Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 1 kwietnia 2025

O odnalezieniu - i tym razem nie chodzi o Osen

     Czy macie czasami tak, że za nic nie możecie sobie przypomnieć tytułu jakiegoś filmu? Ja mam bardzo często, zwłaszcza gdy dotyczy to starych filmów, które oglądałem w czasach wczesnej i średnio wczesnej młodości. Zwykle nie zaprzątałem sobie wtedy głowy tytułem filmu – po prostu oglądałem i albo mi się podobał, albo nie.

     W czasach, o których mówię, w TV dominowały przesycone propagandą produkcje radzieckie, które oglądało się niejako z nudów, bo niczego innego nie było. Ale zdarzało się, że emitowana jakąś starą komedię, najczęściej francuską, stąd poznałem twarze wielu aktorów znad Loary i Sekwany, aczkolwiek ich nazwisk nawet nie próbowałem zapamiętać.

     Od jakiegoś czasu chodziła za mną pewna francuska komedia, z której zapamiętałem jedynie treść. No, pamiętałem także mniej więcej scenerię i raczej słabo wygląd głównych bohaterów – zwłaszcza, że ten, wskutek zwariowanej fabuły, bezustannie się zmieniał. No, ale jak odnaleźć tytuł, gdy zna się tylko treść? Mimo to, postanowiłem sobie, że korzystając z sieci, znajdę go.

     Próbowałem wpisywać w wyszukiwarkę różne hasła:

     - komedia francuska

     - stara komedia francuska

     - komedia francuska emitowana dawno temu w TVP

     - komedia francuska, lata 70.

     - komedia francuska, lata 70. w której nie występował Louis de Funes

     Przyznaję, że te dwa ostatnie hasła wpisałem w akcie desperacji, gdy wujek Google wciąż na pierwszym miejscu pokazywał „Żandarma z Saint-Tropez”. Ale nic ona nie dała – nie znalazłem poszukiwanego filmu, pomimo przejrzenia setek stron w Internecie. Poza tym, co dotarło do mnie znacznie później, fakt że emitowano je w TVP w latach siedemdziesiątych, nie oznaczało wcale, że wtedy akurat je wyprodukowano – zwykle były to filmy starsze co najmniej o dekadę.

     Pomyślałem więc, że poszukam któregoś aktora. Miałem nadzieję, że go rozpoznam na zdjęciu. I zabawa zaczęła się od nowa:

     - francuski aktor

     - francuski aktor lata 70.

     - francuski aktor lata 70., komedia

     - francuski komik

     - francuski komik lata 70.

     - francuski komik lata 70. ale nie Louis de Funes

     - francuski komik lata 70. ale nie Louis de Funes ani Bourville

     Oczywiście, nie znalazłem. Ale nie dawało mi to spokoju. Co jakiś czas wpadałem na kolejny genialny pomysł, jednak żaden z nich nie doprowadził mnie do spodziewanego wyniku. I któregoś dnia, zniecierpliwiony faktem, że wyszukiwarka uparcie podsuwała mi filmy z Louisem de Funes, kliknąłem na jeden z nich – któryś z serii o żandarmie z Saint-Tropez. I tam znalazłem aktora, który prawdopodobnie grał w poszukiwanym przeze mnie filmie. Pamiętałem go jak przez mgłę, pewności nie miałem, ale chyba to on: Jean Lefebvre!

     Przeglądanie jego filmografii na Filmwebie też niewiele dało. Mniej znane filmy nie mają tam zarysu fabuły, a zdjęcia obsady zwykle też są niekompletne. Poza tym, Filmweb najczęściej pokazuje zdjęcia współczesne, na których dany aktor w ogóle nie przypomina tego sprzed lat. Znów ślepa uliczka. W dodatku, przecież wcale nie miałem pewności, że poszukiwany przeze mnie aktor to właśnie Jean Lefebvre. Był podobny. Chyba… Sam już nie wiem…

     I któregoś dnia wpadłem na pewien kolejny, genialny pomysł. Otóż, wszedłem na stronę z filmografią Jeana Levebvre’a, jednocześnie w drugiej karcie otwierając sobie stronę z francuską Wikipedią. I tytuł każdego filmu – w 80 % wyłącznie po francusku – z interesującego mnie okresu wpisywałem w Wikipedię i sprawdzałem, o czym on jest.

     Tu muszę nadmienić, że skorzystałem z opcji tłumaczenia, bowiem mój nigdy nie najlepszy francuski, dawno już nie używany, zubożał do tego stopnia, że pewnie nie umiałbym się nawet przedstawić.

     I po wielkim bólu i wielu mękach, znalazłem! Jest! To jest to! C'est pas parce qu'on a rien à dire qu'il faut fermer sa gueule (“To, że nie masz nic do powiedzenia, nie znaczy, że masz milczeć”).

     Film nie jest najwyższych lotów, ale zawiera wiele zabawnych scenek. Wprawdzie nie rzucających na dywan, na którym skręcając się we wszystkie strony trzeba się wyśmiać, ale potrafi wywoływać uśmiech. W skrócie, opowiada o tym, jak trzej złodzieje próbują włamać się do pewnego sejfu, przebijając się do niego z jednej z kabin w publicznej toalecie. Żeby w międzyczasie nie wszedł do niej nikt postronny, kto mógłby odkryć wykutą dziurę, pilnują, aby kabina była stale zajęta przez jednego z nich. I aby nikt nie nabrał podejrzeń, dlaczego trzech facetów bez przerwy siedzi w jednej kabinie, non stop się przebierają, zmieniając swój wygląd. Ich fantazja pod tym względem okazuje się wyjątkowo twórcza, co samo w sobie jest zabawne.

     A ja – no cóż – muszę sobie wymyślić kolejny problem, bo ten już rozwiązałem.


piątek, 21 marca 2025

Emancypantka

     Kiedy wódz spojrzał na nią, wiedziała już, że została wybrana. Zamachał gnatem mamuta, który służył mu za maczugę i zawarczał.

     - Ty – wskazał palcem. – Ty zjeść i do mojego barłogu!

     Gdyby marzyła o ślubie w białej sukni, przy towarzyszących ceremonii dźwiękach organów, to srodze by się zawiodła. Na szczęście nie marzyła, bo w epoce jaskiniowców nikt sobie niczego takiego nie potrafi wyobrazić. Toteż rozczarowanie było raczej niewielkie. Tutaj samiec brał kobietę za włosy, zawlekał do swojego legowiska i na tym kończyły się ceremonie, a zaczynało przedłużenie gatunku.

     Bała się, ale odważyła się spojrzeć mu w oczy.

     - Będziesz bił?

     Zdziwienie odbiło się na jego brodatej twarzy.

     - No pewnie! – burknął. – Ty teraz moja kobieta. Trzeba bić. Ale za to nie będzie głodna.

     Poczuła gęsią skórkę. Będzie bił! Ojciec też bił, ale ojciec kochał. Nie bił mocno. I tylko jak była nieposłuszna.

     Ale ojca już nie ma. Zjadły go lamparty. Nie miał sił z nimi walczyć. Cóż, stary już był. Miał chyba ze trzydzieści lat, albo i więcej.

     - Ale bić trzeba tylko jak nieposłuszna – odezwała się. – Jak posłuszna, nie trzeba.

     Zmarszczył krzaczaste brwi.

     - Trzeba – huknął i wskazał na Słońce. – Świetlisty bóg chce! Trzeba!

     - A skąd wiesz, że bóg chce? – spytała przekornie.

     Nie zapomniała, by się przy tym uśmiechnąć. Zalotnie się uśmiechnęła! Wiedziała, że wódz, choć poczuje się dotknięty jej bezczelnością, nie o tym będzie myślał, gdy zobaczy taki uśmiech.

     I miała rację. Aż mu się nozdrza rozchyliły. Widać było wyraźnie, jak silną pała do niej żądzą. Jeśli naprawdę myślał o bogu, to momentalnie jego myśli przestawiły się inny tor.

     - Szaman mówił – warknął. – On gada z bogiem. Bóg jemu tak powiedział.

     - A co on tam wie o kobietach – wzruszyła ramionami. – Nic, jego niemoc pochwyciła. Ty mądry, on głupi. Ty przecież wiesz, że on oszukuje. On sam zjada ofiary dla boga. Widziałam! I wielu widziało.

     Otworzył oczy szeroko. 

     - On mnie oszukuje? – wysapał.

     Nie odpowiedziała. Czuła, że nie powinna się teraz odzywać. Ech, chyba przeszarżowała. Jak szaman się dowie o jej oskarżeniu, może ją wydać na żer dla dzikich bestii. Powie, że bóg tak chce – nic łatwiejszego. Powie, że bóg chce ofiary – wszyscy mu uwierzą.

     Zaraz… Ale przecież może to samo zrobić z wodzem! Odważyłby się? Wprawdzie wódz silny i bitny, a szaman chucherko, ale on nie ramieniem walczy, tylko słowem.

     - Tylko nie mów mu, że wiesz – szepnęła. – Jak się dowie, przestraszy się i każe nas zabić. Każe oboje złożyć w ofierze bogu. Żeby inni się nie dowiedzieli. Z nim trzeba delikatnie.

     Wódz pogładził się po brodzie i zmarszczył brwi. Widać było po jego twarzy wielki wysiłek intelektualny. Zrozumieć, o czym ona mówi! Trudne. I co to znaczy „delikatnie”? Może lepiej posłuchać jej rady?

     - Ty mądra – odezwał się cicho. – To nasza tajemnica.

     - Ja mądra – skinęła głową. – Ty będziesz słuchać dobrych rad i dlatego będziesz wodzem jeszcze bardzo długo. – uśmiechnęła się. – Ale bić nie trzeba.

     - Trzeba – podrapał się po głowie. – Jak nie bije, nie szanuje. Będą gadać.

      - To bić lekko – szepnęła. – Żeby nie było złamań. Najwyżej siniaki.

     - Bić lekko – skinął głową zadowolony. – Da się zrobić! A szamanowi nie mówić. Tylko innym ludziom mówić. Ale cicho, żeby szaman nie usłyszał.

     I tak właśnie, w prehistorycznych czasach, narodził się pierwszy polityk. I tak mniej więcej wyglądała pierwsza na świecie batalia o prawa kobiet.