Sentencja


Wszystko płynie... Ale nie sądzę, żebym to wszystko chciał wyłowić!

Informacje dla Gości

INFORMACJE DLA GOŚCI

Ponieważ nikt nie jest w stanie sprawdzać na bieżąco całego bloga, wprowadziłem moderację komentarzy do starszych wpisów. Nie zdziwcie się więc, jeśli Wasz komentarz nie pojawi się tam od razu. Nowe wpisy można komentować normalnie, tak jak dotychczas - bez moderacji.


wtorek, 28 stycznia 2014

Też tak macie?


     Reklama niewątpliwie ma w sobie coś boskiego – jest wszędzie. Jak Bóg, obiecuje raj, niedostępny ponoć, jeśli jej nie zaufasz. I też potrafi spowodować potop – niepotrzebnych i najczęściej nieprawdziwych informacji.
          
     Reklamą może być praktycznie wszystko, począwszy od kolorowego opakowania, aż po plakat, zajmujący pół ściany potężnego budynku i wzbudzający protesty mieszkańców, którzy nie mogą sobie dokładnie wywietrzyć mieszkania, ani pomachać przez okno znajomym na ulicy. Tych reklam prawie już nie zauważam. Nie zwracam na nie uwagi, choć prawdopodobnie one zwracają ją na mnie i podstępnie atakują moją podświadomość. Terry Pratchett stwierdził kiedyś, że gdy wystarczająco długo spoglądasz w otchłań, otchłań zaczyna spoglądać na ciebie…
       
     Zauważam natomiast inne rodzaje reklam, o wiele bardziej natarczywe, o wiele bardziej irytujące, o wiele bardziej zaśmiecające świat, w jakim żyję. I nie mówię tu o ulotkach, których niemal codziennie spory plik wyrzucam do śmieci (tęskniąc do czasów, gdy miało się piec i używało ich na podpałkę). Mówię tu o reklamie w mediach.
          
     Telewizji oglądam niewiele. Ot, czasem po obiedzie, jeśli nikt niczego nie ogląda, poskaczę sobie po programach. Jak każdy facet, na pilocie rozróżniam wyłącznie klawisze P+, P-, V+, V- i O/I. Przy czym ulubionym jest P+. Z tego powodu w telewizor patrzę zwykle samotnie, bo reszta rodzinki nie wytrzymuje szybko przeskakujących kanałów. Reklama jest mniej więcej na 60% z nich, więc do przejrzenia mam ich naprawdę niewiele. Reklam nie znoszę - jakichkolwiek. Denerwują mnie właśnie poprzez swoją natarczywość, którą chyba można już nazwać agresją. W moim przypadku działa odruch Pawłowa – gdy tylko program zostaje przerwany, moja ręka automatycznie, bez udziału mózgu, wędruje do pilota i przycisza telewizor, aby natychmiast przełączyć go na inny kanał.
           
     Po drugie, częstotliwość wyświetlania reklam przyjęto na poziomie zdecydowanie powyżej mojego progu cierpliwości. Nie twierdzę, że każda reklama to chłam. Reklama jest sztuką z gatunku użytkowych (he he – dla kogo?!) i gdybym tylko miał cierpliwość, aby je prześledzić, z pewnością znalazłbym niejedną perełkę – dowcipną, sympatyczną, zwięzłą. Bez zasmarkanego nosa, polecającego leki przeciwgrypowe, bez wzdęć w bebechach, albo pani, nieodmiennie, od ćwierćwiecza, zdziwionej, że pranie jest takie białe. Ale o ile słuchając dowcipu po raz pierwszy, jestem w stanie tarzać się po podłodze, to słysząc go po raz drugi, mogę się jedynie uśmiechnąć, a potem już mnie nudzi. Podobnie z reklamą – zainteresować się nią można tylko raz. Potem zaczyna nudzić, a w końcu irytować, co zwykle kończy się uroczystym ślubowaniem omijania reklamowanego produktu szerokim łukiem. Tymczasem stacje telewizyjne, kiedy uprą się na jakąś reklamę, puszczają ją w każdej przerwie, czasem nawet dwa razy. To za dużo na mój organizm.
               
     Gdy reklamowane są samochody, krew gotuje się we mnie podwójnie. Wprawdzie jestem zupełnie spokojny o to, że przypadkiem nie kupię reklamowanego produktu (z powodów finansowych interesują mnie wyłącznie samochody „z historią”), ale wgrzewa mnie sam fakt, że nie robię tego firmie na złość, choć wielką mam na to ochotę. Kiedyś, z pewnego powodu, choć nie chodziło o reklamę, obraziłem się na Ferrari. Uroczyście przysiągłem, przy świadkach, że nigdy nie kupię samochodu tej marki. Niech wie, co myślą o niej potencjalni klienci! Niech jej sprzedaż spadnie, to od razu nabierze szacunku dla ludzi! Z niewiadomych powodów, ta oczywista prawda wzbudziła u słuchaczy jedynie śmiech.
             
     Podobnie z kredytami, na które to słowo mam straszną alergię. W ogóle nie rozumiem tutaj tej polityki – wszyscy narzekają na ogólne zadłużenie, ekonomiści wieszczą klęskę, opozycja domaga się dymisji rządu, a kredyt wciąż jest spokojnie i często reklamowany, jako doskonały, sądząc po rozradowanych uśmiechach aktorów, sposób na życie. Mnie los raz tylko zmusił do wzięcia kredytu i ten krok będzie mi się boleśnie odbijał przez resztę żywota.
            
     Ale najbardziej podnosi mi ciśnienie informacja, jakoby oni lepiej ode mnie wiedzieli, co jest mi potrzebne i informowali mnie o tym głosem tak pewnym, podnieconym i rozentuzjazmowanym, jakby naćpali się jakiegoś proszku. „Musisz to mieć!” – płynie bezustanny przekaz. A świętego spokoju mieć przypadkiem nie muszę?
               
     Jeszcze gorzej jest w radiu. Tam, nie mając do dyspozycji obrazu, trzeba tę samą treść przekazać głosem. Najbardziej nie znoszę reklam sprzętu AGD i elektroniki, z charakterystycznym „zaaaaaaaa”, przy czym każde następne „a” jest obniżone o pół tonu w stosunku do poprzedniego. „Telewizor XXX, 32 cale, zaaaaaaaaaa  (tutaj krótka pauza) 2999 złotych! Smarfon Super-Duper 2000 zaaaaaaaaa … 999 złotych! Tablet Jakiśtam z funkcją jakąśtam zaaaaaaaaa … 2999 złotych!”. To wszystko wypowiedziane takim głosem, jakim w Korei Pn relacjonuje się wiadomości o najnowszym dokonaniu Ukochanego Wodza, na przykład rozstrzelaniu co trzeciego, losowo wybranego kuzyna.
              
     Innym rodzajem są bezustanne e-maile, przychodzące na moją skrzynkę pocztową. No cóż, nie ma nic za darmo. Skoro nie płacę za skrzynkę, muszę zgodzić się na ten warunek. Przynajmniej skłania to człowieka do tego, aby częściej do niej zaglądać, bo inaczej skrzynka się zapcha od reklam. Ciekawe, że 90% wszelkich reklam, jakie dostaję, to kredyty, pożyczki i inne próby zadłużenia mnie po uszy. Też tak macie? To raczej nie pomaga w walce ekonomistów z zadłużeniem społeczeństwa. Kropla drąży skałę i nawet ktoś, kto nie miał zamiaru brać żadnego kredytu, może pewnego dnia pomyśleć: „A dlaczego nie? Przydałoby się to i owo! Lodówka już rzęzi, samochód ledwo trzyma się kupy, mieszkanie zrobiło się ciasne…”. Mniej więcej 9% to reklamy ubezpieczeń. Pozostałe 1% to tzw. „inne”. Spamu nie liczę, bo to inna kategoria, choć też ciekawa. Zadziwiające, że spamerzy martwią się głównie o dwie rzeczy: moją duszę i moje libido. Jeszcze ciekawsze, że o obie te rzeczy jednocześnie…
           
     Niestety, choć bardzo bym chciał, nie mam na to lekarstwa. Może to i dobrze, bo gdybym je miał i chciał się z Wami nim podzielić, musiałbym dodać na końcu: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki, lub skontaktuj się …”. Nie chce mi się tego kończyć. Dlatego ten post nie będzie miał zakończenia.

37 komentarzy:

  1. Mnie rozwalają reklamy środków na hemoroidy, grzybicę pochwy, infekcje intymne oraz "sex po braveranie masz na zawołanie" - puszczane w okolicach śniadania lub kolacji. Czekam, kiedy moje dzieci zapytają, mamo, a co to znaczy seks na zawołanie? Mam nadzieję, że mąż będzie miał pod ręką gotowy aparat, żeby strzelić mi słit focię skonsternowanej mamuśki.... Poza tym, zauważyłeś, że obecnie mamy możliwość zażycia pigułki na wszystko? Na trądzik, na zdrowe zęby (!), na schudnięcie w wieku 25 lat (tyłek ruszyć na ćwiczenia!), na katar, na sen, na pobudkę, na nerwy, na wzrost, na apetyt, na ograniczenie apetytu - NA WSZYSTKO!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te modelki rzeczwyście wyglądają, jakby bardzo potrzebowały tych pigułek...
      Cdo do seksu, jeszcze bardziej ryzykowne jest obsługiwanie telegazety. Na pierwszej stronie zawsze reklama burdelu na telefon. Że tez nasi świętsi od papieża jeszcze się za to nie wzięli, to prawdziwy cud!

      Usuń
    2. Na szczęście nie korzystamy!

      Usuń
    3. Ja też nie, bo się w tych klawiszach nie łapię - ale Koleżanka Małżonka regularnie czytuje ten "internet dla ubogich".

      Usuń
  2. Reklama jest dobra na wszystko - osiągnęłam poziom,że ich nie widzę ani nie słyszę, choć nie przełączam nerwowo kanału. Docierają do mnie tylko te, których jeszcze nie widziałam - ale tylko jeden raz docierają. Oglądając reklamy można dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo głupawymi ludzmi- nie potrafimy bowiem poradzić sobie z najprostszymi rzeczami - praniem, myciem zębów, czystością osobistą, katarem, hemoroidami itp., a do tego jesteśmy super naiwni, skoro można nam wcisnąć każdą ciemnotę.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Koleżanka Małżonka twierdzi tak samo, ale ja chyba nie osiągnę tego poziomu. Reklamy za bardzo mnie denerwują i za bardzo natarczywie wdzierają się w mózg.
      A co do problemów - widziałem kiedyś na Discovery program o ludziach, którzy mają tak zagracone mieszkania, że nie potrafią się w nich poruszać. Inni z kolei mają w domu tyle śmieci i taki bałagan, że im na podłodze pokrzywy rosną. I wszyscy oni załamują ręce i twierdzą, że nie mogą sobie z tym problemem poradzić! I to podobno program cykliczny - czyli takich ludzi jest całkiem sporo! Ja nie potrafię pojąć, co oni w tym mieszkaniu robią. Czy mają jakieś specjalne miotły, które gryzą, albo kopią prądem?

      Usuń
    2. Przyznam Ci się, że gdy redukowałam po remoncie stan posiadania różnych rzeczy, odruchowo pomyślałam o tamtych programach. Przerażające, ile człowiek potrafi zgromadzić "dobra" wszelakiego.A widziałeś film o tych, którzy są uzależnieni od pomagania bezdomnym zwierzakom? To jest dopiero tragedia, bo nie dość, że sami się zamęczają to z dobrego serca męczą i te zwierzaki.
      Marzę o takim odkurzaczu co sam jezdzi po chatynie i sprząta. Widziałam go kiedyś kupując maszynę do szycia- piekielnie droga zabawka, bo od 1 do 1,5 tys. zł, ale super - programujesz, włączasz, wychodzisz z domu a on te podłogi i dywany odkurza. Wracasz i masz czysto i ciszę.
      Miłego, ;)

      Usuń
    3. Taki odkurzacz to piękna rzecz, pod warunkiem, że zanim go uruchomisz... posprzątasz pokój. U mnie to by nie zadziałało. Wystarczy, że krzesło stoi nie w tym miejscu, albo ktoś zostawił kapcie na dywanie - zaraz mu się miesza. A gdy pomyślę, że w pokoju chłopaków panuje permanentny Wielki Bałagan - wszystko leży na podłodze - to niestety, stwierdzam, że odkurzacz od razu uciekłby z krzykiem. Tam by się przydał buldożer...

      Usuń
  3. Przestałam reagować na reklamy, jak moja bratowa (szefowa apteki), widząc rekalmę jakiegoś środka w TV powiedziała 'niech reklamują, musiałam wziąć tego trzy kartony, żeby obnizyć cenę do złotówki za opakowanie'.
    Nic mnie tak jednak nie wkurza, jak reklamy środków na potencję i prezerwatyw przed godziną 20. Nie mam już małych dzieci, ale wyobrażam sobie te pytania 'mamooo, a co to jest i do czego służyyyy?'. Bądź tu mądry i odpowiadaj na poziomie pięciolatka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłem, że te reklamy pojawiają sie tak wcześnie. No, ale uważam, że to możliwe, za rzadko oglądam TV, żeby to stwierdzić. Myslę, że to dlatego, że mnie reklamy za bardzo denerwują, i dlatego, gdy tylko pojawia się plansza, natychmiast przełączam. Innymi słowy, reklam nie oglądam i nie jestem na bieżąco.

      Usuń
  4. w większości wyłączam się na reklamach, nie docierają do mnie, jedyne co robię to przyciszam telewizor w tym czasie, co by się nie darł do mnie bez sensu ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na niektórych programach, gdzie reklamy są krótkie, też przyciszam. Jest taki fajny klawisz "MUTE" :)

      Usuń
  5. Ja jestem uzależniony od reklam. Na przykład oglądam ciekawy film o straszliwych rekinach, a tu reklama. I wiem, że reklama jest co do zasady o jednej porze na prawie wszystkich kanałach. To idę się umyć. Oglądam dalej - chłopak całuje się z dwiema dziewczynami naraz, w płytkiej wodzie na brzegu morza, zbliża się niezawodny rekin. A tu znowu reklama, i zapowiada się na co najmniej pół godziny. Idę więc spać.

    Dzięki reklamie jestem więc przynajmniej umyty i wyspany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale myć się co kwadrans to też niezdrowo. ;)

      Usuń
  6. Bardzo mi się podoba podejście Dibeliusa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu widać, że Polsatu nie ogląda ;)

      Usuń
  7. Mój mózg jest wyćwiczony w wypieraniu spraw nieprzyjemnych. Pozostaje tylko niejasna informacja, że z danym zjawiskiem wiąże się coś bardzo niemiłego, lecz zapominam, co to konkretnie było. Podobnie jest i z reklamą. Niektóre doprowadzają mnie do pasji, lecz jeżeli sobie nie zanotuję, co wzbudziło u mnie taką wściekłość, za dwa miesiące o tym nie pamiętam.
    Tak było z jakąś natrętną reklamówką firmy "Sony", która na odwiedzanych przeze mnie portalach drażniła do bólu i była ciężka do usunięcia. w efekcie tej reklamy obiecałem sobie, że niczego od tej firmy już nie kupię. Niedawno wprowadziłem to w czyn kupując laptop. Miałem budżet ok. 3 tysięcy, więc mogłem wybierać, lecz produkty firmy, która prowadziła agresywną, nachalną reklamę, omijałem szerokim łukiem. I co ważne, jestem naprawdę zadowolony z tego, co kupiłem zamiast Sony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kilkanaście lat temu obraziłem się na Delmę. Teraz z kolei jedynym bankiem, jaki trawię, jest mój rodzimy - bo się nie reklamuje.A jeśli chodzi o samochód, to jeżdżę obecnie marką (i modelem!), której reklama bardzo mi się podobała. Wprawdzie nie wyświetlali jej u nas, dlatego widziałem ją tylko raz, w jakimś programie ze śmiesznymi reklamami. Prawdopodobnie dlatego nie odrzuca mnie siadanie za kierownicą ;)

      Usuń
    2. Gdy przyjeżdżam do Polski, produkty żywnościowe staram się kupować z małych regionalnych zakładów- takie małe wsparcie regionu, który mnie gości, uważam że to fair. Podobnie robię w Irlandii, n.p. paliwo kupuję wyłącznie w irlandzkiej sieci TOP

      Usuń
    3. No cóż, mam podobnie. Tylko zastanawiam się, czy przypadkiem nie robię tym wytwórniom niedźwiedziej przysługi. Jak jakiś wyrób staje się popularny, momentalnie pojawia się koncern, który tę fabrykę wykupuje.

      Usuń
  8. TV nie oglądam, bo nie mam telewizora. W radio jak jest reklama to idę po herbatę, banana, posprzątac po kocie albo załozyć na siebie ciepłe gacie. w skrzynce mailowej wszelkie reklamy od razu zaznaczam i robie "usuń", z zasady, nawet nie patrzę czego to reklama. ze skrzynki pocztowej przebieram od razu na miejscu wybierając ze sterty papierów prawdziwą korespondencję, resztę sie u nas zostawia na skrzynce i hurtowo wywala gospodarz domu. najbardziej wkurzają mnie internetowe reklamy pojawiające sie na otwieranych stronach, zanim znajdę ten błogosławiony x to juz zawsze zdązę się nakląć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Boże, ile Ty musisz jeść tych bananów! Przeciez w radiu reklama co 5 minut!

      Usuń
    2. Eeeetam, nieprawda. Na Trójce nie jest tak często, max co pół godz, a najczęsciej tylko w okolicy wiadomości :)

      Usuń
  9. W mailach mam zaproszenia od różnych pań spragnionych miłości, na ogół z byłych republik radzieckich, reklamy preparatów odchudzających oraz sugestie, że moje życie seksualne może być bogatsze... Jeszcze trochę a zacznę się zastanawiać, jak to jest z moją orientacją, wagą i w ogóle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filtr antyspamowy działa dość dobrze na skrzynce, więc ja musze się męczyć ostatnio niemal wyłącznie z próbami zadłużenia mie po uszy. I nic nie pomagają zwrotne informacje, że nie mam zdolności kredytowej! ;)

      Usuń
  10. Już kiedyś pisałam, że odruchowo w czasie reklam wyłączam dźwięk i z reguły coś w tym czasie robię, czasem nawet planuję, że zrobię to w czasie reklamy właśnie. Nie znoszę za to skakania po kanałach;-)
    Ręce mi opadają na komentarze w mediach, że Polacy zażywają niepokojącą liczbę leków i ta tendencja wciąż rośnie - przecież non stop jesteśmy zasypywani reklamą leków! Skutecznie, jak widać... Ślepy widzi, że aby zmniejszyć tendencję, wystarczy przestać je reklamować. Nie zrobią tego. Ale niech przestaną udawać to zdziwienie!

    I też zauważyłam, że nie ma już ograniczeń co do reklamy tych produktów, które były emitowane kiedyś po 22.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwa nie reklamują przed 22:00! A mogliby...

      Usuń
    2. "... ale ma bardzo dobrą puentę" zapomniałam napisać, odnosząc się do zakończenia i właśnie mi się przypomniało;-)
      A po co Ci te reklamy piwa?

      Usuń
    3. Reklamy na nic. Ale bez piwa życie na Ziemi wyginie.

      Usuń
  11. Kiedyś wychodziłam z psem w czasie reklam. Dziś jak Dibelius postępuję, robię herbatę, kolację coś do przegryzienia w między czasie, idę w ustronne miejsce :) a nawet prysznic szybki biorę wykorzystuję czas pomiędzy, bardzo aktywnie. :) Reklam nie znam, o nie kłamię, jest nachalna reklama jakiegoś piwa, czasem rzucam na nią okiem bo zabawna, ale nie wiem co mówią bo głos wyłączony. :) Pytanie do kogo trafiają te reklamy? Dużo ludzi robi tak jak my skacząc po kanałach, wychodząc nie oglądają, więc są to wyrzucone pieniądze - moim zdaniem. Jeszcze jedno zauważyłam, otóż w Brytyjskich krajach :) na wyspach, nie ma reklam, przed miastem, w mieście nie wciskają się w oczy reklamy, Całkiem puste pobocza szos, autostrad czyż to nie dziwne? Tam co, nie kupują? A może szkoda im pieniędzy, na coś na co zwykle nie zwraca się już uwagi? U nas jeszcze bogactwo kwitnie, reklamowe bogactwo da nadawców tv. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reklama zapewne trafia do podświadomości. Ludzie twierdzą, że to oni się wtedy wyłączają i nie słuchaja reklam, ale ona wciąż sączy się w mózgownicę. Tylko niektórzy przełączają na inny program.

      Usuń
  12. Witaj :)
    Reklama była, jest, będzie. Każdy ma rozum i rozsądek zdrowy, zatem...nie ulegajmy namowom.
    Pozdrawiam mile na udany tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy to jeszcze świadomy wybór, czy też nasza podświadomość została zmanipulowana przez reklamy. Spójrz na małe dzieci - gdy tylko na ekranie pojawia się reklama, stoją przed ekranem jak zahipnotyzowane. Coś w tym przecież musi być!

      Usuń
  13. Pożyczki plus oferty kupna auta - to moje faworyty, najczęściej zapychające mi skrzynkę :)))

    Nie znoszę reklam, wrr!! Złoszczą mnie jak nie wiem co. I też się obrażam na produkty reklamowane natrętnie i/albo głupio, tak jak na te chipsy, co trzeba je jeść przed 20-tką, czy gumy do żucia, co sutki się od nich wyciągają. I uparcie nie chcę zobaczyć dwójki w 2999 zł, tylko zawsze mamroczę o trójce. Taki jestem nieużytek ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwię się, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, aby umieszczać reklamy w książkach. Taka reklama musiałaby do mnie trafić bo przecież kartki z ksiiążki nie wyrwę. Ale może ludzie po prostu nie czytają?

      Usuń
    2. Z wielką radością odpiszę, że czytają :))) Naprawdę czytają i to książki papierowe, nie na czytnikach czy w komórkach, tfu, smartfonach. Nie jest jeszcze tak źle, jak mi się wcześniej wydawało :)))

      Ale chyba bym jednak targała te reklamy. Bo chamstwa nie zniesę.

      Usuń
  14. Nitager!!!... wiem, ze tak całkiem od czapy ale spieszę donieść, że zjadłam cukierka z RUMEM!!! ... zyskałam trochę w Twoich oczach?... :))))))))

    OdpowiedzUsuń