Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


poniedziałek, 1 lipca 2013

Opowieści zza kraty

     Donośny pisk rozległ się w mojej głowie. Nie pamiętam, co mi się śniło, ale z pewnością ten pisk współbrzmiał z moim snem na tyle, że uznałem go za część historii, która mi się śniła.

     Po chwili poczułem na ramieniu dłoń. Trudno było jej nie poczuć, bo dłoń ta zacisnęła się i wygenerowała drgania o rosnącej amplitudzie. Otworzyłem oko. Nade mną stał Starszy Syn z zaaferowaną miną i próbował mnie obudzić.

     - Tato! – wołał, potrząsając mną, jak szmacianą kukiełką.

     Otworzyłem drugie oko.

     - E? – zadałem uniwersalne pytanie.

     - Ktoś do ciebie!

     Zgrałem prawe oko z lewym i uniosłem głowę.

     - E?

     - Ze spółdzielni mieszkaniowej!

     Umysł wciąż jeszcze był na rozruchu, ale reszta spięła się i wstała z łóżka. No, fakt, było już późno – dochodziła ósma. Ale to przecież sobota! Pospać dłużej w sobotę, według regulaminu, wolno.

     Dowlokłem się do drzwi. Stał tam jakiś facet, po wyglądzie sądząc, komandos z Navy Seals, uzbrojony w straszliwe coś, wyposażone w wiatraczek.

     Sprawdzał drożność otworów wentylacyjnych. No, tak, było nawet ogłoszenie na klatce schodowej, ale termin tego badania wymyślili sobie specjalnie taki, żeby w domu zastać wyłącznie emerytów i psy. Wszyscy normalni ludzie wtedy pracują, lub się uczą. Dlatego przylazł dzisiaj.

     - Trudno was zastać – stwierdził na początku, co zapewne miało znaczyć: „To ja, do cholery jasnej łażę do was raz, drugi, trzeci, a tu nigdy nikogo nie ma w domu! Co wy sobie, kurka wodna myślicie, że mnie płacą od kilometra?!”

     - Pracujemy – bąknąłem przepraszającym tonem, bo żołnierz Navy Seals to jeden z ostatnich ludzi, z których chciałbym robić sobie wroga.

      - Jak wszyscy – stwierdził filozoficznie komandos, krzywiąc usta, po czym skierował się do łazienki.

     Otworzył kabinę, przytknął broń do kratki. Wiatraczek zaczął się obracać. Skierował się do kuchni. Tam zrobił to samo, ale stwierdził, że ciąg jest słaby i kratka wymaga przeczyszczenia. A potem stanął przed drzwiami do łazienki i wskazał na otwory wentylacyjne u dołu.
     - Te otwory są za małe! – stwierdził. – Gdy w łazience jest terma gazowa, otwory muszą mieć w sumie (tu wymienił liczbę, którą zapomniałem już po pięciu minutach) centymetrów kwadratowych. Tu nie ma nawet połowy. To są drzwi do łazienki bez termy. Terma nie może pracować poprawnie!

     Posłusznie wbiłem wzrok w drzwi u dołu, mając nadzieję, że otwory pod jego wpływem w magiczny sposób się rozmnożą i powiększą.

     - Tu musi być kratka – podpowiedział komandos. – Taka prostokątna, taka wie pan!

     - Wiem – odparłem na wszelki wypadek, notując sobie w pamięci jego słowa i obiecując sobie, że przeanalizuję je przy najbliższej okazji i może nawet zrozumiem, co on do mnie mówił, bo na razie odbierałem jedynie obrazy, a i te niewyraźnie. Pod czaszką jeszcze tliły mi się resztki snu. Zdaje się, coś o łodziach podwodnych…

     Gdy żołnierz wyszedł,  rozejrzałem się po mieszkaniu. W piątek wróciliśmy do domu później niż zwykle, w dodatku bardzo zmęczeni. Nie chciało nam się sprzątać. Ustaliliśmy, że za sprzątanie bierzemy się w sobotę od rana. Wskutek tego, bałagan to bardzo łagodne określenie tego, co panowało w mieszkaniu. No cóż, nie dziwię się, że od urzędnika nie biła serdeczność – zapewne pomyślał, że wlazł do jakiejś meliny! Brakowało tylko porozrzucanych butelek i rozgniecionych na podłodze petów!

     W każdym razie, wziąłem sobie do serca jego zalecenia. Z gazem nie ma żartów. Wyczyszczenie kratek w kominie to pryszcz. Minuta pracy. Gorzej z kratką w drzwiach. Tę trzeba było najpierw kupić, a potem zamontować, co oznaczało niemało roboty. Wbrew pozorom, tekturowe drzwi to wcale nie jest wdzięczny obiekt przeróbek. Trzeba wycinać otwory osobno, w obu warstwach zewnętrznych, usuwać tekturową strukturę plastra miodu, wypełniającą je wewnątrz, wkleić listewki usztywniające krawędzie… No i łatwo je uszkodzić, trudniej naprawić uszkodzenie. Wiedziałem już, że czeka mnie dużo pracy.

     Najpierw wyprawa do marketu.  Tego technicznego, który nawet lubię. Oglądam sobie różne narzędzia, półfabrykaty, maszyny, elementy budowlane i w mojej głowie rodzi się przyjemna myśl – ile ja mógłbym z tego zrobić, gdybym miał gdzie, kiedy i gdybym dysponował zbędnymi funduszami! No i gdyby mi się chciało. Oczywiście, wizyta w markecie odbyła się w niedzielę, bo w sobotę już czasu nie starczyło. Niech mi tylko wprowadzą zakaz handlu w niedziele, to nigdy z niczym się nie wyrobię! Handel w niedzielę jest koniecznością z mojej strony – bo to jedyny dzień, kiedy mogę zrobić zakupy bez zwykłego, szalonego pośpiechu i jest szansa, że o niczym ważnym nie zapomnę.

     Połaziliśmy tam i z powrotem, zanim znaleźliśmy odpowiednie stoisko, głęboko zakamuflowane, w najdalszym, mrocznym i zapomnianym przez bogów miejscu w całej hali. Widać, sprzedawcy nie chcieli pozbywać się tych kratek, bo je tak starannie ukryli przed ludzkim wzrokiem. Widocznie też odwiedził ich przedstawiciel Navy Seals. Aż czułem się winien, że muszę im stamtąd jedną zabrać. Wybraliśmy odpowiedni odcień. Jak się później okazało, idealny.

     A dziś, po powrocie z pracy, nie będzie wyprawy rowerem na działkę, ani mimowolnego zboczenia z trasy, w kierunku siłowni. Dziś będzie cięcie, wiercenie, przeklinanie, smarowanie klejem oraz gorączkowe poszukiwania odpowiedniej listewki, którą „na pewno miałem, tylko się gdzieś zawieruszyła”. Miejmy nadzieję, że wieczorem kratka będzie zamontowana i żaden komandos z Navy Seals nie będzie miał powodu, by się na mnie gniewać.

     I tylko jedno mi nie daje spokoju. Zimą, wieczorem, gdy Koleżanka Małżonka udaje się do łazienki, wziąć prysznic, jest to jedyna okazja, żeby porządnie wywietrzyć mieszkanie przed snem. Słyszę wtedy, jak drze papę wyraża swoje pretensje, że przez otwory wentylacyjne w drzwiach leci jej lodowate powietrze. Co to będzie, gdy zacznie lecieć przez tę trzy razy większą kratkę? Chyba mi Towarzyszka Życia zamarznie! Bo z wietrzenia na pewno nie zrezygnuję.

27 komentarzy:

  1. To proste... Trzeba Małżonce do kąpieli sprawić taki kombinezon, jak mają Navy Seals... Z mikropianki izolującej termicznie...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed włożeniem tejże płynu do kąpieli do środka nalać? ;)

      Usuń
  2. Vulpian de Noulancourt1 lipca 2013 16:06

    Sprawdzić, czy nie ma tych kratek z zamykanymi żaluzjami?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tu jest problem, bo żaluzję to ja sam sobie potrafię założyć, ale to absolutnie niezgodne z przepisami. Kratka musi być wciąż otwarta, a już szczególnie szeroko wtedy, gdy terma jest włączona.
      No i wyobraź sobie, tę wiecznie trzaskającą klapkę! Toż to do szału potrafi doprowadzić!

      Usuń
    2. Vulpian de Noulancourt2 lipca 2013 19:57

      Prawda, że nie pomyślałem o przepisach. Aż mi trochę wstyd. To zostaje tylko takie obudowanie wanny, żeby przepływ zimnego powietrza nie oddziaływał wprost na kąpiącą się osobę.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Wanna? W naszej klitce? Vulpianie, tam ledwo sedes się mieści!
      Nie ma wanny - tylko prysznic. I Koleżanka Małżonka, gdy wyjdzie z kabiny, narzeka, że ją mroźne powietrze po nogach chłoszcze. Teraz pewnie przewieje ją całą. Muszę pamiętać, żeby na zimę kupić sobie zatyczki do uszu.

      Usuń
  3. Popieram Vulpiana:)). A jakby nie bylo to samemu dorobic ot co - przeciez lubisz majsterkowac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co z tego, kiedy mi nie wolno? Żaluzji w takiej kratce nie może być. Musi być stale otwarta.

      Usuń
  4. Można jeszcze odpowiednią firaneczkę-zazdrostkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez firankę i tak przewieje, a zresztą, niczym tam tej kratki nie wolno zatykać - musi być przeciąg.

      Usuń
  5. Do tej większejkratki mozna by jeszcze zamontować specjalne drzwi, które, podobnie jak w garażach, sterowane są automatycznie...
    ukłony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od razu wyposażyć je w elektryczny grzejnik i wentylator ze zmiennym ciągiem! Może jeszcze w układ klimatyzacji...
      Tylko to są TEKTUROWE drzwi. Znaczy: z wierchu okleina, w środku papierowa konstrukcja, typu "plaster miodu". Nawet trzasnąć się nimi nie da, bo opór, jaki stawiają w powietrzu, bardzo przewyższa ich bezwładność ;)
      Przy okazji - nie wiem dlaczego, ale Twój komentarz wyrzuciło mi do skrzynki ze spamem - znalazłem go dopiero dziś. Jeśli jakiś się nie pokaże, to pamiętaj, że to automat, nie ja! ;) Aczkolwiek spróbuję tam coś poprzestawiać, aby to się nie powtórzyło.

      Usuń
  6. Jeżeli mieszasz w bloku, to i tak skończyło Ci się mało uciążliwie, bo mogli Ci nakazać demontaż wentylatora w okapie: Niestety, ale jest możliwość (i to fakt), że przy kilku wentylatorach włączonych jednocześnie, spaliny i opary będą pompowane do mieszkania korzystającego z tego samego szybu wentylacyjnego, lecz z wyłączonym wentylatorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie mam wentylatora.

      Usuń
  7. hmmm, nie myślałam, że Ty taki zimnolubny, czytając Twoje marzenia o Karaibach i Kreolkach :))))) ... musisz koniecznie coś wymyślić, żeby Ci małżonka nie marzła... no chyba, że po kąpieli specjalną rozgrzewkę proponujesz (albo nawet w trakcie....) :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zimolubny? W żadnym wypadku! Ale jeszcze bardziej od zimna boję się uduszenia. W Starym Domu miałem duże pokoje, nieszczelne okna i drzwi - więc powietrza było w nich dużo. Tutaj mam małe pokoiki, okna szczelne, to po godzinie zaczyna brakować mi tlenu.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. a próbowałeś mniej oddychać?... tak, raz na jakiś czas tylko? :))))))

      Usuń
    4. Próbuję tylko wtedy, gdy śni mi się, że nurkuję Morzu Karaibskim, wraz z uroczą poławiaczką pereł. Ale gdy mi przy dnie zabraknie oddechu, to oszukuję.

      Usuń
  8. Teraz na tej kracie zamontuj klapkę. Jak się Koleżanka Małżonka pójdzie kąpać, klapkę opuścisz i pięty Małżonce nie zmarzną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Surowo wzbronione - zwłaszcza wtedy, gdy ktoś się kąpie. To po co ja tę kratke zakładałem? Przecież właśnie po to, żeby umozliwić przepływ powietrza, I mam go teraz zamykać? Gdzie tu sens?

      Usuń
  9. Ty i tak dobry jesteś, że liczby zapomniałeś dopiero po 5 minutach. Mnie już w trakcie słuchania takich rzeczy w głowie włącza się jednostajne "szszszszsz" ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był przy tym obecny starszy syn. We dwójkę jakoś zrekonstruowaliśmy tę wypowiedź, aczkolwiek tego szczegółu się nie dało ;)

      Usuń
  10. Witaj :)
    A Koleżankę Małżonkę rozgrzać po kąpieli, to co? :)
    U nas często przeprowadza się takie kontrole w bloku, nadal w oknach nie mamy wywietrzników, ale większość z liczby 40 mieszkańców ich nie ma. Okna plastikowe nie tak dawno zakładane, a nie trzymają się norm, nie rozumiem.
    Nitagerze- nastawiłam 2 nowe nalewki: miętówkę i orzechówkę min z Whisky, kokosem, korą cynamonu ;)
    Pozdrawiam serdecznie, słonecznie ;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ona twierdzi, że ja jestem zimny, w znaczeniu dosłownym. Ja zresztą też to czuję - ona zawsze jest cieplejsza ode mnie. Nie wiem, czym to spowodowane. Może dlatego wiecznie jej zimno, bo to ciepło intensywniej z niej odpływa?

      Usuń
  11. Na czas kąpieli/wietrzenia zatykaj po prostu tą kratke wentylacyjna czymś. :) koc z wielbładziej wełny na przykład na pewno by spełnił zadanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie niemożliwe. A to z tego powodu, że u mnie nie ma wanny, tylko prysznic. Innymi słowy, w czasie "kąpieli", terma pracuje na wysokich obrotach. Gdybym zatkał tę kratkę, zanikłby ciąg i nie tylko leciałaby zimna woda, ale jeszcze płomień tańczyłby po całej łazience.

      Usuń