Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 18 listopada 2014

Pamięci bohaterskiego słoja

     - To przecież tylko odrobina, więc przestań mi tu jęczeć!
    
     Koleżanka Małżonka, jak zwykle, nic a nic nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Dla niej to prawie nic, a ja czuję, jak wycieka życiodajny płyn, wąską wprawdzie stróżką, ale nieubłaganie. Rozlewa się lepki płyn po kuchennej posadzce. Lepki, a jednak śliski… Jak po masakrze piłą mechaniczną. Jeszcze trochę, a cała posadzka będzie we krwi…
    
     - Przestań mi tu dramatyzować, to przecież nie jest krew! Po prostu przelej to w coś innego i po kłopocie!
    
     No tak, a mówi się, że to mężczyźni są prozaiczni do bólu i nie znają żadnych wyższych uczuć. Może to i nie była uchodząca ze mnie buchającym strumieniem krew, ale coś równie cennego.
    
     Bo jak ktoś nie patrzy pod nogi, to potem są tego skutki! Na przykład może kopnąć słoik, z macerującą się nalewką. A potem ten kopnięty słoik uderzy w inny słoik, z nalewką już dojrzewającą. A potem ten z dojrzewającą stuknie w inny, z nalewką, która już zapomniałem co tam robi… A potem ten z zapomnianą wpakuje się w ten z prawie dojrzałą… I nastaje efekt domina.
    
     Przypadkiem (a gdzie tam przypadkiem – nie wierzę w takie przypadki!) pękł słój z krupnikiem. Pęknięcie niewielkie, ale wystarczyło, by słoik zaczął krwawić. Bezcenny, życiodajny płyn począł sączyć się z rany. Słoik wywrócił oczami i zamknął je na zawsze. Zginął na posterunku, jak przystało na prawdziwego patriotę, gotowego umrzeć za sprawę, jeśli tylko ta sprawa jest tego warta. A jest! Umierając myślał tylko o tym, by jak najwięcej płynnego złota ocalić. Bo mógł przecież rozpuknąć się w kawałki i nic by dla mnie nie zostało!
    
     Pod ręką miałem tylko dwie butelki. Czym prędzej je umyłem, chwyciłem lepiący się słój i próbowałem odkręcić pokrywkę. Ani drgnie. Zakląłem szpetnie, aż Koleżanka Małżonka się obraziła. A pal ją sześć! W takim momencie niewiasta nie powinna szlajać się po kuchni. Wojna to nie sprawa kobiet.
    
     - A czyja? – spytała Urojona Ania, stercząc obok, oparta o ścianę, z rękami w kieszeniach.
    
     Pominąłem milczeniem.
    
     Po kilku próbach dekiel wreszcie puścił. Na szczęście! Bałem się odkręcać na siłę, pamiętając, że słoik jest cały popękany i w każdej chwili może się rozlecieć na małe, diamentopodobne cząstki.
    
     Wlałem krupnik do butelek. Sporo zostało – prawie półtora litra. Na dnie słoja osiadła dobra ćwiartka mętów, fafluńtów i moc innego tałatajstwa. Przelałem w karafkę. Wyglądała, jakbym nalał do niej kawy z mlekiem…
    
     Słój został umyty, jak zwłoki przed pogrzebem. Polazłem na dół, aby z honorami opuścić go w głąb pojemnika na szkło. Nie zmieścił się w otwór. No cóż, do nalewek kupiłem sobie naprawdę duży słój…
    
     Co było robić? Postawiłem go pod pojemnikiem.
    
     - Może jakaś mowa? – spytała Urojona Ania.
    
     Zawahałem się. Mowa należała mu się jak psu zupa. Ale głupio mi było, bowiem ludziska z osiedla dreptali już do kościoła i na pewno znalazłby się między nimi ktoś życzliwy, kto nasłałby na mnie pogotowie.
    
     - Oddaję ci ten honor – odparłem dyplomatycznie. – Tobie bardziej wypada. Jesteś, jakby nie patrzeć, oficerem!
    
     Tak naprawdę chodziło mi o to, że jej przemowy i tak nikt, poza mną, nie usłyszy. Niestety, Urojona Ania ma pewną wadę – doskonale wie, co ja myślę. Więc spojrzała na mnie kpiącym wzrokiem, odwróciła się i pobiegła w stronę majaczącego na horyzoncie zagajnika.
    
     Pobiegłem za nią. Nie ma jak zacząć wolny dzień od solidnej zaprawy. A jak potem śniadanie smakuje!


26 komentarzy:

  1. rozumiem, że czasami potrzeby fizjologiczne dopadają ludzi w najmniej odpowiednich momentach, ale .... czy nie lepiej było pobiec, po prostu, do domu zamiast do zagajnika?????.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy faceta dopada taka potrzeba, to idzie w najbliższe krzaki, albo pod najbliższą ścianę, ewentualnie staje za samochodem na parkingu i zrasza koło.

      Usuń
    2. fakt, macie zdecydowanie lepiej w tym temacie... no chyba, że potrzeba jest grubsza, wtedy jest równouprawnienie... :)

      Usuń
    3. Więc nie wiem, skąd wzięło się to skojarzenie z potrzebą. Chyba, że masz na myśli potrzebę ruchu - wtedy tak. Biegamy razem prawie każdego wieczoru - chyba że pada deszcz. Odkryłem, że to najlepszy sposób na jesienną deprechę. Gdy człowiek się zmęczy, zapoci, zadyszy, potem z trudem da radę wspoiąć się na to czwarte piętro, resztką sił weźmie prysznic, to potem juz tylko wietrzenie pokoju, łóżeczko i pamiętam najwyżej 2 strony czytanej do poduszki książki. Nie ma człowiek siły na głupie myśli.

      Usuń
    4. oj tam, jakoś tak mi się skojarzyło to nagłe pobiegnięcie do zagajnika.... :))))
      moja deprecha nie pozwala mi nawet na myślenie o bieganiu ...
      a tak na marginesie, co na to Twoja Koleżanka Małżonka?... na to Twoje szybkie zasypianie?... :)

      Usuń
    5. Wieczorami na 48 m2 nie ma warunków. Chyba, że młodzież wyjedzie na jakikś obóz.

      Usuń
  2. A podłogę wymył po "krwawiącym" słoju? Czy będzie może nastepny fajny wpis - krew w żyłach mrożący?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, przetarł. Ale tak, żeby aromat został.

      Usuń
  3. A jakiej pojemności był ten słoik? Pewnie ze 3 litry, bo takie ostatnio widywałam w sklepach z okazji kwaszenia ogórków.
    Pomyśl tylko z ulgą,że to nie był 35 litrowy balon. Gdy sąsiadowi pękł w nocy taki balonik, to musiał następnego dnia wręczac swej sąsiadce z dołu pieniądze na odmalowanie ściany i sufitu.Jemu nic nie ocalało, a Tobie aż 1,5 litra.Wiesz, Koleżanka Małżonka jest wszak Kobietą, a kobiety są z natury bardziej praktyczne niż mężczyzni.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę nie wiem, nie mierzyłem. Ale jest spory. Myślę, że miał znacznie więcej niż 3 litry. Może nawet 5. Dla nalewek, które robi się w mniejszych ilościach niż wino, to całkiem sporo.
      A balonik z patriotycznym jabłecznikiem też o mało nie pękł! Mało brakowało. Muszę sobie sprawić jakić kosz do niego.

      Usuń
  4. Twój słój stał się bohaterem jak z baśni Andersena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłe porównanie. Zawsze fascynował mnie klimat baśni Andersena, tak inny od nastrojów innych opowieści. I chyba w tym tkwi jego fenomen, że widział świat tak, jak widzą go dzieci. Każdy przedmiot ma duszę, każdy przedmiot wydaje jakieś dźwięki, każdy przedmiot żyje. ?Nigdy nie ograniczał się do suchego opisu - zawsze potrafił opisać wrażenie. I chyba dlatego jego opowiadania wpadają w rezonans z wyobraźnią dziecka.

      Usuń
  5. Heh, jestem bardzo, bardzo zła i zepsuta albo zbyt wiele razy natknęłam się na ten "życiodajny płyn" w babskich książkach :)

    Krupnik piłam tylko raz w życiu. Musiałam pogrzebać głęboko w pamięci, żeby go sobie przypomnieć. Jednocześnie oznacza to, że wspomnień nie mam złych, czyli można kiedyś chlapnąć go raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten "sklepowy" da się wprawdzie wypić bez większego obrzydzenia, ale nie pił nigdy krupniku ten, kto nie spróbował napoju własnej roboty. Przepis jest kilka postów wcześniej. tu bardzo wiele zależy od przypraw. Mój krupnik ma zupełnie inny smak, niż ten ze sklepu. Smakuje wszystkim, oprócz pewnej pani, która jest uczulona na miód i nie chce nawet spróbować.No, ale ona jest rozgrzeszona.
      Zło krupniku "sklepowego" polega również na czymś innym: stoi na półce tuż obok zwykłej wódki, która służy wyłącznie do tego, aby zamienić się w zwierzę. I kupującemu wydaje się, że krupnik służy do tego samego. A to nieprawda!

      Usuń
  6. Oda do pękniętego słoja.

    o, pęknięty słoiku,
    co robiłeś siku
    krupnikiem, choć byłeś
    zwykłym słoikiem

    pozycję obroniłeś,
    nadto nie uroniłeś,
    Nitager uratował,
    coś w swej czeluści przechował!

    o, bohaterski słoiku,
    nie zrobisz krupnikiem siku,
    czas twój dobiegł do kresu,
    lecz jesteś ojcem sukcesu.


    Zdarza się w życiu mężczyzny, że podąża na odsiecz i nie jest mu dane być przez niewiastę docenionym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak mogłeś? Słoik bohatersko oddał życie w obronie Napoju Bogów, a Ty o nim, że się zesikał? Toż to była najszczersza krew! I nawet o podobnej konsystencji...

      Usuń
  7. A mnie się zerwała plastikowa rączka od 15 litrowego dymiona w którym było ponad pięć litrów bazy do nalewek . Całe szczęście że szklane naczynie stało na miękkim dywanie. W środku nie w kij dmuchał była moc 65%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiało grozą...
      Ja kiedyś przestałem ufać wiklinowemu koszowi na balon i dorobiłem mu rączki z grubego, stalowego drutu, przeplecionego pod dnem. Kto wie, czy to nie uratowało 25 l wina, dywanu, podłogi i sufitu sąsiadów pod spodem.

      Usuń
  8. Czesi mają malowany dzbanek, a Ty ,jak czytam -bohaterski słoik. I już widzę oczyma wyobraźni tytuły na półkach:" O słoiku , co się kulom nie kłaniał" ,"Słoik zwycięzca", "Bitwa o słoik", a może "Słoik pod Stalingradem", albo "O słoiku kopniętym butem nieopatrze i mężczyźnie co to gotów oddać życie w obronie".Koniec. Ha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi, jak tytuł powieści o Warszawiaku od trzech miesięcy...

      Usuń
  9. W tekście jest błąd ortograficzny - pisze się strużką (od słowa: struga), a nie stróżką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne! Zapewnianie, że chodziło mi o kobietę-stróża, zapewne nie zabrzmi wiarygodnie? Wiedziałem...

      Usuń
  10. jestem bardzo stabilna generalnie i w zasadzie kobietą .Ale gdyby Docent vel Małżonek mój osobisty podobny numer popełnił , chyba bym go wygnała za kare do lasy , coby drzewa iglaste czyścił

    wieczorowo macham - Gryzmo ...linda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. połowę tekstu się nie wklepało a być miało :jestem bardzo stabilną generalnie i w zasadzie , kobietą .Ale gdyby Docent vel Małżonek mój osobisty podobny numer popełnił , chyba bym go wygnała za kare do lasy , coby drzewa iglaste czyścił

      Usuń
    2. Chyba bardzo wolno myślę - bo nie widzę żadnej różnicy między tymi dwoma wpisami. Czyżby znowu się nie wklepało? A przy okazji - z czego czyści się drzewa iglaste?

      Usuń
  11. Miałam zaproponować, że napiszę Odę do pękniętego słoja", ale widze, że już to przede mna zrobił Woland :D

    OdpowiedzUsuń