Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Powrót z urlopu

     Wróciłem. Wbrew swoim obawom, wróciłem opalony i wymoczony, aczkolwiek wymoczkiem wciąż nie można mnie nazwać. Przeciwnie, chyba służyła mi nadmorska kuchnia, bo trochę mi się przybrało.
     
     Zauważyłem, że moje pisanie nie pozostaje bez odpowiedzi ze strony czynników wyższych. Wystarczyło obsobaczyć pogodę, aby ta zarumieniła się ze wstydu i po cichutku dokonała diametralnej zmiany. Sztorm, deszcz i zimno w ciągu jednego dnia zmieniły się w suszę, upał i całkowitą flautę. Na morzu głównym generatorem fal stały się motorówki, ciągnące nadmuchiwane banany, obsadzone przez żądnych wrażeń plażowiczów. Zanim wyruszyły do pracy, na idealnie równej powierzchni morza nie dało się uświadczyć ani jednej zmarszczki . Potem trochę powiało – akurat tyle, aby dało się wytrzymać na plaży. I tylko woda morska pozostała zimna jak diabli – żadne czary na nią nie działały.
     
     Plażowanie to nie jest mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Zjawiam się tam w zasadzie wyłącznie po to, by się wykąpać, trochę wysuszyć i zaraz mogę wracać. Dlatego konieczne było zawarcie pewnego kompromisu z resztą rodziny, konkretnie z Koleżanką Małżonką, która chętnie relaksuje się na leżaczku, wsłuchana w szum fal. Szumu fal wprawdzie nie byliśmy jej w stanie zapewnić, z powodu totalnej flauty, ale za to ciszę morską regularnie przerywał ryk motorówek i głośne okrzyki, o treści: „Popcorn! Gorąca gotowana kukurydza! Orzeszki w karmelu!”. Mój Młodszy bardzo dziwił się, że żaden z tych obnośnych sprzedawców nie ma w ofercie zimnych napojów, których to, jego zdaniem, nie zdołałby donieść do następnego wyjścia z plaży, ale kto tam zrozumie tę pokrętną, nadmorską ekonomię.
      
     W każdym razie, uznałem, że dobrze jest czasem wyjechać w inne środowisko, choćby po to, aby się czegoś nauczyć. Na przykład, jak należy korzystać z plaży.
         
     Otóż, o czym nie wiedziałem, należy przede wszystkim zaopatrzyć się w kilkunastometrowy parawan, aby odgrodzić sobie jak największy kawałek plaży. Inaczej inni plażowicze mogliby się rozłożyć ze swoim majdanem irytująco blisko i nie dałoby się oddychać. Parawany należy wbijać tak, aby odgrodzić innym plażowiczom dostęp do morza. Niech kombinują!
     
     Do dobrego tonu należy przywitanie obecnych plażowiczów psyknięciem – wykorzystuje się do tego celu świeżą puszkę piwa. Należy tego dokonać natychmiast po rozłożeniu całego dobytku w zagrodzie, często przed zdjęciem koszuli.
     
     I wreszcie, po spełnieniu wszystkich wymaganych rytuałów, można spokojnie wyciągnąć komórkę…
     
     No, ale nasza nieuświadomiona rodzinka – no dzicz, po prostu – po rozłożeniu kocyka i leżaków natychmiast rzucała się do wody!
     
     Powiedziałem "rzucała"? Małe sprostowanie... Toż to cały rytuał!
     
     Najpierw biegnie się w kierunku wody. Drogę przegradza nam pas kamieni, wyrzuconych przez morze. Przemierza się go z okrzykami „Auć! Auć! Oj! Auć!”, by już po krótkiej chwili doznać szoku termicznego i oświadczyć, że „ja dzisiaj tylko zamoczę nogi”.
     
     Przy okazji odkrycie: im woda czystsza, tym zimniejsza. A była bardzo czysta!
     
     Pierwszy etap za nami. 
     
    Kolejnym było zamoczenie łydek. Aż łupało! Ale ten etap kończył się dopiero na wysokości kolan. Nie sądziłem, że zanurzenie cienkiej skóry z tyłu kolan to aż tak traumatyczne przeżycie. Po zanurzeniu kolan należało odczekać kilka minut, aż temperatura się wyrówna, łypiąc złowrogim okiem na wszystkie dzieciaki, zbyt mocno chlapiące, nawet jeśli tylko przechodziły obok. Dopiero wtedy można dać krok naprzód.
     
   Nie wiem, jak Panie to przeżywają, ale wszyscy mężczyźni chyba zgodzą się ze mną, że najtrudniejszym etapem w tym procesie jest tzw.  Zmoczenie Materiału – konkretnie tego materiału, z którego wykonano kąpielówki. Tak wysokich dźwięków nie da się wyemitować w innych warunkach. Zmoczenie Materiału też należy podzielić na dwa podetapy. Pierwszy kończy się mniej więcej w połowie kąpielówek. Drugi – gdy woda dostanie się do gumki.
     
     Kolejny przystanek izotermiczny, na otrząśnięcie się z szoku. W międzyczasie można spróbować zanurzyć ręce, które nie wiadomo czemu, wszyscy trzymali dotąd wysoko w górze. Jest to, wbrew pozorom, czynność, wymagająca sporego samozaparcia, bo o ile w przypadku poprzednich etapów trudno się z nich szybko wycofać, w tym konkretnym mamy możliwość uniesienia dłoni w górę, w celu natychmiastowego przerwania tortury. Szczególnie wstrząsające jest zamoczenie nadgarstków.
      
     Krok naprzód. Delikatnie… Może wreszcie przestać chodzić na palcach? Zamykamy oczy i zapadamy się w straszną otchłań. Znaczy, zimna woda liże nas już nieco poniżej piersi. Jestem bardzo ciekawy, jak na następny krok – czyli właśnie zanurzenie piersi – reagują panie. U mnie to nie jest największy szok – znacznie mocniej szczypie pod pachami.
     
     Wreszcie podejmujemy męską decyzję. Kilka głębokich wdechów, podskok i podkurczenie nóg. Zimna pokrywa z trzaskiem zamyka się nad nami. Na okamgnienie, bo zaraz wyskakujemy nad powierzchnię, jak U-boot podczas alarmowego wynurzania. Jeszcze kilka takich podskoków i wreszcie można chwilę popływać, mocno zagarniając ramionami, aby je nieco rozgrzać.
     
     Wszyscy się zanurzyli? Wszyscy. To co, idziemy po sprzęt?
     
     Czysta woda w morzu zachęca do nurkowania. Płetwy, maski i fajki zostały na brzegu. Trzeba teraz wyjść z wody, przejść przez auć-oj-auć-pas-kamieni, przecisnąć się między parawanami, parasolami, porozrzucanymi zabawkami, znaleźć punkt docelowy – co wcale nie jest łatwe – i zabrać sprzęt do wody. Potem trzeba usiąść na brzegu i z wysiłkiem wtargać na siebie płetwy, które w zimnej wodzie jakoś tak się kurczą i twardnieją, że trudno je założyć. W międzyczasie człowiek wyschnie i nieco się ogrzeje – więc etap zanurzania trzeba powtarzać od początku.
     
     Ale warto. Podwodne widoki warte są tego wysiłku. Nawet w tak ubogim, wydawałoby się, w życie morzu, jak Bałtyk.
     
     O pozostałych atrakcjach - w najbliższym poście.

20 komentarzy:

  1. Już zapomniałam jak zimny jest Bałtyk, podejrzewam, że równie zimny jak potok Bystry w Tatrach lub woda w basenie na Jaszczurówce - jakiś dziwak twierdził, że to są baseny termalne, bo temp. wody = +17 stopni.A może szło mu o terminalne, tzn. takie tuż przedśmiertne:) Parawany na naszych plażach to norma bo chronią przed wiatrem- kiedyś do tego dochodził porządny, duży grajdoł, który wykopywało się zaraz pierwszego dnia plażowania i dopieszczało jego formę przez cały czas pobytu, w moim przypadku przeważnie 4 - 8 tygodni. Bo wtedy nie było takich tłumów jak teraz, poza tym nie jezdziły jakieś plażowe czyszczarki a dobry, plażowy obyczaj stanowił, że nikt nie ładował się do grajdoła wykopanego przez kogoś. Za moich czasów kursowali sprzedawcy: wiśni, śliwek, jabłek i gotowanego bobu. Raz był jeden z lodami na patyku, ale nie miały wzięcia. I, nie wiem czemu, ale piwa nikt na plaży nie pił. Motorówki z dmuchańcami też nie pływały. Sadząc po tych kamieniach byłeś na zachodnim wybrzeżu,
    ja notorycznie bywałam na Półwyspie Helskim a kąpałam się w zatoce, żeby nie zemrzeć z zimna. Kiedyś , ponieważ kraj był w niewoli to nie wszystkich było stać na urlop nad morzem , a teraz, ponieważ kraj jest w ruinie (wg PiS) znacznie więcej osób spędza urlop nad morzem.
    Cieszę się, że już wróciłeś.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też myślałem, że parawan służy do ochrony przed wiatrem. Ale zmieniłem zdanie, na podstawie obserwacji własnych - parawan służy wyłącznie do odgrodzenia sobie kawałka plaży i przejęcie go w posiadanie.
      Na Półwyspie Helskim też bywałem, ale od strony Zatoki kąpałem się tylko raz i to niechcący - w czasie krótkiej przygody z deską windsurfingową. Zawsze wybierałem piękną, czystą i urokliwą plażę od strony morza.

      Usuń
  2. Ja równiez cieszę się, że wróciłeś.
    I ja równiez byłam na wakacjach, ale w całkiem odwrotnym kierunku...
    Tez było fajnie :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na ile odwrotnym? Na tyle, że w Alpach, czy jeszcze dalej - nad Morzem Śródziemnym?

      Usuń
    2. Nie no.... tak daleko to się nie zapuszczam.....w polskich górach byłam....czyt. Mój wpis: "Żeby nie było, że mnie nie ma.."

      Usuń
    3. Wydawało mi się, że bliżej Ci w Alpy, stąd moje pytanie. Ale polskie góry też miłe. Fakt, dawno tam nie byłem...

      Usuń
  3. ciesze się, że wróciłeś zadowolony i wciąż Ci zazdroszczę tego zimnego Bałtyku... i jeszcze długo będę... )))))))
    najnowsze trendy w parawaningu sugerują rozbicie parawanu w płytkiej wodzie, przy brzegu .... )))))
    http://demotywatory.pl/4535321/Janusze-plazy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałem, że ten gatunek ma już nazwę. Janusz - ładnie. A jak po łacinie?

      Usuń
    2. kretinius pospolitus... :)))))))

      Usuń
    3. A może cretinus paravanis?

      Usuń
    4. to po co pytałeś, skoro sam wiesz?....

      Usuń
    5. Oj, próbuję się tylko upewnić.

      Usuń
  4. Wczoraj napisałam tu komentarz i nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ jest - pisałaś pod poprzednim postem :)

      Usuń
  5. Stosowałem tę samą metodę moczenia Materiału
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że żadna z Pań się nie wypowiedziała na ten temat. Jestem ciekaw, jak one to przezywają. Żony spytać jakoś mi głupio...

      Usuń
    2. na wysokości dołu od bikini jest zdecydowanie gorzej (choć raczej nic nam się kurczy...), niż na wysokości góry.. :)))))
      poza tym, wszystko jest tak samo, wchodzenie na palcach, ręce w górze, kilka wdechów i .... pod wodę... :)))

      Usuń
    3. Zadziwiające... Czyli jednak jesteśmy do siebie podobni.

      Usuń
  6. O parawanach to już nawet w radio i telewizji mówią. :)
    Czyli w Bałtyku tradycyjnie można zażywać krioterapii :) :) :)

    OdpowiedzUsuń