Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


czwartek, 1 stycznia 2026

O czasie

     Dlaczego nigdy nie może być tak, że człowiek ma czegoś akurat tyle, ile potrzebuje?

     Nie, zawsze czegoś albo za dużo, albo za mało. Dotyczy to również czasu. Jeszcze niedawno nudziłem się jak mops i narzekałem, że nie mam co robić, a potem nagle życie tak podkręciło tempo, że nawet nie zdążyłem Wam złożyć życzeń świątecznych.

     Zatem pozwólcie, że złożę choć te noworoczne.

     Nie będą wymyślne, bo wszystko już wymyślono i powiedziano. Pojadę banałem:

     Niech ten rok będzie znośny! Całkiem znośny! Wręcz nudny. Bo zauważyłem, że wielu ludzi na świecie nie potrafi docenić nudy i sama woli sobie stworzyć tzw. "ciekawe czasy". A ja naprawdę już wolę nudę, niż żyć w ciekawych czasach.

      Nie będę się tu rozwodził nad tym pojęciem, bo jeszcze kogoś zdołuję, a nie to było moim zamiarem.

     Trzymajcie się ciepło, bo na dworze zimno. Pijcie dużo herbaty z rumem, miodem i z cytryną, bo to świetnie rozgrzewa. Polecam też krupnik staropolski, też można na gorąco. A ja właśnie cieszę się ostatnim wolnym dniem i powoli sączę sobie gorącą kawę, z odrobiną cynamonu i miodu - polecam, smakuje jak piernik.

     I trochę jeszcze eksperymentuję z saturatorem, który przyniósł mi Gwiazdor. Kiedyś dostałem od niego syfon na naboje, ale teraz stwierdził, że to za mało, więc przydźwigał mi fajny saturator do wody. Gazuję więc różne rzeczy i sprawdzam, jak smakują. Z mojego doświadczenia: kawy nie gazujcie, jest nie do upicia. Gazowane mleko w ogóle mi nie smakowało, a jeśli chcecie sobie zagazować wino, koniecznie musi być lodowate i mocno wytrawne, bo inne straszne się pieni.

     Wasze zdrowie wypiję wieczorem, lodowatym szampanem z truskawkami. Trzymajcie się!

czwartek, 18 grudnia 2025

Co tu robić?

      Polityka kadrowa mojej firmy jest beznadziejna. Zawsze była. Co jakiś czas daje o sobie znać. W tym roku zaowocowała tym, że nakazano nam wykorzystać cały urlop do końca roku. CAŁY! Nic nie może zostać na następny rok.

     Dlaczego? Nie wiem. Ponoć jakieś sprawy finansowe. Po co? Nie wie nikt. Zwłaszcza ja.

     Musiałem wziąć urlop i teraz siedzę w domu i nudzę się jak mops. W firmie czeka temat, podobno pilny - a ja siedzę sobie w domu i z nudów wymyślam sobie jakieś zajęcia.

     Prosiłem - choć kilka dni na styczeń! Będzie drugi stycznia - piątek, będzie piąty stycznia - poniedziałek. Idealna okazja! Nie... Pod koniec stycznia mam zrobić kolejne badania lekarskie, będę potrzebował dodatkowy dzień wolny. A bierz sobie, ale z nowego urlopu!

     Beznadzieja. Pod koniec przyszłego roku znów każą nam kryć dni wolne urlopem, ale nikt z nas nie będzie miał już takiej puli, żeby pokryć wszystko. I zacznie się kombinowanie. Chłopaki już planują, kiedy oddać krew - oczywiście, chodzi o ten wolny dzień. Ja postanowiłem nie przedłużać sobie tzw. "długich weekendów". Przecież zawsze trzeba mieć w zapasie kilka dni na wszelki wypadek.

     Tak więc siedzę w domu i próbuję sobie znaleźć jakieś zajęcie. Odmalowałem sufity w kilku miejscach, Na ścianach zamalowałem plamy, które się przez lata pojawiły. Na szczęście nigdy nie wyrzucam pozostałości farby, więc miałem czym. Ponaprawiałem, co tam umiałem. Wyczyściłem, co było do wyczyszczenia. Zwłaszcza drzwiczki piekarnika, kiedy odkryłem, jak je rozebrać. Bo drzwiczki są trójwarstwowe, a zacieki pojawiły się na wewnętrznych powierzchniach szyb. Trochę zmarudziłem, bo skądś tam wypadły mi jakieś dwie specjalnie ukształtowane gumki i nie miałem pojęcia, do czego konkretnie one służą. Przypuszczam, że amortyzowały środkową szybę, ale nie mam pojęcia, jak były przedtem zamocowane. Trudno, piekarnik będzie chyba działał bez nich. Na wszelki wypadek ich nie wyrzucałem, tylko zamknąłem w szufladzie, razem z innymi przydaśkami.

    Moje zdrowie trochę się poprawiło. Lekarka aż pochwaliła mnie za dyscyplinę, bo podobno wyniki krwi miałem jak dwudziestolatek. Zmieniła mi dawkowanie leków, od dziś będę brał ich o połowę mniej. Pochwała mi się należała, aczkolwiek w swoim trybie życia nie zmieniłem w zasadzie niczego. Taką dyscyplinę utrzymywałem od lat, z wyjątkiem Spotkania Dawno Niewidzianych Przyjaciół, które odbyło się wczesną jesienią, akurat pechowo przed badaniami okresowymi, które ujawniły pewien Wielki Problem - ze zdrowiem, oczywiście. Przypuszczam, że ów problem był skutkiem tego hucznego spotkania, ale nic nie powiedziałem lekarzom, bo za bardzo się wstydziłem. Ponoć teraz na topie jest zdrowy tryb życia, absolutne unikanie wszystkiego, co szkodliwe, więc przyznaj się człowieku, że wychyliłeś z przyjaciółmi niejeden kielich nalewki, jak jakiś prymityw! No, tak się poczułem, jak relikt minionej epoki, kiedy to żadne spotkanie bez flaszki nie mogło się obejść.

     Nie jestem hulaką, a alkohol w ciągu roku dozuję sobie raczej oszczędnie, aczkolwiek go nie unikam. A według dzisiejszych trendów - powinienem! No cóż, za stary jestem, żeby się zmieniać, a na świecie jest zbyt dużo gatunków wina, żeby oprzeć się pokusie. I zbyt pyszne są moje nalewki. I niepotrzebnie nauczyłem się mieszać tych kilka pysznych koktajli. I ten lodowaty szampan z truskawkami też niepotrzebnie jest taki pyszny. I jedynie dla przeciwwagi istnieje ohydna wóda, jeszcze ohydniejsza whisky i te wszystkie przeraźliwie słodkie pypry, które marketingowcy nazywają nalewkami, choć koło nalewki to nawet nie stało.

     Tak dla informacji - porządek w nalewkach już zrobiłem! Z nudów... Pozlewałem, pokupażowałem, każdy słój opisałem. I co mam robić dalej?

     Beznadzieja...