Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 18 sierpnia 2015

Drewnianą nogę kupię!

     Niewielka miejscowość, w której wypoczywałem, jak na kurort, była wyjątkowo spokojna. Ani jednej nocy nie było słychać irytującego „Łup! Łup! Łup!”, charakterystycznego dla młodzieżowej rozrywki.  Z pewnością nie można nazwać mnie istotą przesadnie towarzyską, ale w nadmorskiej miejscowości tłumy na głównej ulicy wcale mi nie przeszkadzają. Ba, uważam, że mają swój urok! Na pogodę narzekać się nie dało. Na ceny – również. Jednak obecność „Biedronki” robi swoje – w żadnym punkcie gastronomicznym nie było drożyzny. Jedzenie świeże, smaczne… Ceny piwa takie same, jak w głębi kraju, może jedynie lody nieco droższe. Dookoła uśmiechnięci ludzie, niektóre panie bardzo urodziwe, w dodatku przesadnie nie osłonięte. Krzyk mew, nieodłącznie kojarzący mmi się z wakacjami. W porcie kołyszące się statki – nieduże, bo i port nie za wielki, ale na moje potrzeby gapienia się na nie wystarczy. Na co tu narzekać?
     
     Czułem się nieswojo. Nie było do czego się przyczepić, a ja jestem uzależniony od narzekania. Narzekam, więc jestem. Wprawdzie robię to jedynie w myślach, bo inaczej Rodzinka już dawno umieściłaby mnie w słoju z formaliną*, ale za to robię to starannie, dokładnie, i z dużym zaangażowaniem, wynikającym z życiowej pasji. Już na drugi dzień zacząłem odczuwać syndrom odstawienia. Drżały mi ręce, oddech stał się nierówny, byłem nienaturalnie pobudzony. Jak tu żyć, panie premierze?
     
     Pewien mały chłopiec, w swojej naiwnej dobroci, zaaplikował mi delikatne lekarstwo, które nieco uśmierzyło ból. Bawił się grzecznie w piasku, tuż za moim leżakiem, podczas, gdy mamusia od kilku godzin informowała resztę świata o jakichś bzdurach. Swoją drogą, szacun dla baterii tego telefonu…
     
     Synek zbudował sobie zamek i dawaj naprzykrzać się bardzo zajętej mamusi. „Zobacz, jaki zamek zrobiłem! Mama, no zobacz! Mama, widzisz? Mama, no zobacz, jaki zamek zrobiłem!”. Głosik miał przy tym piskliwy i mówił coraz głośniej, mając nadzieję, że zwróci tym na siebie uwagę swej rozgadanej rodzicielki. Dość, że po kilku minutach miałem ochotę wstać i ryknąć jej prosto w twarz: „No, zobacz wreszcie ten cholerny zamek, do @#$%^&! nędzy”. I, co ciekawe, wcale nie zdenerwował mnie ten chłopiec, tylko jego żyjąca na innej planecie mamuśka. Dziecko bowiem nie robiło niczego, co nosiłoby znamiona czynu zabronionego, albo chociaż nie polecanego – bawiło się w piasku, co jest świętym prawem każdego dziecka i powinno to zostać bezwarunkowo umieszczone w nowym projekcie Konstytucji. 
     
     Nie wiem, jak to się skończyło, bo moi chłopcy postanowili trochę popływać. Mimo, że pływają lepiej ode mnie, są ode mnie wyżsi i silniejsi, jakoś nie potrafię spokojnie leżeć na krzesełku, podczas, gdy oni figlują w morzu. Polazłem więc za nimi i zacumowałem na granicy wody i piachu. Zawsze spokojniejszy jestem, gdy stoję na brzegu i przyglądam się im i – po trosze – co niektórym plażowiczkom.  Nie robię przecież niczego złego – one specjalnie po to wyszły na plażę, żeby inni mogli im się przyglądać! W sumie, stwierdzam, że coraz mniej jest na świecie powabnych pań. I nic, że i ja swój powab straciłem jakieś 20 kilogramów i tyleż lat temu – to może działać też w jedną stronę, w końcu występowałem jedynie jako obserwator. Owszem, jest wiele zgrabnych, ładnych, poruszających się z niewymuszonym wdziękiem. Ale co z tego, kiedy one w większości są wytatuowane? Ohyda…
     
     To pozwoliło mi lepiej skupić uwagę na moich synach. W sumie, nie była im ona potrzebna… Na szczęście!
     
     Nie wiem, jak długo trwała ta idylla. W końcu los zlitował się nade mną i dał mi prawdziwy powód do narzekania. Uważam nawet, że w swojej dobroci nieco przesadził. Obdarował mnie bowiem zapaleniem jakiegoś nerwu w prawej nodze. Dopóki stałem, lub leżałem, wszystko było znośnie – bo kto by tam zwracał uwagę na to drobne kłucie w udzie. W moim wieku, gdy nic nie boli, to znaczy człowieku, że już nie żyjesz. Ale każda próba zmiany pozycji, zwłaszcza na siedzącą i vice versa, stawały się coraz większą torturą.
     
     Najpierw próbowałem rozchodzić i rozćwiczyć. Pomagało – ale na krótko. Wystarczyło posiedzieć chwilę, aby przy próbie wstania spocić się jak mysz, zaciskając zęby do granicy wytrzymałości szkliwa. Potem polazłem do apteki.
     
     Leki pomagały. Na kilka godzin. A tu urlop się kończy, czas wracać. Jak ja pojadę, z tą zdrętwiałą z bólu prawą nogą? Co, jeśli nie wcisnę na czas hamulca?
     
     Ale co było robić? Naszprycowawszy się lekami przeciwbólowymi, wyruszyłem w trasę powrotną. Już po godzinie zagryzałem wargi. Pozycja siedząca, zwłaszcza ta samochodowa, powodowała jakiś dodatkowy ucisk na nerw, czy coś tam, no w każdym razie bolało jak diabli. A przede mną pół dnia drogi!
     
     Chciałem to mieć za sobą jak najprędzej, więc jechaliśmy tylko  na dwa pitstopy, jak Louis Hamilton. Dojechaliśmy szczęśliwie. Z radości wytrąbiłem duszkiem półlitrowe piwo, które przezornie zostawiłem sobie w lodówce przed wyjazdem na wczasy.
     
     Po kilku dniach, podczas porannego stękania i jęczenia, Koleżanka Małżonka postawiła mi ultimatum: natychmiast masz iść do lekarza! Wiedząc, czym to grozi, nie opierałem się zbytnio.  Zresztą, mnie też znudziło się to czekanie po każdym wstawaniu, aż ból osiągnie poziom "do wytrzymania". Wstałem od komputera, na którym napisany był już wstęp do „Przewodnika kulinarnego po lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych bez recepty”, pojęczałem trochę, prostując nogę i pokuśtykałem do pobliskiej przychodni.
     
     Od tygodnia z okładem biorę zastrzyki. Nic nie pomagają – jak bolało, tak boli. Pielęgniarki dziwią się, że lekarz zapisał mi lek tak delikatny. Ale ręce maja równie delikatne, jak zastrzyki, więc nie narzekam. Wspomagam się doustnie, bo ból czasami jest nie do wytrzymania – zwłaszcza, gdy praca wymaga kilkugodzinnego ogrzewania krzesła. Najchętniej odrąbałbym sobie tę nogę. Na przeszkodzie stoi jedynie fakt, że musiałbym to zrobić razem z połową tyłka, a nie jestem pewien, jak te wszystkie rurki w środku przebiegają. „Przewodnik…” zaczyna nabierać kształtu. Skończyłem właśnie długi rozdział o białych tabletkach, rozpocząłem o niebieskich, w planach mam jeszcze o żółtych, czerwonych i nieco krótszy o zielonych. Mam już kilkadziesiąt receptur na różne potrawy z tabletek. Jest kanapka z tabletką, jest budyń z tabletkami, jest nawet pieczeń, nadziewana pigułami. Moje najnowsze drinki też ozdabiane są tabletkami - nie ma jak martini, ozdobione Opokanem, nadzianym na szpadkę! Namyślam się jeszcze nad suplementem o maściach. Może nadadzą się na sos?


_____________
* No, bez przesady, trochę tam tych narzekań wycieknie na światło dzienne. Ale nie na tyle, by zagrażało to mojemu życiu.

23 komentarze:

  1. uuu, na te nogę, to ja zalecałabym jednak wizytę w prywatnym gabinecie lekarskim, a nie refundowaną na NFZ-et, problem tkwi zapewne w kręgosłupie, a tego bym nie lekceważyła...
    a czy "twoja" mamuśka z plaży, przy opisywaniu rzeczywistości, też używała tak barwnych określeń, jak "moja"?... :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dwa dni kończą mi się zastrzyki - rozpatrzę Twoją radę. Co gadała mamuśka, nie wiem. Jakoś nie zapamiętałem. Widocznie nie było warto, a może nie było w tym żadnej treści...

      Usuń
  2. dałbym Ci namiar na świetną masażystkę...
    ale...
    ona ma tatuaż, więc raczej nie ma o czym gadać...
    ale nawet, gdyby nie miała, to tylko leczenie objawowe by to było, czyli znowu ulga jedynie na jakąś chwilę... więc Frytka /choć też ma tatuaż, sama pokazywała u siebie/ dobrze gada... tu neurologa trzeba porządnego, bo to na tzw. "rwę kulszową" wygląda, nie ma sensu truć się prochami przeciwbólowo i przeciwzapalnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki P. za poparcie, może pomimo posiadanego przeze mnie tatuażu, Nitager jednak na poważnie moje pisanie weźmie ... :))))))

      Usuń
    2. Tatuaż sprawia jedynie, że kobieta przestaje być dla mnie obiektem zainteresowania okołoerotycznego, co stawia ją wreszcie na równi z mężczyzną. Grunt to równość!
      Niech sobie masazystka ma tatuaż, niech sobie będzie brzydka, nawet może sobie być mężczyzną - byle pomogła. Tego wymagam od terapeutki. A że nie będzie przy okazji tchnienia amora - gdy kupuję codziennie bułki w sklepie, też go nie przezywam i żyję.

      Usuń
    3. no, to się wszystko wyjaśniło...
      ale...
      co będzie, gdy jest to masaż erotyczny i gdy już zbliża się finisz... a tu nagle zonk...
      masażystce niechcący odsłania się tatuaż...
      już słyszę ten krzyk:
      "spieprzaj dziadu, łapy precz ode mnie, nie jestem gejem!"...
      rotfl...
      luz...
      tylko sobie z Frytką tak żartujemy... dla odwrócenia uwagi od bólu... ale to też jest jedynie leczenie objawowe...

      Usuń
    4. Masaże erotyczne ze strony nieznajomych raczej mi nie grożą.

      Usuń
  3. No, ale się nerwa dorobiłeś.... biedny taki jeteś. Ale faktycznie, lepszy dobry masaż, niż piguły. Życzę powrotu do "bezbólu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po masażu, dokonanym przez Koleżankę Małżonkę, czułem się jeszcze gorzej, więc chyba nie do końca. Piguły pomagają, cały wic w tym, że na krótko. Nic nie chce ustąpić, "puścić", jak to nazywał mój dziadek.

      Usuń
    2. Może KOleżanka Małżonka zrobiłą masaż "złośliwy"?...nie, nie, żartowałam :)

      Usuń
    3. Nie sądzę - ona nie lubi prowadzić. Zależało jej na tym, żebym przed trasą był sprawny na tyle, żeby zasiąść za kółkiem.

      Usuń
  4. Muszę Ci zadać niedyskretne pytanie- czy stałeś w mokrych kąpielówkach na styku wody i plaży? Jeśli tak, to sam sobie zrobiłeś "kuku". Wróć do lekarza i dopowiedz mu to. Poza tym leż na plecach z nogami ugiętymi w kolanach i opartymi na jakimś "rusztowaniu", tak by od kolan do stopy były równoległe do podłoża. Poza tym smaruj mazidłem o nazwie "naproxen-żel". Traktuj nim nie tylko to bolące udo ale i również pośladek należący do tej nogi.
    I napisz mi, jakiego rodzaju jest ten ból- czy może taki, jakby Ci ktoś wrzątkiem to udo polewał? Jeśli tak to może masz zapalenie nerwów obwodowych, jeśli nie to może tylko rwa kulszowa, bo cię za bardzo ochłodziło gdy sterczałeś w mokrych po pływaniu kąpielówkach i podziwiałeś dziewczyny.
    Podzielam Twą niechęć do tatuaży- to chyba równie praktyczne jak "czipowanie" zwierząt- od teraz tatuowany ma swój znak rozpoznawczy i łatwo go zidentyfikować, bo kolorowy nie zejdzie nawet laserem. Zdróweczka zyczę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz tam niedyskretne - setki ludzi mnie tam widziały, więc dlaczego miałoby to być niedyskretne pytanie, skoro sam wystawiałem się na widok publiczny.
      Mogło się zdarzyć, że stałem w mokrych, choć generalnie po kąpieli raczej nie łażę nad wodę, tylko czekam, aż trochę obeschnę. Pogoda była idealna do suszenia: słońce prażyło, a od północy wiał chłodny (a więc suchy) wiatr. Kąpielówki były suche już po półgodzinie.
      Zupełne nie wyobrażam sobie leżenia z nogami do góry. Kiedy niby miałbym tak leżeć? W pracy?
      Żel kupiłem sobie już tydzień temu, ale nie zauważyłem, żeby mi cokolwiek pomógł.
      Rwę kulszową już kiedyś miałem. To bardzo podobny rodzaj bólu, z gatunku paraliżujących. Z wrzątkiem nie mają nic wspólnego, prędzej z prądem. Cała różnica polega na tym, że rwa bolała najbardziej rano, kiedy człowiek nie mógł się poruszyć po przebudzeniu, a potem, gdy to rozćwiczył, było znośnie. Tu jest odwrotnie - rano jest OK, ale podczas dnia, z godziny na godzinę jest coraz gorzej. Zupełnie, jakby ból zasypiał w nocy, a potem stopniowo się budził.

      Tatuaż to dla mnie psucie, a ja nie znoszę psucia czegokolwiek. Ludzkie ciało jest dla mnie arcydziełem, które nie tylko nie potrzebuje żadnej ozdoby, ale wręcz je ta "ozdoba" je szpeci. Tatuaż jest jak szlif na kieliszku koktajlowym, jak złota kokardka na sportowym samochodzie, jak fajansowa figurka w akwarium, jak grafitti na pomniku Kopernika, jak kolorowa wlepka na portrecie Mony Lisy, jak solo na Rolandzie, z piosenki disco-polo, dodane do Koncertu Chopinowskiego. Jednym słowem, kicz i tandeta na idealnym dziele sztuki. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy robią sobie tatuaże.
      Ukrywam to, aby ich nie obrazić, ale nie potrafię patrzyć na nie bez wstrętu. Zwykle staram się nie patrzeć w tym kierunku.

      Usuń
    2. Generalna zasada- nie suszymy kąpielówek na sobie, gdy już ukończymy 30 lat.Może Ci się to wydawać dziwne, ale to jest bardzo zdrowa, wygodna i lecznicza pozycja i możesz tak poleżeć po powrocie do domu. Najprościej i najzdrowiej poleżeć tak na kocu rozłożonym na podłodze, a nogi od kolan (ugięte) trzymać na stołku, lub mebelku zwanym pufem. Kup w aptece (bez recepty) wit. B1 i łykaj.Nie działa p.bólowo, ale regeneruje nerwy. Przydałby Ci się bliski kontakt z dobrym rehabilitantem, bo trzeba zapewne coś odblokować. I przypomnij sobie co robiłeś zanim Cię ten ból dorwał.
      Co do tatuaży - zapewne jesteśmy oboje w tej materii niemodni w swych poglądach, ale zgadzam się z Tobą w 100% . Podobne uczucia budzi we mnie piercing, to też takie jakieś chore upodobanie. Ostatnio widziałam dziewczynę, która byłaby naprawdę ładna gdyby nie dwa kółka w jej brwiach, całkiem spory zestaw różnej
      wielkości kulek na małżowinach usznych i kulka na jednym nozdrzu. Ciekawe czy bramka bezpieczeństwa na lotnisku dzwoni, gdy ona pod nią przechodzi.

      Usuń
    3. wiesz Nitager, wcale nie ukrywasz swoich poglądów i tak Ci powiem, że jak czytam to wszystko, to nie czuje się obrażona, tylko jest mi, po prostu, przykro...

      Usuń
    4. Przykro? A dlaczego? Jednego kandydata na gwałciciela mniej!
      Nie ukrywam swoich poglądów, ale też nie głoszę ich przeciwko komuś, a już na pewno nie przeciwko Tobie. Ale nie będę przecież udawał, że podoba mi się coś (nie ktoś), co budzi we mnie niechęć. Nie znamy się, nigdy się nie poznamy, nigdy nie zobaczymy się na oczy - jakie znaczenie ma fakt, że akurat mnie Twoja łydka nie zachwyci? Na świecie jest coś około 7 miliardów ludzi. Jeden potencjalny adorator Ci ubył - ale zobacz, ilu zostało! Ja przecież pewnie też nie obudziłbym w Tobie żadnych zdrożnych myśli, więc dlaczego jest Ci przykro?
      Nie żałuj - masz swoje życie i swoje kanony piękna - a ja mam swoje.

      Usuń
    5. Anabell, pierwszy atak tego świństwa (rwa) przeżyłem w wieku 16 lat, na skutek przebytej choroby. Więc nie wydaje mi się, żeby wiek miał tu znaczenie.
      Pozycja ciekawa - ale co można robić, leżąc w ten sposób? Ani mirabelek nie obiorę na nalewkę, ani nie pozgrywam zdjęć z wakacji, ani nawet nowego posta nie napiszę...
      Co robiłem? Pewnie to, co zawsze: buszowałem w necie, albo po lodówce, ewentualnie nadrabiałem zaległości w pracy. Nie wiem - nie pamiętam, kiedy dokładnie zaczęło mnie boleć. To działo się stopniowo. Najpierw lekko, niedokuczliwie. Dopiero na wakacjach ból przybrał na sile tak, że potrzebne było leczenie.

      Usuń
  5. Miałam CI ja taką drewnianą nogę z połową zdrętwiałego pośladka jesienią dwa lata temu. Też zaliczyłam całą tę drogę przez środki przeciwbólowe i zastrzyki, ale niestety nie pomogły.
    Dopiero dobry fizjoterapeuta pomógł mi te nerwy rozćwiczyć. Nie ma co czekać za długo, piguły i chemia pomagają tylko na trochę. Leć do dobrego masażysty i niech Ci oprócz masaży poleci ćwiczenia do domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy właśnie wcale nie jestem przekonany, że bez chemii się uda. To jest stan zapalny. Najpierw trzeba go zwalczyć, a potem można bawić się w rehabilitację.

      Usuń
    2. Mnie się też tak wydawało, ale okazało się, że u mnie cała wstrzyknięta chemia nie pomogła tak, jak dwie wizyty u magika od męśni, nerwów i stawów.
      Zrobisz co chcesz, ale spróbuj przynajmniej dowlec się do kogoś, kto się na tym zna i zasięgnąć opinii.
      Inaczej czeka Cię długa droga, niekoniecznie zakończona sukcesem.
      Powodzenia, współczuję, pamiętam ten badziew, co mnie wykańczał dwa lata temu. A od siedzenia bolało najbardziej!

      Usuń
  6. Wychodzi na to że słusznie czynię nie jeżdżąc na wakacje
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo tracisz. O ile się na czas wyleczę, zimą będę tęsknił nawet do tej bolącej nogi.

      Usuń
  7. Własnie słucham radia i mówią tutaj, że większość dziwnych bólów ma swoje źródło w miednicy!!! każą ćwiczyć też biodra: siadać w kucki, siadać po turecku i siadać "na żabkę". ruszać się, ćwiczyć. może u Ciebie to też miednica? trzymam kciuki, żeby lepiej Ci było. :)

    OdpowiedzUsuń