś z Was nie słyszał nigdy Pelagii, pracującej w fabryce bombek?

     George Michael - brytyjski piosenkarz, kompozytor, członek zespołu WHAM, autor piosenek, nuconych przez połowę świata, jak "Careless whispers", "Freedom", czy "Wake me up".

     Carrie Fisher - amerykańska aktorka, znana przede wszystkim z Gwiezdnej Sagi, w której wcieliła się w księżniczkę Leię.

     Debbie Reynolds - jej matka, również aktorka, niezapomniana Kathy Selden z "Deszczowej Piosenki".

     Jak sami widzicie, nie mam powodów, by żegnać ten rok z żalem. Raczej z ulgą. I z nadzieją, że następny będzie lepszy. Silną nadzieją. Bo co musiałoby się stać, żeby było gorszy?

     I tego właśnie życzę Wam dziś, żegnając ten paskudny rok 2016.

30 komentarzy:

  1. Odeszło wielu i wielu jeszcze odejdzie, taka kolej losu....
    Spokojnego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, dopiero teraz do mnie dotarło jak wiele smutnego (i jak wile złego), wydarzyło się w tym roku...
    Na POHYBEL Staremu!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sporządziłeś Straszną Listę, tym straszniejszą, że są na niej Osoby ode mnie znacznie młodsze i zaledwie jedna - dwie starsze... No ale mniejsza z jednostkowym tym problemem...

    Życzę Ci, Nitagerze, i Twoim bliskim, Dobrego Roku spędzanego w zdrowiu i pogodzie ducha.

    A w wymiarze społecznym... - Niech ptasia grypa lub świńska pryszczyca sprowadzi śmierć polityczną [nie jestem tak okrutny, by życzyć im fizycznej] na całe to zadowolone z siebie stado, które cofa nas w zapyziały polski wiek XVII... Oby za rok znajdowali się w odmętach powszechnej niepamięci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pocieszę Cię, ale co roku lista znanych i lubianych, którzy przenieśli się w inny wymiar jest równie długa. Żyjemy a więc i umieramy.
    I nikt, ani nic tego nie zmieni.
    Wiem, to przygnębiające, bo wraz z Ich odejściem odchodzi część naszej młodości i wzrasta świadomość nieuchronności odejścia dla nas.
    Ale dopóki jeszcze budzimy się rano niewyspani i nieszczęśliwi, że znów kolejny dzień przed nami, życzę Ci by ten Nowy Rok był choć pod kilkoma względami lepszy od tego, który dziś pożegnamy.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydałoby się, by był lepszy, choćby pod względem zdrowotnym. I tego samego życzę Tobie.

      Usuń
  5. Dzięki za tę listę, bo o niektórych zgonach nie wiedziałem, niektórych nie kojarzyłem, że to wszystko w tym roku...

    Skoro już to mamy za sobą, to może następny rok będzie szczęśliwszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za czasy! Umierają ludzie, którzy przedtem nigdy nie umierali [Julian Tuwim - Jarmark rymów]

      Usuń
    2. Przyznam Ci się, że opanowały mnie myśli tak czarne, że trudno mi już nawet mieć nadzieję. Cóż, rok parzysty...

      Usuń
  6. O wszystkich tych odejściach człowiek słyszał ,przeżywał .Jednak lista robi wrażenie.
    Pomimo smutnego roku, który mija życzę Ci wszystkiego dobrego w nadchodzącym 2017.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja Tobie - niekoniecznie pod względem listy, przynajmniej nie tylko.

      Usuń
  7. Niech będzie spokojny i mimo wszystko, jako Nowy, niech niesie nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak do końca spokojny to nie może być. Niech się dzieje - ale niech się dzieje dobrze!

      Usuń
  8. Witaj w Nowym 2017 Roku !
    Dla mnie ten rok nie był zły.
    Ten za to będzie obfitował w wiele dla mnie i mojej rodzinki wydarzeń: matura najmłodszego syna, ślub i wesele córki, 2 wesela w rodzinie.
    Do siego roku Nit ;)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby był dla Ciebie jeszcze lepszy, niż się spodziewasz. A synowi samych szóstek na maturze!

      Usuń
  9. Następny po prostu musi być lepszy:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też ten rok żegnam z ulgą. A nowy witam z nadzieją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nieśmiałą iskierka nadziei tli się i we mnie.

      Usuń
  11. Bardzo smutna ta lista.
    Może Nowy Rok będzie lepszy?
    Miejmy nadzieję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałby być naprawdę tragiczny, żeby nie był lepszy. Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Plusem 2016 jest to, że wreszcie się skończył. Niech nadejdzie lepsze, czekamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia.

      Usuń
  13. Faktycznie ten Twój post jest bardzo podobny do mojego...
    Ja twardo trzymam się nadziei, że 2017 będzie lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  14. gdy się dowiedziałem o George'u Michael'u, to skojarzyłem sobie zeszłoroczną świąteczną czarną serię... pierwszą myśl wtedy zwerbalizowałem zdaniem: "no, kurwa, zaczyna się"... ale jakoś dzień później rzuciłem przypadkiem okiem do telewizorni, a tam Marek Niedźwiedzki uświadomił mi, że dzień wcześniej umarł Rock Parfitt /Status Quo/, a jeszcze wcześniej także w Grudniu Greg Lake... gdy dodamy do tego jeszcze Staśka Wielanka, wychodzi na to, że pochód muzyków do Nawii trwa a la longue, tylko my tworzymy iluzję szczególnego znaczenia niektórych dni i postaci...
    co nie przeszkadza bynajmniej w tworzeniu swoich prywatnych list rankingowych, ot takie nieszkodliwe dziwactwo, któremu sam też się czasami oddaję...
    pozdrawiać jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. */errata literówkowa: Rick Parfitt, rzecz jasna...

      Usuń
  15. Oj wielu Wielkich opuściło ten świat w tym roku, Twoim wpisem jeszcze mi to bardziej uświadomiłeś. Niektóre odejścia zdążyłam już zapomnieć, bo dla mnie ten rok był bardzo intensywny z powodów osobistych, dużo, oj dużo się działo.
    Mimo wszystko w moim życiu przyniósł sporo dobrego, więc ja nie narzekam.
    Mam jednak parę kolejnych planów na przyszły, więc życzę sobie i tobie, żeby kolejny rok był lepszy, znacznie lepszy. Dla naszego kraju też, chociaż przy obecnej sytuacji to chyba niewiele już nas może teraz uratować...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wygląda jak apel...
    Życzenie się spełniło. skończył się, ponad tydzień temu

    OdpowiedzUsuń