Pamiętacie Noriko? Spotkałem ją kiedyś przy okazji zabiegów rehabilitacyjnych, o których pisałem TUTAJ i TUTAJ. To ta śliczna, drobna, choć oczywiście pełnoletnia, urocza Japoneczka, która swego czasu masowała moje obolałe plecy – a przynajmniej tak to sobie wyobrażałem. Dość, że na kolejną sesję rehabilitacyjną leciałem jak na skrzydłach. Znów spotkam swoją ukochaną!
Przywitałem się i podałem swoje nazwisko. Poznana w czasie poprzedniej sesji Pani-która-by-mi-się-podobała-gdyby-nie-dziary podała mi kartę do wypełnienia, gdzie przy wszystkich wymienionych tam dolegliwościach zaznaczyłem odpowiedź NIE. No, prawie. TAK zaznaczyłem tylko przy alergii.
- Stawy kolanowe – pokiwała głową, zerknąwszy na skierowanie i poleciła jednej z pracownic, aby dała mnie na ćwiczenia.
Wiedziałem już, że to nic strasznego. Wlazłem do klatki, przyczepiono mi nogę linami i kazano kiwać. No to kiwam, rozmyślając o dychotomii dobra i zła oraz o sensie życia.
No dobrze, tak naprawdę grałem sobie na komórce w sortowanie nakrętek. Podobno gry logiczne bardzo stymulują mózg i powodują, że coś dobrego tam się w nim rozrasta.
Pierwszy sygnał alarmowy rozległ się w mojej głowie, gdy po skończonym ćwiczeniu, pani zaprzęgła mi drugą nogę i kazała dalej kiwać. Przecież ta druga mi nie dokucza! Poprzednio tak nie było! No, ale co mam robić, jak pani sobie poszła? Kiwam i dziwię się. Jednocześnie!
Potem było pole magnetyczne – tak jak poprzednio – i w końcu lasery. Na oba kolana!
Zrobiło mi się gorąco. Czyli będą zajmować się tylko moimi kolanami? Kręgosłup poszedł w odstawkę? A przecież on właśnie, po ostatniej przygodzie na produkcji, najbardziej mi dokucza! No i tylko na kręgosłup jest przewidziany masaż prądami! A ja już sobie nawet ręcznik przyniosłem, żeby się wygodniej ułożyć na tej leżance, gdy zaczną mnie masować drobne dłonie Noriko te przemienne prądy!
Zbierało mi się na płacz. Moje pęknięte z bólu serce wyło bezgłośnie żałosną pieśń do Księżyca jarzeniówki. Gdy już sesja się zakończyła – bez prądów – byłem tak zawiedziony i zdesperowany, że odważyłem się zapytać.
- A dlaczego tym razem jest inaczej? Przecież u mnie się nic nie zmieniło!
Pani-która-by-mi-się-podobała-gdyby-nie-dziary spojrzała na mnie zdziwiona.
- No, ale w skierowaniu ma pan tylko stawy kolanowe – odpowiedziała. – A co było wtedy inaczej?
- Lewa noga i kręgosłup – odparłem. – Prawa mi nie dokucza. Nie wiem, dlaczego to się zmieniło.
Pani zrobiła zakłopotaną minę. Dołożyć zabiegów mi nie mogła bez skierowania. Jedyne, co mogła, to coś pozamieniać. Zmarszczyła gładkie czoło, uniosła ładnie zarysowane brwi... A ja zacząłem w myślach prosić każde bóstwo, o jakim kiedykolwiek słyszałem, żeby tylko dała mnie na prądy.
- No, dobrze, to zamiast prawej nogi wciśniemy coś na kręgosłup – zdecydowała. – Ale to dopiero od jutra, Na dziś już koniec.
Nadzieja wlała mi się do pękniętego serca i skleiła je na powrót, niby pianka montażowa cudowny balsam. Podziękowałem serdecznie i pożegnałem się. Czyli jest szansa, że jednak spotkam się z moją ukochaną i spędzimy razem kilka szczęśliwych chwil.
Gdy wyszedłem, obejrzałem się jeszcze za siebie. W oknie stała Noriko ze smutną minką.
- Tęsknię – powiedziała mi samymi ruchami warg.
- Ja też – odpowiedziałem w ten sam sposób. – Ale jutro pewnie się spotkamy.
Uśmiechnęła się leciutko, jakby nadzieja wstąpiła jej do serca.
Odchodziłem, wciąż patrząc na jej śliczną twarzyczkę… Aż przydzwoniłem w samochód, który jakiś idiota zaparkował na wjeździe. Kolanem. Prawym!
Czy aby nie za szybko zrezygnowałem z jego rehabilitacji?
Obejrzałem się jeszcze raz za siebie. Noriko wciąż tam stała i uśmiechała się.
A, pal licho to kolano! Mam jeszcze drugie.