Hipermarkety to wymysł Szatana – nie ulega wątpliwości. Wchodzi człowiek tylko po jogurcik, dwie bułki i butelkę wody, a wychodzi z pełnym koszem najróżniejszych rzeczy, o których nawet nie wiedział, że są mu potrzebne. I zwykle nie są…
Mieliśmy kupić tylko doniczkę. I trochę ziemi – do tych doniczek. Chcieliśmy przesadzić jedną z parapetowych roślinek, której już zrobiło się trochę ciasno. Ale pech chciał, że szukaliśmy jej w sporym markecie, w którym oprócz doniczek, ziemi i innych artykułów ogrodniczych, było też sporo narzędzi, elektronarzędzi, przyrządów, przyborów, wihajstrów, pipsztoków, hopsztosów, zychcików, dynksów i psztymulców. Innymi słowy – w raju.
Przy okazji postanowiliśmy rozsadzić dwie inne roślinki, więc zamiast jednej, kupiliśmy dwie doniczki. A ja z trudem przekonałem Koleżankę Małżonkę, że ten mały worek ziemi wystarczy do obu. Tym razem się udało, więc jest szansa, że nie będzie mi całą zimę leżał worek z połową ziemi na balkonie i szeleścił przy każdym silniejszym podmuchu. Choć tak naprawdę, to zależało mi głównie, aby czym prędzej uciec z tej alejki. No bo ten obornik... Ja wiem, ekologiczny i tak dalej, niby szczelnie zamknięty, wysuszony, granulowany... A smród szalał po alejce, jak Maverick w chwilach chwały! Ponad moją wytrzymałość.
No a potem zobaczyłem na półce piękny, malowniczy, zgrabny, urokliwy, śliczny i powabny stojak do wiertarki, w dodatku wyposażony w poręczny uchwyt na wiercony przedmiot. I zakochałem się w nim miłością szczerą, bezgraniczną i czystą.
- Bo wiesz, ten stary, który dostałem od ciebie kiedyś w prezencie, jest pęknięty – zacząłem.
- No, ale przecież nigdy nie używasz stojaka!
Przewróciłem oczami. Nędzny argument, łatwy do obalenia.
- Oczywiście, że nie używam – przytaknąłem. – Bo jest pęknięty…
Jeszcze próbowała się bronić, ale też nieudolnie.
- Sam narzekasz, że z mieszkania zrobiła się graciarnia!
- Bo trzymam pęknięty stojak – odparłem. – Zupełnie bezużyteczny. Ale trzymam go przez sentyment, bo dostałem go od ciebie. Był wspaniały! Naprawdę go kochałem. Ale pękł…
- A jak to się stało, że pękł?
Rozłożyłem ręce.
- Nie mam pojęcia – odparłem, zgodnie z prawdą. – Któregoś dnia wyciągałem go z szafy i stwierdziłem, że jest pęknięty.
- To nie zauważyłeś, że pękł?
- Jak go chowałem do szafy, był cały.
- I jak, sam pękł?
- Nie wiem – pokręciłem głową. – Możliwe, że ktoś go wyciągnął, popsuł i schował z powrotem, nic mi nie mówiąc. Wiedział, skubany, jak wielkim sentymentem go darzę!
(Tak, to ostatnie zdanie, to była manipulacja!)
- Kto niby? – spytała powątpiewającym głosem.
- Nie wiem, nikogo nie oskarżam – odrzekłem poważnie. – To mógł być każdy. Na przykład, Obatel*! Znany głównie z tego, że wszystko, czego się tknął, zepsuł.
Spojrzała na mnie z politowaniem.
- Innych teorii nie masz?
Podrapałem się po głowie.
- No, miałbym jeszcze ze dwie, ale już trochę naciągane…
Pokręciła głową z rezygnacją.
- Przecież jak chcesz, to sobie kup ten stojak – jęknęła. – Lepiej to niż następną tokarkę.
Ach, wiedziała, gdzie uderzyć! No, przyznaję, tokarkę kupiłem dawno temu przez atak głupoty i do tej pory nie miałem okazji jej użyć. Ale to dlatego, że nigdzie nie mogę dostać uchwytu samocentrującego.
Ale statyw do wiertarki kupiłem!
Za to obie doniczki okazały się niepotrzebne, podobnie jak ziemia do nich. Roślinka otrzymała doniczkę po innej, która rozleciała się przy próbie przesadzania. I kto tu kupuje niepotrzebne rzeczy?
_______________
*Znany polityk, zawodowy poseł (wyjątkowo nie obecnej kadencji), ale nie mam pojęcia, z której partii obecnie, bo od początku III RP był już w każdej możliwej. Przydomek "Obatel" sam sobie zasponsorował.
Jestem na etapie pozbywania sie rzeczy , wyrzucania, wynoszenia z ciezkim sercem do charity shopow, obdarowywania ludzi, ktorzy chca byc obdarowani np. zestawem 12 kieliszkow do szampana ( bez obawy, mam jeszcze szesc innych , ladniejszych), w ostatecznosci sprzedawania rzeczy na internecie, co mnie na razie przerasta. Nie potrzebuje niczego , poza jedzeniem i biezacymi potrzebami typu papier toaletowy, wiec omijam wszelkie markety i inne sezamy pelne cudeniek wszelakich. Teskno jest, nie powiem, ale cwicze wytrzymalosc. Dom jest wystarczajaco zapchany. Jak mus to mus. Tez bym wyszla ze stojakiem, albo innym gadzetem, mowiac sobie, ze jest absolutnie potrzebny ... Kitty
OdpowiedzUsuńZawsze ciekawie poczytać o problemach ludzi pierwszego świata :D
OdpowiedzUsuń