Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 8 września 2026

O strasznym oborniku i o pięknym statywie

      Hipermarkety to wymysł Szatana – nie ulega wątpliwości. Wchodzi człowiek tylko po jogurcik, dwie bułki i butelkę wody, a wychodzi z pełnym koszem najróżniejszych rzeczy, o których nawet nie wiedział, że są mu potrzebne. I zwykle nie są…

     Mieliśmy kupić tylko doniczkę. I trochę ziemi – do tych doniczek. Chcieliśmy przesadzić jedną z parapetowych roślinek, której już zrobiło się trochę ciasno. Ale pech chciał, że szukaliśmy jej w sporym markecie, w którym oprócz doniczek, ziemi i innych artykułów ogrodniczych, było też sporo narzędzi, elektronarzędzi, przyrządów, przyborów, wihajstrów, pipsztoków, hopsztosów, zychcików, dynksów i psztymulców. Innymi słowy – w raju.

     Przy okazji postanowiliśmy rozsadzić dwie inne roślinki, więc zamiast jednej, kupiliśmy dwie doniczki. A ja z trudem przekonałem Koleżankę Małżonkę, że ten mały worek ziemi wystarczy do obu. Tym razem się udało, więc jest szansa, że nie będzie mi całą zimę leżał worek z połową ziemi na balkonie i szeleścił przy każdym silniejszym podmuchu. Choć tak naprawdę, to zależało mi głównie, aby czym prędzej uciec z tej alejki. No bo ten obornik... Ja wiem, ekologiczny i tak dalej, niby szczelnie zamknięty, wysuszony, granulowany... A smród szalał po alejce, jak Maverick w chwilach chwały! Ponad moją wytrzymałość.

     No a potem zobaczyłem na półce piękny, malowniczy, zgrabny, urokliwy, śliczny i powabny stojak do wiertarki, w dodatku wyposażony w poręczny uchwyt na wiercony przedmiot. I zakochałem się w nim miłością szczerą, bezgraniczną i czystą.

     - Bo wiesz, ten stary, który dostałem od ciebie kiedyś w prezencie, jest pęknięty – zacząłem.

     - No, ale przecież nigdy nie używasz stojaka!

     Przewróciłem oczami. Nędzny argument, łatwy do obalenia.

     - Oczywiście, że nie używam – przytaknąłem. – Bo jest pęknięty…

     Jeszcze próbowała się bronić, ale też nieudolnie.

     - Sam narzekasz, że z mieszkania zrobiła się graciarnia!

     - Bo trzymam pęknięty stojak – odparłem. – Zupełnie bezużyteczny. Ale trzymam go przez sentyment, bo dostałem go od ciebie. Był wspaniały! Naprawdę go kochałem. Ale pękł…

    - A jak to się stało, że pękł?

     Rozłożyłem ręce.

     - Nie mam pojęcia – odparłem, zgodnie z prawdą. – Któregoś dnia wyciągałem go z szafy i stwierdziłem, że jest pęknięty.

     - To nie zauważyłeś, że pękł?

     - Jak go chowałem do szafy, był cały.

     - I jak, sam pękł?

     - Nie wiem – pokręciłem głową. – Możliwe, że ktoś go wyciągnął, popsuł i schował z powrotem, nic mi nie mówiąc. Wiedział, skubany, jak wielkim sentymentem go darzę!

     (Tak, to ostatnie zdanie, to była manipulacja!)

     - Kto niby? – spytała powątpiewającym głosem.

     - Nie wiem, nikogo nie oskarżam – odrzekłem poważnie. – To mógł być każdy. Na przykład, Obatel*! Znany głównie z tego, że wszystko, czego się tknął, zepsuł.

     Spojrzała na mnie z politowaniem.

     - Innych teorii nie masz?

     Podrapałem się po głowie.

     - No, miałbym jeszcze ze dwie, ale już trochę naciągane…

     Pokręciła głową z rezygnacją.

     - Przecież jak chcesz, to sobie kup ten stojak – jęknęła. – Lepiej to niż następną tokarkę.

     Ach, wiedziała, gdzie uderzyć! No, przyznaję, tokarkę kupiłem dawno temu przez atak głupoty i do tej pory nie miałem okazji jej użyć. Ale to dlatego, że nigdzie nie mogę dostać uchwytu samocentrującego.

     Ale statyw do wiertarki kupiłem!

     Za to obie doniczki okazały się niepotrzebne, podobnie jak ziemia do nich. Roślinka otrzymała doniczkę po innej, która rozleciała się przy próbie przesadzania. I kto tu kupuje niepotrzebne rzeczy?

_______________

*Znany polityk, zawodowy poseł (wyjątkowo nie obecnej kadencji), ale nie mam pojęcia, z której partii obecnie, bo od początku III RP był już w każdej możliwej. Przydomek "Obatel" sam sobie zasponsorował.


34 komentarze:

  1. Jestem na etapie pozbywania sie rzeczy , wyrzucania, wynoszenia z ciezkim sercem do charity shopow, obdarowywania ludzi, ktorzy chca byc obdarowani np. zestawem 12 kieliszkow do szampana ( bez obawy, mam jeszcze szesc innych , ladniejszych), w ostatecznosci sprzedawania rzeczy na internecie, co mnie na razie przerasta. Nie potrzebuje niczego , poza jedzeniem i biezacymi potrzebami typu papier toaletowy, wiec omijam wszelkie markety i inne sezamy pelne cudeniek wszelakich. Teskno jest, nie powiem, ale cwicze wytrzymalosc. Dom jest wystarczajaco zapchany. Jak mus to mus. Tez bym wyszla ze stojakiem, albo innym gadzetem, mowiac sobie, ze jest absolutnie potrzebny ... Kitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem w tej komfortowej sytuacji, że nie kupiłem DODATKOWEGO stojaka, tylko wymieniłem stary na nowy. Ale też próbuję pozbyć się z domu części "przydasiek" i rzeczy, których od lat nie używam.

      Usuń
    2. Jestes pewnien, ze stary wyrzuciles? Kitty 😉

      Usuń
    3. Absolutnie! Tj. wyniosłem pod śmietnik, żeby go sobie jakiś złomiarz zabrał. I dziś już go nie było.

      Usuń
    4. 👏👏👏

      Usuń
  2. Zawsze ciekawie poczytać o problemach ludzi pierwszego świata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej można się pośmiać bez wyrzutów sumienia :)

      Usuń
  3. to teraz sobie imaginuj, że któregoś dnia wybrałem się do miasta, do hipermarketu po jedną tylko rzecz, ale za to dość potrzebną... wróciłem do domu z pełnym plecakiem, niestety okazało się, że czegoś jednak nie kupiłem...
    czego nie kupiłem?...
    brawojasiu!...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupiłeś bulbulatora. Zgadłem? A gdy juz wróciłeś po bulbulator, w domu okazało się, że nie kupiłeś do niego przyczłapu.

      Usuń
  4. Statyw do wiertarki to absolutna konieczność. Pewnych rzeczy nie zrobisz z tak zwanej wolnej ręki. Jeżeli miałbyś toczyć w mieszkaniu , to serdecznie odradzam. Trociny będziesz miał wszędzie. Co do obornika to on rzeczywiście w sklepie śmierdzi. Powinni go sprzedawać w tych ogródkach na zewnątrz. Do użytecznego smrodu zdążyłem się przyzwyczaić zwłaszcza gdy mi przyjdzie opróżnić jesienią kompostownik i rozrzucić po grządkach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak, i nie... Oczywiście, dla majsterkowicza to jest przydatna rzecz. Ale jeśli Koleżanka Małżonka nie pozwala niczego zrobić? Ona woli wydać pieniądze i kupić. Smarkule tak mają, nie to, co starzy ludzie, wychowani w epoce braku wszystkiego.

      Usuń
    2. Fakt. Kiedyś trzeba było sobie nawet niektóre narzędzia samemu zrobić. Pewien hydraulik wpadł w podziw i niepohamowany śmiech jak zobaczył moją naprawę spłuczki za pomocą prezerwatywy. Po prostu robiło się tym co się pod ręką miało.

      Usuń
    3. Ja używałem dętki i gumowych rękawiczek - też działało.

      Usuń
  5. Mój małżonek ostatnio wymyślił zakupienie wkrętów różnej wielkości, choć sam nie wie, jakie posiada, bo porządek w szpargałach obiecuje zrobić od roku, od kiedy jest na emeryturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetny pomysł, ale skoro od roku nie zrobił w nich porządku, to raczej mu o nim nie przypominaj, bo będziesz miała bardzo długo w całym domu porozrzucane torebki z wkrętami.

      Usuń
  6. Zaskoczyłeś mnie- ja to mogę cały dzień chodzić po przeróżnych marketach, macać, oglądać, myśleć o danym przedmiocie, że może byłoby fajnie go mieć i.....bez żalu odłożyć z powrotem na półkę. A potem gdy opowiadam przyjaciółce o tym, to zaraz słyszę: "bo ty jesteś przekobiecony facet!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miałem przez całe życie. Ale na starość trochę mi odbiło i kiedy widzę fajną rzecz, na jaką mnie stać, to biorę. W końcu, dość sobie w życiu odmawiałem, jeśli nie teraz, to kiedy?

      Usuń
  7. Powiem szczerze, że nie znoszę supermarketów i omijam szerokim łukiem. A do ziemi zatrudniam mojego najlepszego przyjaciela, hihi. Przywozi mi raz na dwa lata wór ziemi i wnosi na górę. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli robisz dokładnie to, co człowiek w hipermarkecie - zapasy! Wór ziemi - rany, gdzie ja bym go postawił!?

      Usuń
    2. Nieeeee, żaden zapas, zuzywam od razu do doniczek, zostaje niewiele do dosypywania jak zioła albo pomidory "zjedzą". U mnie stoi w szafie w ubikacji. ;p

      Usuń
    3. Ziemia w ubikacji? Myślałem, że tylko koty tak mają 😉

      Usuń
  8. Do niedawna tez tak mialam choc nie tyczylo narzedzi. Teraz juz nie interesuje sie ciuchami czy butami, zreszta mieszkam w mniejszym niz dawniej lokum.
    Troche rozumiem to ze w "rzeczach" mozna sie zakochac i kupic chocby nie byly koniecznoscia - nie miej wyrzutow sumienia dogadzajac sobie a zona powinna to rozumiec bo chyba ma podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pod jednym warunkiem: rotacja. Nowe kupuję, ale stare wyrzucam. Żadnego chomikowania!
      Średno wychodzi...

      Usuń
  9. Pocieszę Cię, że w czasie gdy nie było w Polsce hipermarketów, i nikt nie myślał, że kiedykolwiek powstaną, mój dziadek zakupił tokarkę, ale to była tokarka, która zajmowała cały nadnaturalnej wielkości garaż, tzn. taki, w którym można było schować samochód wielkości żuka, tarpana, czy czegoś w tym stylu. Do tego urządzenia trzeba było wylać dodatkowy fundament. Z tego co wiem, wytoczył na tej tokarce kilka rączek do klamek i na tym się skończyło jej użytkowanie, a babcię mało szlag nie trafił, gdy dowiedziała się, że ówczesne państwo w związku z tokarką, potraktowało garaż opłatą przysługującą prywatnemu warsztatowi. Nie wiem nawet jakiego rzędu była to kwota, w każdym razie wystarczającego, by babcia na każdym spotkaniu rodzinnym opowiadała tę historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęście kosztuje. A Dziadek z pewnością był szczęśliwy, mając tokarkę. Wiem coś o tym, bo sam posiadam i jeszcze jej nie użyłem do niczego.

      Usuń
  10. opis marketowej alejki z obornikiem i wszystkimi „dynksami” to czyste złoto — przecież człowiek idzie po doniczkę, a wraca z nową miłością życia w postaci statywu do wiertarki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Daj spokój, dla mnie market budowlany to pułapka! W sumie chyba jeszcze gorsza od IKEI, bo tam jak nie chcę, to nic nie kupię, a jeżdżę po kokretne rzeczy i niektórych potem naprawdę nie potrzebuję.
    Pokazałbyś ten stojak na wiertarkę :) Chociaż ja chyba jeszcze nigdy do wiertarki żadnego stojaka nie używałam. Wyciągasz, wiercisz, wycierasz, sprzątasz i chowasz - najlepiej do pokrowca. Chyba, że prowadzisz długi remont, to może się przydać, żeby się nie schylać co chwila na przykład.
    P.S. Rozumiem twoją KM, bo ja też mam słabość do doniczek, też ich nakupiłam tyle, że mam nadmiar, ale zawsze mogę dokupić nowych kwiatów dzięki temu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stojak tak naprawdę służy do precyzyjnego wiercenia. Pozwala np. na dokładne kontrolowanie głębokości otworów. Gdzy człowiek wierci otwory pod wkręty w płycie, która ma być drzwiczkami do pawlacza i nie powinien przebić się na wylor - jak znalazł!

      Usuń
  12. A weź nie weź koszyka, bo tylko po wodę idziesz i musisz to wszystko nosić w rękach i nosić się aby nic nie spadło na ziemie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Takie hipermarkety mogłyby uszczęśliwić kogoś z dużą ilością pieniędzy, wolnego miejsca, czasu i chciwości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie uszczęśliwyłyby nikogo. Kto naprawdę MUSI kupować, temu wciąż mało, ile by tego nie było.

      Usuń
  14. Klik dobry:)
    W hipermarketach pełno różnych "niewiadomopocośków". Ale... Żeby "wiadomopocośka" - tokarka - nie przydała się?
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń