Polityka kadrowa mojej firmy jest beznadziejna. Zawsze była. Co jakiś czas daje o sobie znać. W tym roku zaowocowała tym, że nakazano nam wykorzystać cały urlop do końca roku. CAŁY! Nic nie może zostać na następny rok.
Dlaczego? Nie wiem. Ponoć jakieś sprawy finansowe. Po co? Nie wie nikt. Zwłaszcza ja.
Musiałem wziąć urlop i teraz siedzę w domu i nudzę się jak mops. W firmie czeka temat, podobno pilny - a ja siedzę sobie w domu i z nudów wymyślam sobie jakieś zajęcia.
Prosiłem - choć kilka dni na styczeń! Będzie drugi stycznia - piątek, będzie piąty stycznia - poniedziałek. Idealna okazja! Nie... Pod koniec stycznia mam zrobić kolejne badania lekarskie, będę potrzebował dodatkowy dzień wolny. A bierz sobie, ale z nowego urlopu!
Beznadzieja. Pod koniec przyszłego roku znów każą nam kryć dni wolne urlopem, ale nikt z nas nie będzie miał już takiej puli, żeby pokryć wszystko. I zacznie się kombinowanie. Chłopaki już planują, kiedy oddać krew - oczywiście, chodzi o ten wolny dzień. Ja postanowiłem nie przedłużać sobie tzw. "długich weekendów". Przecież zawsze trzeba mieć w zapasie kilka dni na wszelki wypadek.
Tak więc siedzę w domu i próbuję sobie znaleźć jakieś zajęcie. Odmalowałem sufity w kilku miejscach, Na ścianach zamalowałem plamy, które się przez lata pojawiły. Na szczęście nigdy nie wyrzucam pozostałości farby, więc miałem czym. Ponaprawiałem, co tam umiałem. Wyczyściłem, co było do wyczyszczenia. Zwłaszcza drzwiczki piekarnika, kiedy odkryłem, jak je rozebrać. Bo drzwiczki są trójwarstwowe, a zacieki pojawiły się na wewnętrznych powierzchniach szyb. Trochę zmarudziłem, bo skądś tam wypadły mi jakieś dwie specjalnie ukształtowane gumki i nie miałem pojęcia, do czego konkretnie one służą. Przypuszczam, że amortyzowały środkową szybę, ale nie mam pojęcia, jak były przedtem zamocowane. Trudno, piekarnik będzie chyba działał bez nich. Na wszelki wypadek ich nie wyrzucałem, tylko zamknąłem w szufladzie, razem z innymi przydaśkami.
Moje zdrowie trochę się poprawiło. Lekarka aż pochwaliła mnie za dyscyplinę, bo podobno wyniki krwi miałem jak dwudziestolatek. Zmieniła mi dawkowanie leków, od dziś będę brał ich o połowę mniej. Pochwała mi się należała, aczkolwiek w swoim trybie życia nie zmieniłem w zasadzie niczego. Taką dyscyplinę utrzymywałem od lat, z wyjątkiem Spotkania Dawno Niewidzianych Przyjaciół, które odbyło się wczesną jesienią, akurat pechowo przed badaniami okresowymi, które ujawniły pewien Wielki Problem - ze zdrowiem, oczywiście. Przypuszczam, że ów problem był skutkiem tego hucznego spotkania, ale nic nie powiedziałem lekarzom, bo za bardzo się wstydziłem. Ponoć teraz na topie jest zdrowy tryb życia, absolutne unikanie wszystkiego, co szkodliwe, więc przyznaj się człowieku, że wychyliłeś z przyjaciółmi niejeden kielich nalewki, jak jakiś prymityw! No, tak się poczułem, jak relikt minionej epoki, kiedy to żadne spotkanie bez flaszki nie mogło się obejść.
Nie jestem hulaką, a alkohol w ciągu roku dozuję sobie raczej oszczędnie, aczkolwiek go nie unikam. A według dzisiejszych trendów - powinienem! No cóż, za stary jestem, żeby się zmieniać, a na świecie jest zbyt dużo gatunków wina, żeby oprzeć się pokusie. I zbyt pyszne są moje nalewki. I niepotrzebnie nauczyłem się mieszać tych kilka pysznych koktajli. I ten lodowaty szampan z truskawkami też niepotrzebnie jest taki pyszny. I jedynie dla przeciwwagi istnieje ohydna wóda, jeszcze ohydniejsza whisky i te wszystkie przeraźliwie słodkie pypry, które marketingowcy nazywają nalewkami, choć koło nalewki to nawet nie stało.
Tak dla informacji - porządek w nalewkach już zrobiłem! Z nudów... Pozlewałem, pokupażowałem, każdy słój opisałem. I co mam robić dalej?
Beznadzieja...
Przelej teraz te nalewki ze słojów do butelek i naklej na nie swoją etykietę.
OdpowiedzUsuńJeżeli będziesz stosował zasadę zero waste i użyjesz butelek po raz wtóry to zdzieranie starych naklejek zajmie ci mnóstwo czasu. Wiem to po sobie, bowiem zawsze byłem estetą w tej kwestii. Nie ma za co. Pozdrawiam
Już? Żeby mi się męty i farfocle po butelkach pałętały? Nie, no tak się nie da. Naleweczka musi sklarować jeszcze w słoju i to sklarować na kryształ. Muszę jeszcze trochę poczekać. A że w międzyczasie czeka mnie jeszcze ciurlanie (znaczy, przepuszczenie nalewki przez ciurlator, żeby szybciej dojrzała), to nie ma co się spieszyć z butelkami.
UsuńOkna na święta pomyte? Dywany wytrzepane? Kurze w regałach wytarte? Porcelana i kryształy wymyte?
OdpowiedzUsuńKryształ posiadam jedynie w zegarze, a za okna się nie biorę, bo Koleżanka Małżonka twierdzi, że się do tego absolutnie nie nadaję. Jestem za to profesjonalnym maczaczem - jak ona myje okno, to jaj jej ścierkę maczam.
UsuńPorządek w nalewkach najważniejszy!
OdpowiedzUsuńJuż nasi przodkowie pili dla kurażu, a abstynenci też umierają.
Możesz lepic pierogi , piec pierniki, sporo możliwości 😉
jotka
Za kulinaria się nie biorę. Kuchnia to Jej jest królestwo, potęga i chwała na wieki. I nie dlatego, że jestem jakimś tradycjonalistą, w stylu "baby do garów", tylko przez jej wielki talent w tym kierunku i jednocześnie zupełny brak owego talentu u mnie.
UsuńUpiecz pierniczki. :)
OdpowiedzUsuńPodac numer paczkomatu? :D :D :D
To chyba już trochę za późno - pierniczki chyba piecze się wcześniej. Zresztą, i tak słodkiego mi nie wolno, więc mam jeszcze cierpieć męki Tantalosa?
UsuńEee tam, samym winem i wytrawna nalewka czlowiek nie moze zyc. A gdzie koniaczek, albo jeszcze lepiej armaniaczek? Chociaz to w sumie tez wino, tylko stare. Tez kiedys myslalam , ze whiskey to taka ruda wuda ( nie poprawiac ) na myszach. Otoz okazuje sie, ze nie. Szczegolnie ta z gornej polki , wcale myszami nie traci :) 🐭Lodowaty szampan z truskawkami jest lekiem na cale zlo, to fakt ... A skoro masz takie dobre wyniki, to mozesz sobie spokojnie zapodawac 🍓🥂🍓👌Kitty
OdpowiedzUsuńCo roku, na spotkaniu Dawno Niewidzianych Przyjaciół, towarzystwo raczy się najróżniejszymi łyskaczami. wyciągają jakieś piętnastoletnie, z jakimiś gwiazdkami, jakieś specjalnie sprowadzone, starzone i tak dalej - a mnie to wszystko i tak cuchnie. Nie lubię whisky i nie będę tego świństwa pił, bo mnie ten zapach zwyczajnie odrzuca.
UsuńAle koniaczek... Jakby to powiedział Geralt z Rivii: "Lambert, ty to masz łeb!".
Ale co kurna cuchnie, co cuchnie jak rany, chyba bede ci musiala wyslac jakos niecuchnaca whiskey. Ostatnio robilam wlasnie analize porownawcza miedzy whiskey a koniakiem ( no dobra brandy ), generalnie jedyna wada whiskey jaka w niej znajduje to fakt, ze jest dosc slodka, koniak ( no dobra brandy) nie zostawia takiego slodkiego posmaku na jezyku, co nieraz mnie dosc drazni, a czasem jest ok. Zalezy od samopoczucia. Dzisiaj wlasnie sacze koniaczek w przepieknej " lampce" , wypatrzonej kiedys w charity shopie. 👌Kitty
UsuńKoniaczek - oj tak, jedna lampka sączona przez cały wieczór.
OdpowiedzUsuńPrzy długich opowieściach :)
UsuńTo, co opisujesz, nie jest tylko narzekaniem – widać, że próbujesz sensownie wypełnić czas, zająć się czymś konstruktywnym, nawet jeśli chodzi o drobiazgi typu malowanie sufitu czy czyszczenie piekarnika. Dla mnie najbardziej „żywe” jest to, jak łączysz codzienną rutynę z refleksją nad własnym zdrowiem, przyzwyczajeniami i małymi przyjemnościami – nalewki, wino, koktajle – wszystko wkomponowane w realistyczny obraz życia dorosłego człowieka.
OdpowiedzUsuńJest w tym też lekki, choć świadomy, dystans do siebie – krytykujesz politykę kadrową firmy, a jednocześnie przyznajesz, że wcale nie masz ochoty zmieniać tego, co sprawia Ci przyjemność. To pokazuje dojrzałość i poczucie własnej wartości: nie wszystko da się zmienić, więc najlepiej zrobić, co można, i zachować resztę dla siebie.
Najciekawsze w tej relacji jest to, że mimo „beznadziejności” sytuacji nie poddajesz się frustracji, tylko próbujesz wypełniać czas sensownie i na swój sposób produktywnie. To komentarz, który nie tylko opisuje nudę, ale daje też mały wgląd w to, jak dorosły człowiek radzi sobie z narzuconymi ograniczeniami, przy zachowaniu własnej godności i pasji.
Sam nie wiem, czy to hymn pochwalny na moją cześć, czy też ktoś wreszcie zaczął analizować moje teksty i rozbierać na czynniki pierwsze, jak to się robiło z "Potopem", czy "Bogurodzicą". Dziękuję, w każdym razie za ten awans.
UsuńA ja mysle, ze ten bardzo poprawnie wyslawiajacy sie pan to AI... juz go widzialam na innych blogach i rozpisal rownie poprawne analizy tresci innego posta. Albo AI , albo jest zapalonym analitykiem :)) Kitty
Usuńnie ma co się wstydzić, sporadyczne wpadki z alkoholem czasem się zdarzają nawet najlepszym, a lekarz przeważnie nie jest niedouczonym kretynem, więc nie będzie Ci wciskał diagnozy "uzależnienia", natomiast tak, czy owak wynik badania staje się niemiarodajny... więc lepiej powiedzieć mu prawdę, w końcu te badania robisz dla siebie, nie dla lekarza, najwyżej zaordynuje Ci powtórne badania, gdy Twój organizm przejdzie w tryb codzienny, stabilniejszy...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
No, ale przekonaj tu lekarza, że to było sporadyczne zdarzenie, jak on tak podejrzliwie patrzy i uśmiecha się pod wąsem. Jakby mówił: "Widziałem tu ludzi z czerwonymi nochalami, marskością wątroby i trzęsącymi się rękami, którzy też tylko sporadycznie".
Usuńno tak, ale u tych niesporadycznych wyniki wciąż są stabilne, bo oni mają wszystko na odwrót: ich tryb dla Ciebie niecodzienny dla nich jest codzienny... a to oznacza, że jak lekarzowi przyniesiesz wyniki powtórzonych badań, to jemu się powinno zrobić wstyd, że tak Cię oszacował...
UsuńNitager, jak ja żałuję, że nie jesteś moim sąsiadem. Porobiłbyś coś u nas, co czeka, ale codziennie spotyka się z sytuacją taką, że może kiedy indziej. Śmiało mógłbyś konsumować nalewki, ja bym się kawą zadowolił, może nawet bym Cię przekonał do ciekawych technologii parzenia. Ja również mam wolne aż do 27-go grudnia, ale chyba aż tak przebojowy nie jestem, by się zajmować domowymi naprawami, raczej będę kontynuować moją pisaninę pozablogową. O! Gdybyś miał kota, albo dwa, to byś wiedział, co robić! Zajmować się nim/ nimi! Poświęcać im uwagę.
OdpowiedzUsuńA co do badań, to najrozsądniej po prostu je powtórzyć. Wiesz, jak Ci się zdaje, że silnik bierze olej, to robisz jeszcze jeden test, zanim pójdziesz do mechanika.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńEj tam, ej tam, jak nuda... Może czas na degustacje?
OdpowiedzUsuńNitager ... wpisz na smutna liste tego roku : Chris Rea, Brigitte Bardot ... ❤️Kitty
OdpowiedzUsuńJak na tę nudę to całkiem sporo zrobiłeś, ja się już raz uporałam z czyszczeniem drzwiczek od piekarnika, i nawet mi się udało, ale dodam, że techniczną stronę, czyli rozkręcanie, wzięła na siebie moja córka :)
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci, żeby te wzorcowe wyniki krwi się utrzymały.
O wypiciu w przeddzień badań akurat bym powiedziała.
Z tym niepiciem to nie moda, a coraz więcej wyników badań, a u mnie po prostu brak chęci na alkohol :)